Marzenie o ślubie to nie to samo, co marzenie o małżeństwie

with 3 komentarze

Wiele kobiet marzy o ślubie i weselu. Ja marzyłam – głownie o pięknej białej sukni, którą nie raz rysowałam z tyłu szkolnego zeszytu. Dziewczynki przebierają się w długie sukienki i narzucają na głowy mamine apaszki i są pannami młodymi. Podobno za rozbuchanymi wizjami własnego wesela stoi Disney, ale myślę, że to nie tylko jego wina. Miłość życia i happy end na ślubnym kobiercu to fragmenty wielu scenariuszy. W nas samych też siedzi pragnienie spotkania swojej drugiej połówki i nie ma w tym nic złego. Jednak marzenie o ślubie to nie to samo, co marzenie o małżeństwie. Poniższy tekst jest o tych dziewczynach, które wybierają wzór serwetek zanim poznają przyszłego męża.

marzenie o slubie to nie marzenie o malzenstwie

Ślub to piękne przeżycie

Jest ładny i wzruszający, a my jesteśmy w centrum uwagi. To jeden dzień w życiu, na którym, według niektórych, nie ma co oszczędzać. Prawdopodobnie właśnie wtedy mamy na sobie najdroższą kreację życia. I to szytą na miarę! Dostajemy masę prezentów albo pieniędzy. Wyprawiamy duże przyjęcie – bankiet, grilla albo bal – wszystko wedle uznania.

Jest na maksa romantycznie

Ślubujemy sobie miłość do grobowej deski, a goście czekają aż nasze pocałunki osłodzą im wódkę i wszystko naokoło. Życzą nam byśmy się zawsze kochali, dają dobre rady i gratulują zawarcia związku małżeńskiego. Przysięga wypowiadana jest publicznie i sfotografowana w pięknym otoczeniu. Pierwszy taniec na nowej drodze życia i tort weselny krojony we dwoje – nierzadko wśród migających zimnych ogni, baniek mydlanych lub spadających płatków kwiatów. Łzy wzruszenia – rodziny i swoje – cieszą i rozczulają innych.

Kobiety marzą o byciu panną młodą

pierścionku zaręczynowymoświadczynach, o których będą mogły opowiadać. O przygotowaniach do ślubu. Przymiarkach i poszukiwaniach idealnej sukni. O profesjonalnie wykonanym makijażu i fryzurze, które zapewnią idealny wygląd. O dniu, w którym właśnie wszystko jest idealne – zaplanowane, wystylizowane i wkomponowane w całość. O butach jak u Kopciuszka i magicznej karocy jak z bajki – choćby pod postacią luksusowego Mercedesa czy innego Cadillaca. O drodze do ołtarza z dekoracjami po bokach. O wzruszającej muzyce i zdjęciu nowożeńców wśród płatków kwiatów lub ryżu rzucanego na szczęście. O bramkach weselnych, powitaniu chlebem i solą i o pierwszym tańcu. O toastach od gości. O świadkowej lub druhnach. O imprezie do rana i przenoszeniu przez próg. O nocy poślubnej z ukochanym.

O miłości też marzą, ale tej przedślubnej bardziej – ekscytującej i mało codziennej

marzenie o slubie to nie marzenie o malzenstwie

Nie wszystkie marzą o byciu żoną

Dla mnie ślub i małżeństwo bez siebie nie istnieją. Ślub jest fascynujący, bo rozpoczyna małżeństwo. Sam w sobie jest piękny, ale jest początkiem czegoś jeszcze lepszego. Ślub to tylko jeden dzień, który może być bardzo różny. Choćbyśmy go zaplanowali idealnie, wiele rzeczy może pójść  nie po naszej myśli – od pogody zaczynając, na wypadkach losowych kończąc. Kiecka może się podrzeć lub zalać, a na głowę może nam narobić ptak. No może, czyż nie?

Gdzieś w internecie trafiłam właśnie na zdanie, że kobieta marzyła o ślubie, ale niekoniecznie o byciu żoną. Nie pamiętam, co to był za artykuł czy wypowiedź na jakiejś grupie, ale mocno mnie to uderzyło. Zaczęłam się zastanawiać, ile z tych zakręconych panien młodych ma świra na punkcie swoich sukienek a nie partnerów. Bo to przecież o nich chodzi! O tych facetów, z którymi spędzą całe swoje życie.

Marząc o ślubie, trzeba być świadomym następującego po nim małżeństwa

Tego, że przysięga ślubna prowadzi do małżeństwa. Do tej codzienności, która wygląda inaczej niż w filmach. Do życia we dwoje, które może być fajne, ale może też być trudne. Przyjmując oświadczyny, kobieta musi sobie uświadomić, że godzi się nie tylko na wspólne wesele, ale także, a nawet przede wszystkim, na wspólne życie. Takie wspólne na maksa. I że tu nie chodzi o jeden dzień (choćby faktycznie był idealny), ale o to wszystko, co przyjdzie później. To naprawdę jest dużo ważniejsze. I może być dużo piękniejsze.

Jednym z nas może się to wydawać dziwne. No bo jak to tak?! A tak bywa.

Inne zaś, czytając ten tekst, mogą się zdziwić, że to przecież o nich. Zdziwić, bo to zazwyczaj jest nieuświadomione. Bo świadomie marzyć o ślubie bez małżeństwa to trochę jest nielogiczne.

Warto się zastanowić nad swoim podejściem do ślubu:

Czy bardziej chcemy białej sukienki czy wspólnego życia?

Czy zależy nam bardziej na tym jednym pięknym dniu czy kolejnych tysiącach dni? Czy chodzi nam o tę droga kieckę czy setki innych, w których będziemy chodzić na wspólne spacery, oglądać razem seriale, prać, gotować, sprzątać i chodzić na rodzinne przyjęcia? Czy wolimy kwiaty w ślubnym bukiecie czy te doniczkowe w małżeńskiej sypialni, na oknie w kuchni lub w ogrodzie? Czy zależy nam bardziej na profesjonalnej ślubnej sesji plenerowej czy spontanicznych fotkach robionych w pośpiechu, by złapać pierwsze kroki dziecka?

Nie chodzi mi o to, że pragnienie pięknego ślubu jest złe. Nie jest. Nie ma w tym nic złego, jeśli ma się świadomość tego, co przyjdzie po nim. I tak samo bardzo się na to czeka.

Bo jeśli nie czeka się na te wspólne poranki, choćby przeżywane w biegu i małżeńskie wieczory bardziej lub mniej ciekawe to po ślubie może przyjść smutek i rozczarowanie. Ślub, którego planowaniem żyło się w ostatnich miesiącach, w końcu się wydarzył. Wiele młodych żon zadaje sobie pytanie: „Co mam teraz zrobić ze swoim życiem?” No żyć! W końcu spokojnie i normalnie żyć. I planować to życie, żeby było równie wspaniałe i ekscytujące, co ślub. Bo może takie być. Choć spokojniejsze i tańsze. ;)

A Ty bardziej nie mogłaś doczekać się wesela czy przebudzenia po nim? Bliższe Ci jest marzenie o ślubie czy o życiu po nim?

P.S.

Urzekło mnie to zdjęcie powyżej – kalendarz, napis dotyczący kolejnej wielkie przygody i skarpetki wokół. Bo małżeństwo to taka właśnie wielka przygoda, choć pełna męskich skarpetek! <3 Warto na nią czekać, a później brać w niej czynny udział i czerpać garściami. Upocić się i zmęczyć, by cieszyć się najwspanialszymi widokami i poczuciem spełnienia w sercu.

  • Tak się stało iż w moim życiu byłam dwukrotnie zaręczona. Pierwszy raz jako 24-latka myślałam właśnie tylko o tym jak sie uczesze jak znajdę najlepszego fryzjera co powiedzą koleżanki jak zobaczą mnie w takiej a nie innej sukni. Do ślubu ostatecznie nie doszło (całe szczęście) ponieważ nie byliśmy jednak odpowiedni dla siebie. Za drugim razem oczywiście również myślałam o wszystkich przygotowaniach czy pięknej sukni (w końcu jestem kobietą ;p ) ale przede wszystkim p miałam w głowie to że z tym człowiekiem spędzę resztę życia i to jest to o czym marze. A więc wydaje mi się, że przede wszystkim trzeba trafić na odpowiedniego partnera i miłóść, aby rzeczywiście cieszyć się ślubem i małżeństwem samym w sobie

  • Bardzo trafnie opisałaś to zjawisko. Rzeczywiście, niektóre dziewczyny bardziej marzą o byciu księżniczką, którą wszyscy podziwiają, niż o małżeństwie. Ja tego nie miałam, może też dlatego, że my naprawdę długo byliśmy razem przed ślubem, mieszkaliśmy ze sobą i wiedziałam, co będzie potem ;) Nie miałam też jakichś deficytów miłości czy zainteresowania ze strony bliskich, żeby dążyć do bycia gwiazdą przez jeden dzień. Zresztą ślub to właściwie taka noc spadających gwiazd, świeci się chwilę, a potem przychodzi proza życia. Która bywa szokująca, zwłaszcza dla tych, którzy dopiero po ślubie zamieszkają razem albo którzy mają wizję świata jak z Disneya.

    PS. Kobiety nie noszą skarpetek? :P

    • Noszą, ale mniejsze. :D Poza tym swoje się tak w oczy nie rzucają. :)

      Fajne porównanie ślubu do nocy spadających gwiazd, coś w tym jest. :)