Być przy nadziei - co to znaczy? Dlaczego tak nazywa się ciążę? - Mocem

Być przy nadziei

with Brak komentarzy

Być przy nadziei czyli być w ciąży, w stanie błogosławionym, spodziewać się dziecka. Wiemy, o co chodzi. Co jakiś czas jednak natrafiam na artykuły lub opinie znajomych, jakoby te sformułowania nie do końca adekwatnie opisywały 9 miesięcy przed porodem.

Co to znaczy być przy nadziei?

Na Facebooku nie raz widziałam memy lub anegdoty podważające fakt, czy aby na pewno poranne (a raczej całodzienne) mdłości, wymioty, zgaga, bezsenność, przeróżne bóle i niewygody można nazwać stanem błogosławionym. Spotkałam się też z totalnie odwrotnymi żalami co do polskiego medycznego słowa „ciąża”, które wskazuje jakoby coś tym ciężarnym ciążyło. I chociaż brzuszek i dolegliwości wszelkie zapewne doskwierają, to jednak nie raz słyszałam, że komuś bardzo to słowo nie pasuje, bo przecież czas noszenia dziecka pod sercem jest cudem i nie ma mowy o tym, że ciąża ciąży.

Jakby nie patrzeć powyższe zarzuty zależą w dużej mierze od samopoczucia mamy. W tej kwestii nie będę się wypowiadać. Tak sobie myślę, że to jest bardzo błogosławiony stan, który jednocześnie zapewne potrafi ciążyć. :) Chcę poruszyć temat nadziei, bo to on ostatnio obudził we mnie sporo emocji. Niekoniecznie tych dobrych. Złych też nie, ale nieprzyjemnych i smutnych.

Co to jest nadzieja?

Jest to oczekiwanie spełnienia się czegoś pożądanego, ufność, że to się wydarzy (wg Słownika Języka Polskiego PWN). Mamy nadzieję na coś, czego pragniemy, a czego nie ma jeszcze w naszym życiu. Nie posiadamy tego lub to się jeszcze nie wydarzyło. Nadzieja to obecny stan ducha odnoszący się do przyszłości. I to mi się nie zgadzało…

Być przy nadziei na co?

Skoro być przy nadziei oznaczy być w ciąży, to na co jest ta nadzieja? Na dziecko? Przecież ono już jest! Na macierzyństwo? Ono też już się zaczęło. Długi czas nie rozumiałam słów „być przy nadziei”. Kłóciło mi się to ze sobą strasznie. Nie pojmowałam jak można mówić o nadziei, skoro ona już się spełniła. Nowe życie już jest pod sercem, a nie dopiero będzie. Ciąża od zawsze była dla mnie czymś niesamowitym.

W pierwszych miesiącach naszych starań o dziecko jeszcze mocniej czułam ten rozdźwięk. To ja miałam nadzieję na dziecko, a nie kobieta w ciąży – ona już przecież je w sobie nosi. Tak mi się wydawało. Bolało to, że spełnienie moich marzeń jest nazywane nadzieją – czymś, co wciąż jest oczekiwaniem pożądanego, a nie właśnie sednem.

Jednocześnie lubiłam to określenie. To taki trochę paradoks, ale tak było. Słowa „być przy nadziei” kryły w sobie jakąś tajemnicę, której nie rozumiałam, a która, wydawało mi się, że ma sens. Nadzieja jest dla mnie pełna wrażliwości i lekkich dysonansów niewyczuwalnych i niezrozumiałych w pierwszym momencie. „Nadzieja zawieść nie może.” Daje pewną obietnicę i spokój.

Powyższe akapity napisałam w czasie przeszłym. Dlaczego?

Co się zmieniło w moim rozumieniu bycia „przy nadziei”?

Moja bliska koleżanka poroniła. Przypomniałam sobie podobną historię innej znajomej. Zobaczyłam w internecie wiadomości kilku blogerek o ich zbyt wcześnie zakończonych ciążach. Na forach dotyczących niepłodności czytałam o aniołkach, które nie zdążyły się urodzić, ciążach pozamacicznych i biochemicznych lekceważonych przez lekarzy i serduszkach, które przestały bić z niewyjaśnionych przyczyn. Od przyjaciółek dowiedziałam się o kilku poronieniach dalszych znajomych – zdrowych, młodych kobiet. Przypomniałam sobie przyjaciół moich rodziców – wujka i ciocię, którzy zanim urodziła się ich córeczka, stracili siedmioro swoich dzieci. Mama opowiedziała mi o spotkaniu z dawno niewidzianą koleżanką, o której mama wiedziała, że była w ciąży. Kiedy rozmawiały, a my z bratem biegaliśmy wokół, mama zapytała, ile teraz ma jej maleństwo. A ono zmarło przy porodzie. Przypomniałam sobie dramat innej pary, której dzieciątko urodziło się martwe – znajomi dalszych znajomych, a mi i tak szklą się oczy i łamie głos, gdy wspominam pogrzeb, który odbył się zamiast chrztu.

Zrozumiałam, dlaczego mówi się o kobietach w ciąży, że są przy nadziei, kiedy zdałam sobie sprawę, jak wiele z nich nie doczekuje szczęśliwego rozwiązania.

Kobieta w ciąży potrzebuje ogromu nadziei. Spokoju na czas oczekiwania, czy zapowiedź ich szczęśliwej powiększonej rodziny się spełni. Teraz rozumiem, że nadzieja, która w czasie starań jest ogromna i co miesiąc zawodzi, po doczekaniu się 2 kresek na teście przechodzi na inny poziom, a nie odchodzi w niepamięć. Być w ciąży to nie być przy nadziei na dziecko, bo ono już jest. Być w ciąży to być przy nadziei, że to maleństwo urodzi się zdrowe w odpowiednim momencie i będziemy mogli je wychowywać.

Co to znaczy być przy nadziei?

Nadzieja oznacza coś niepewnego

Mając w głowie te wszystkie historie utraconych ciąż, boję się pytać o dziecko, kiedy nie mam pewności, że ono wciąż jest. To jest dla mnie trochę straszne, ale bardzo dobitnie dotarło do mnie, że stan błogosławiony nie jest gwarantem tulenia do piersi własnego maleństwa. Niedawno odetchnęłam z wielką ulgą, widząc znajomych z wózkiem. Wiedząc o ciążowych komplikacjach, bałam się, czy wszystko jest w porządku. Mówiąc dosłownie – bałam się, czy dziecko nie zmarło. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy pytam jak tam Maluszek się chowa, a okazuje się, że się nigdy nie urodził. Byłoby mi strasznie głupio, ale nijak moje odczucia miałyby się do tego, co poczuliby rodzice. Może to trochę skrajne, może przesadzone, ale staram się zachować ogromną ostrożność przy ciążowych tematach.

Z obawą patrzę na ludzi w internecie obwieszczających dobrą nowinę powiększenia rodziny w pierwszych miesiącach ciąży. Patrzę z ukłuciem zazdrości, to fakt, ale i prawdziwym lękiem o ich maleństwo i nich samych. Widzę ich radość i przypominam sobie tych wszystkich, którzy tak samo się cieszyli i dzielili z innymi szczęściem, a później, znienacka, ich radość zamieniła się w dramat. Nie chodzi mi o to, że ktoś robi źle, że nie powinien czy coś takiego. Myślę, że to jest normalne. Nie osądzam, a wręcz rozumiem, bo mogę się założyć, że kiedyś też będę miała ochotę o tym opowiadać wszem i wobec. Rozumiem i zazdroszczę, a jednocześnie patrząc z boku, po prostu martwię się, czy ich bajka nie skończy się za szybko. Tak wiele ciąż kończy się zbyt wcześnie, że jakakolwiek pewność, że wszystko będzie dobrze, napawa mnie jakąś taką ostrożnością. I to jest wkurzające strasznie, bo przecież poczęte dziecko zasługuje na radość z jego obecności, a nie strach.

Bo być w ciąży to faktycznie być przy nadziei, a nie mieć pewność. Na tak wiele spraw nie mamy wpływu, tak wielu zdarzeń nie znamy przyczyn, że nadzieja jest zdecydowanie jak najbardziej adekwatnym określeniem ciążowego stanu.