Jak udzielać dobrych rad, kiedy nikt Cię o nie nie prosi?

with Brak komentarzy

Z dobrymi radami jest taki problem, że nie zawsze są dobre. Już samo brzmienie sformułowania „dobra rada” ma w sobie coś, co sprawia, że jakaś część mnie się buntuje. To taki delikatny rodzaj pleonazmu, coś jak masło maślane czy mokra woda. Jakby ktoś chciał przekonać nas do tego, że rada naprawdę będzie dobra. Tak trochę na siłę. Jeśli rada nie jest dobra to co to za rada?

Jak udzielać dobrych rad, kiedy nikt Cię o nie nie prosi?

Niechciane rady nie pomagają

Kiedy ktoś zaczyna doradzać nieproszony, może się to skończyć w dwojaki sposób. Albo będzie dobrze, bo akurat sytuacja będzie odpowiednia, rada trafna, a osoba otwarta i wyciągnie dla siebie to, co najlepsze i zastosuje. To się chyba dość rzadko dzieje. Albo będzie gorzej, bo porada okaże się bezzasadna, źle wypowiedziana, sytuacja nieodpowiednia albo ludzie nie w humorze.

Kiedy nie chcesz słyszeć rad, możesz z założenia je odrzucać, blokować się albo poczuć się urażona i atakowana. Wszystko zależy od danego momentu i tego, jak rada została podana. Tę samą rzecz można powiedzieć na tak dużo sposobów!

Niechciane rady czasem się przydają

To, że ktoś może nie mieć ochoty na otrzymywanie rad nie znaczy od razu, że ich nie potrzebuje. Może ich nie chcieć, bo zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak, że powinien coś poprawić, że postępuje źle, ale nie ma siły/ochoty/możliwości zacząć działać inaczej. Często dobre rady pokazują nam nasze wady i słabości, a tego ludzie nie lubią. Buntujemy się i obruszamy zamiast przyjąć na klatę krytykę. No właśnie – bo te dobre rady, czasem nie są wcale radami a krytyką. I to nie zawsze konstruktywną.

Dawanie rad nieproszonym wymaga trochę zdolności – dyplomatycznych, lingwistycznych, empatycznych i odrobiny miłości. Takiej ludzkiej, braterskiej, która nie tylko wytyka błędy, ale podsuwa rozwiązania. Nie narzuca, a sugeruje. Trzeba to zrobić mądrze. Da się.

Jak udzielać dobrych rad, gdy nikt Cię o nie nie prosi?

  1. Nie mów, że „musisz dać dobrą radę”

    Skoro ktoś „musi” mi coś doradzić, oznacza to dla mnie, że robię coś tak źle, że aż ktoś „musi” się wtrącić. To taki wstęp, który może od razu wrogo nastawić odbiorcę, który się zamyka i przyjmuje postawę obronną.

  2. Nie rób założeń, bądź pewien

    Jeśli samemu wychodzisz z inicjatywą doradzania, upewnij się, że to, co chcesz powiedzieć ma sens. Nie pouczaj na temat, co do którego coś Ci się wydaje albo masz jakieś przeświadczenie. Zastanów się, czy masz pewność, że dana osoba robi coś wbrew Twoim dobrym zaleceniom. Może się okazać, że nie masz racji i zamiast pomóc, popsujesz Waszą relację albo przynajmniej miłą atmosferę.

  3. Nie krytykuj

    Niech rada będzie radą, a nie wytykaniem błędów. Skup się na tym, co można by zrobić, a nie na tym, co dana osoba robi źle. Pomyśl też, jak o tym mówisz i nie oceniaj. Przykładowo zdanie „Powinnaś częściej sprzątać” zawiera w sobie jedynie zalecenie, ale z automatu jest odbierane raczej jak „Sprzątasz za rzadko”. 

  4. Nie narzucaj, ale sugeruj i podpowiadaj

    Zrezygnuj ze słów „musisz, powinieneś, trzeba, należy” itd. Dając nieproszoną radę, trzeba się przygotować na to, że ktoś może jej nie przyjąć. I to należy uszanować, a nie naciskać i namawiać za wszelką cenę. To może przynieść jedynie odwrotny skutek.

  5. Nie bądź nauczycielem, nie wywyższaj się

    Łatwiej przyjmuje się rady od ludzi równych sobie niż od tych, którzy uważają się za lepszych.

  6. Nie patrz przez pryzmat swoich doświadczeń

    Każdy człowiek jest inny i ma inną historię życia. To, co sprawdziło się u jednych, może być ciekawą podpowiedzią dla drugich, ale niekoniecznie musi się u nich sprawdzić. W ogóle może nie mieć też żadnego zastosowania. Przykładowo jedna żona drugiej radzi, żeby częściej robiła mężowi masaż, bo to go odpręża, buduje więź, może być fajną grą wstępną itd. Może być. Gorzej, jeśli mąż tej drugiej nienawidzi masażu w jakiejkolwiek postaci i to go stresuje zamiast relaksować.

  7. Słuchaj

    Nie wydawaj porady – komunikatu, ale prowadź rozmowę. Niech to będzie jej naturalna część, niech rozmówca ma szansę coś odpowiedzieć (podziękować albo dać do zrozumienia, że nie skorzysta). Słuchaj, a nie tylko mów.

  8. Przyznaj się do błędu

    Jeśli w trakcie rozmowy (patrz punkt powyżej) ktoś Ci uświadomi, że porada jest bezzasadna, nie sprawdzi się albo z jakiegoś powodu jest bez sensu, nie brnij w to dalej, tylko przyznaj, że się pomyliłeś. Trochę hardcorowy (dla mnie przynajmniej) przykład: ktoś radzi danej parze, że powinni postarać się o dziecko (bo czas, bo wiek, bo tak i już, taką ma ktoś dobrą radę), a oni odpowiadają, że starają się od kilku lat bezskutecznie. Nie idź dalej z doradzaniem, że powinni się starać bardziej. Powiedz, że nie wiedziałeś, przeproś i nie ciągnij tematu, jeśli nie będą chcieli.

Jak udzielać dobrych rad, kiedy nikt Cię o nie nie prosi?

Niech rada nie będzie radą

Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale nie lubię, gdy ktoś mi radzi, gdy o to nie proszę. Czuję się wtedy, jakby mnie ktoś pouczał. Jakby mi wytykał błędy. Jakby patrzył na mnie z góry – na mnie małego człowieczka, który gdzieś nie domaga i sobie nie radzi, na pierdółkę. Czasem dopatruję się drugiego dna, a czasem po prostu przestaję słuchać i zaczynam się bronić, bo wydaje mi się, że tego potrzebuję. Przyjęcie rady byłoby porażką. Oczywiście nie jest to prawda, bo co to za porażka? Mimo to jednak nie lubię słuchać porad, które są wypowiadane w klimacie „czuję, że muszę dać Ci dobrą radę”.

Jestem dużo bardziej otwarta na sugestie, pomysły i dyskusję. Chętnie powtarzam dobre praktyki, które widzę u innych lub o których słyszę. Dobra rada jest skuteczniejsza, gdy traci formę pouczenia, a jest bardziej dzieleniem się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniem.

Nie unikaj rad, gdy ktoś Cię o nie prosi

Wyżej wypisałam 9 punktów, które wielu rzeczy zakazują i, szczerze mówiąc, trochę komplikują doradzanie. Nie chodzi mi o to, by zawsze  tak kombinować. Jeśli ktoś Cię poprosi o radę albo sytuacja temu sprzyja, doradzaj normalnie i swobodnie. Zazwyczaj nasz rozmówca jest wtedy przygotowany, że usłyszy coś, co może mu się nie do końca spodobać, co będzie dotyczyło spraw, z którymi sobie nie daje rady (a chciałby i po to pyta).

W okolicach ślubu i po nim nie raz słyszymy „dobre rady” od bardziej doświadczonych par. Jedne są ciekawe i warte zastosowania, inne zakrawają o wścibstwo i wchodzenie z butami do naszego życia. Po jakimś czasie przychodzą momenty, kiedy i nam mogą się takie rady cisnąć na usta, gdy widzimy zachowanie młodszych (stażem czy wiekiem) osób. Ale to, że coś się ciśnie, nie oznacza, że musi wyjść na wierzch. A już na pewno nie w tych samych słowach, które słyszymy w głowie.

A Wy w jakiej formie najchętniej przyjmujecie nieproszone rady?