Dbam, bo kocham, ale nie matkuję

with 4 komentarze

Dbam, bo kocham to nazwa blogerskiej kampanii społecznej organizowanej w lutym przez Dagmarę (Socjopatka) i Magdę (Save the Magic Moments). Kiedy dziewczyny zaprosiły mnie do wzięcia udziału, musiałam się mocno zastanowić jak ująć tematykę relacji w sposób, którego jeszcze nie było na moim małżeńskim blogu. Wiecie, to wcale nie jest łatwe, bo trochę już napisałam o dbaniu o związek. Koniec końców stwierdziłam, że odwołam się do samej nazwy akcji.

Dbam, bo kocham, ale nie matkuję

Problematyczny czasownik „dbać”

No mam problem z tym słowem. Szczególnie w odniesieniu do męża, a to właśnie o dbaniu o męża chciałam napisać. Bo z jednej strony nie podlega wątpliwości, że trzeba dbać o współmałżonka, a z drugiej kojarzy mi się to jednak bardziej z dbaniem o dziecko. A jak dłużej pomyślę to i z dbaniem o zwierzę lub doniczkowego kwiatka. Ale też z dbaniem o bliską osobę w chorobie. Takie dbanie – opiekowanie się.

Poza tym jakoś intuicyjnie inne emocje budzi we mnie dbanie o żonę i dbanie o męża, chociaż w istocie chodzi o dbanie o współmałżonka po prostu. Oczyma wyobraźni widzę coś innego. Różne obrazy przewijają mi się w głowie, gdy myślę o kobiecie dbającej o ukochanego (np. scenka z serwowaniem obiadu – stereotypowo na maksa) i o mężczyźnie, który dba o swoją żonę (tu widzę po prostu czułe objęcie ramieniem). To są takie pierwsze myśli i skojarzenia. Takie jeszcze bez żadnej analizy, głębszego zastanowienia. Spontaniczne przebłyski, które się zmieniają, ewoluują i klarują znacznie po przemyśleniu. A Ty jak to widzisz w pierwszej chwili?

„Dbam” nie znaczy „opiekuję się”

O męża trzeba dbać, ale jakaś część mnie się buntuje na to określenie. Mimo całej mojej miłości, przekonania do poświęcenia czy pięknie nazwanego daru z siebie, nie do końca słowo „dbać” pasuje mi do życiowego partnera i miłości. Bo kiedy myślę o tym, że trzeba o kogoś zadbać, myślę na początku o tym, czy ma co jeść i w co się ubrać. Myślę, czy niczego mu nie brakuje, czy nie jest chory. A to wszystko bardziej tyczy się „sprawowania opieki” nad kimś, kto sam o siebie nie zadba (bo nie potrafi, nie może albo nie chce). To zapewnienie fizycznego komfortu to nie jest przecież cały wachlarz możliwości zawierający się w słowie „dbam”. To jest tylko jakiś wycinek całości – istotny, ale nie najważniejszy w relacji mąż – żona.

Relacja dorosły – dorosły a nie rodzic – dziecko

To jest jeden z kluczy do właściwego podejścia do dbania o siebie nawzajem. Nie chodzi o to, żeby przestać gotować albo prać jedynie swoje ciuchy – „bo on przecież może sobie sam poradzić ze swoimi brudami”. Warto zadać sobie pytanie, dlaczego o niego dbam?

Przykładowo: dlaczego sprzątam w jego gabinecie? Czy dlatego, że go kocham i chcę mu pomóc, odciążyć go, sprawić mu przyjemność? Czy dbam, bo kocham? Czy może dlatego, że zrobię to lepiej od niego, że on nie zwraca uwagi na kurz w kątach albo nie domywa podłogi? Czy jesteśmy równi, czy ja jestem w tej relacji matką – kimś starszym, ważniejszym i wyznaczającym standardy, a on dzieckiem, które trzeba (i można) pouczać, poprawiać i wyręczać?

Kobiety mają tendencję do matkowania

Przeglądamy i kupujemy książki dla dzieci na nieprzeczytane.pl czy gdzieś indziej, a potem nam się myli, komu miałyśmy je czytać. Czasem zupełnie bezwiednie zaczynamy pouczać naszych mężów i traktować ich jak dzieci. Nie dbamy o nich, ale się nimi opiekujemy. A kiedy staramy się wyznaczyć tę granicę, dać, ale nie matkować, to i tak mamy poczucie winy, gdy słyszymy „o, widzę, że żona o Ciebie nie dba skoro taki głodny jesteś/masz pogniecioną koszulę”. Z resztą o sławetnym „Żona Cię nie karmi?!” już kiedyś pisałam. To jest jeszcze echo minionych wieków, kiedy podział ról w małżeństwie był bardzo konkretny. Dzisiaj mąż i żona na równi mogą dbać o dom. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Wtedy dbanie o męża w dużej mierze mogło bazować właśnie na domowych obowiązkach.

Kobiety potrafią się zagalopować w trosce o drugą osobę. Angażujemy się całe i chcemy dobrze. Potrafimy się jednak w tym zapomnieć. Czasem szukamy ucieczki od trudnych spraw w matkowanie naszym mężom – szczególnie wtedy, gdy jesteśmy za to doceniane. A że niektórym panom to pasuje, bo wynieśli taki wzorzec z domu, to kółko się kręci. I na początku jest fajnie, obie strony są zadowolone, ale po czasie pojawiają się problemy (ona narzeka, że on jej nigdy nie pomaga – chociaż nigdy tej pomocy od niego nie chciała i wyrzucała go z kuchni, on za to nie potrafi zrobić najprostszych rzeczy w domu – bo nigdy nie musiał). Mężczyzna nie jest dzieckiem i nie wolno go tak traktować. Dla jego dobra i z miłości do niego, ale też dla naszego dobra i dobra małżeństwa.

Dbać znaczy troszczyć się

Troska to coś więcej niż opieka. Kojarzy mi się z bardziej całościowym podejściem do człowieka, a nie tylko z opieką nad jego ciałem. Dbać o męża to troszczyć się o niego całego – o jego ciało, psychikę i duszę. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w relacji małżeńskiej ważniejsze jest dbanie o swoje serca i myśli niż o ciało. Jesteśmy dorośli – wiemy, kiedy jesteśmy głodni i jak zrobić sobie kanapki. Oboje możemy wyjść do sklepu, wstawić pranie, odkurzyć czy wyprasować sobie nawzajem ubrania. Każde z nas potrzebuje jednak uwagi tej drugiej osoby, czułości, wysłuchania i rozmowy. Dbanie o siebie nawzajem jest dbaniem o relacje i o małżeństwo.

Zasada wzajemności

W małżeństwie „dbam, bo kocham” działa w obie strony. Warto o tym pamiętać nie po to, żeby oczekiwać tego dbania i punktować męża za każdy gest w naszą stronę (chociaż doceniać jak najbardziej trzeba!), ale żeby nie przesadzić ze swoją dbałością. Matkowanie mężowi to właśnie takie przesadzone dbanie, w którym się zapominamy i nie dajemy jemu szansy, żeby nas kochał (w taki codzienny sposób w zwykłych czynnościach). Trzeba pozwolić się kochać!

Co oznacza dbanie o męża?

Dla każdej żony (i męża!) może to oznaczać coś innego. W różnych momentach życia tej samej pary może być czymś kompletnie innym. I to jest ok. Dla mnie dbanie o męża składa się tak naprawdę z 4 filarów.

Dbanie o dom

I chociaż jedni będą się tu dopatrywać patriarchalnego terroru, to jednak zdania nie zmienię. Tym bardziej, że fakt, że ja dbam o męża, dbając o nasz dom, nie oznacza, że on też tego nie robi. Żeby małżeństwo działało, musi mieć przestrzeń do życia. Dbanie o męża to wykonywanie swoich domowych obowiązków z miłością i z miłości. To jest codzienność, z której składa się życie – także nasze wspólne.

Nie jestem typem idealnej pani domu. Wiem, że można mi wiele zarzucić w tym temacie (sama sobie zarzucam, a co!), ale łatwiej mi to wszystko przychodzi, kiedy myślę o moim mężu. Że nie sprzątam i gotuję tylko dla siebie, ale też dla niego.

Dbanie o niego

Nie tylko na tym fizycznym poziomie, ale przede wszystkim psychicznym i duchowym. Chodzi o wspieranie się, okazywanie miłości i bycie obok. Żona, jako najbliższa osoba, najlepiej zrozumie i najszybciej zobaczy, że coś jest nie tak. Nie raz sami nie widzimy, że coś się z nami dzieje i potrzebujemy głosu z zewnątrz – delikatnej wskazówki albo upomnienia, które wypowiedziane bez miłości nie będzie miało sensu. Dbam o mojego męża, słuchając go, znajdując dla niego czas, rozmawiając.

Dbanie o siebie

Dbam o siebie, bo kocham mojego męża. Dbam o swoje wnętrze jak i wygląd nie tylko dla siebie, ale też dla niego. Wypoczęta i zadowolona żona jest zdecydowanie lepszą towarzyszką życia niż maruda widząca wszystko w czarnych barwach. Im lepsi jesteśmy, tym lepszy związek tworzymy.

Dbanie o relacje

Małżeństwo jest ważną i dużą częścią życia małżonków. Mając na uwadze jego dobro, mam również dobro naszego związku, nas obojga i naszej rodziny. To wszystko się zazębia i przenika. Dbam o nas, bo kocham jego.

Dbam, bo kocham, ale nie matkuję

Dbam, bo kocham i… czasem matkuję

Matkowanie kojarzy mi się negatywnie. Nie jest niczym dobrym w małżeństwie (to nie ten rodzaj relacji), ale są sytuacje, w których może być potrzebne. Chodzi mi o moment, w którym mąż o to prosi, a nie kiedy ja uznam to za słuszne. Kiedy to on prosi o pomoc i zatroszczenie się o niego w jakiś szczególny sposób, taki poza granicą między dbaniem a matkowaniem według moich definicji. A takie sytuacje się zdarzają i nie wszystkie są ciężkie i trudne.

Od początku wychodziłam z założenia, że nie chcę być zrzędzącą żoną, która wierci dziurę w brzuchu o byle wkręcenie śrubki. Nie przypominałam za często o różnych rzeczach, żeby nie przesadzić, nie narzucać się i właśnie nie matkować. Okazało się jednak, że mój mąż przypominania nie widzi tak jak ja i wręcz chciałby, żebym mu częściej o czymś wspominała. Ja nie chciałam mu truć, a jemu tego brakowało! Albo inaczej – dla niego nie było to wcale trucie, a pomoc, której w danym momencie potrzebował.

Męskie i damskie spojrzenia są różne

Warto wspólnie ustalić definicje i granice dbania i matkowania, bo może się okazać, że inaczej widzimy obie sprawy. Na przykład dla mojego męża dbanie o drugą osobę w związku kojarzy się głównie z dbaniem o relację, psychiczny spokój i szczęście ukochanej. Zupełnie nie widział powiązania między dbaniem a opiekowaniem się (o matkowaniu nawet nie wspominając).

Wydaje mi się, że może to być spowodowane tym, jak kwestia dbania o siebie nawzajem jest przedstawiana w społeczeństwie. Kobiety częściej są oceniane za to, jak wyglądają ich mężczyźni i obarczane wręcz odpowiedzialnością za nich („on się źle ubiera, odżywia, czesze, nie uprawia sportu – zrób coś z tym, jesteś jego żoną”). O odwrotnych sytuacjach słyszę dużo rzadziej. Wśród rówieśników nie jest to tak widoczne, ale w starszym pokoleniu jak najbardziej. Macie podobne wrażenia czy może w Waszym otoczeniu wygląda to zupełnie inaczej?