Porównywanie się do innych par – pułapka o dwóch obliczach

with 7 komentarzy

Wszyscy niby wiedzą, że porównywanie się do innych par nie ma sensu, ale zdecydowana większość z nas i tak to robi. Zawsze znajdzie się ktoś, kto jest w czymś lepszy i w ogóle jest bardziej. Poza tym mają lepsze mieszkanie, pracę, no i całe ich życie jest jakieś takie fajniejsze, bardziej kolorowe i ciekawe. Nie to co nasza szarówka. A! I oczywiście trawa u nich jest bardziej zielona…

porownywanie sie do innych par

Porównywanie się do innych ma dwa oblicza

Pierwsze, gdy wypadamy w tym porównaniu słabo i ono zamiast nas motywować, dołuje. Zamiast wziąć się do roboty albo coś zmienić, zaczynamy siebie lub nas jako parę widzieć w innym (gorszym!) świetle. Na własne życzenie i zupełnie bezpodstawnie wpływamy na swoje samopoczucie i samoocenę. A dodatkowo rozbudzamy frustrację i siejemy zaczątki kłótni – pretensje i żal do drugiej osoby („bo mój mąż nie jest tak super jak jej mąż”). Przez takie porównania psujemy nasz związek.

Druga opcja to porównywanie się, by połechtać swoje ego. „Bo my jesteśmy tacy fajni, tacy inni. Nasz sposób myślenia jest lepszy.” Fajnie, że trzymacie się w tym razem, ale mimo wszystko nie jest to dobre. Pycha nie jest dobra, a to o nią chodzi. Dobrze jest być dumnym ze swojego małżeństwa i cieszyć się nim, ale na tej podstawie osądzać, że ktoś jest gorszy, to już przesada.

Porównywanie związków to pułapka

Przede wszystkim dlatego, ze porównujemy się do czegoś, co widzimy – do obrazu czyjegoś związku, a nie do tego, jaki jest on naprawdę. Nigdy nie wiemy, jaki jest. Pary bardzo gościnne i otwarte nie zawsze są wspaniałymi partnerami dla siebie. Ludzie zawsze uśmiechnięci w towarzystwie, mogą być gburami w domu. W małżeństwie najważniejsze jest to, co między małżonkami, a tego nie jesteśmy w stanie w żaden sposób w całości zobaczyć. Choćby nam przyjaciółka zwierzała się codziennie z małżeńskiego życia, to i tak go nie poznamy. Nie ma takiej opcji. Nie siedzimy w głowach, sercach i łóżkach innych par. Piękne zdjęcia z sesji narzeczeńskich, ślubnych i z Instargrama nie oznaczają wcale pięknego małżeństwa.

Każdy związek jest inny

I dlatego porównywanie się nie ma sensu. Zostaliśmy wychowani w różnych rodzinach i miejscach, poznaliśmy się w różnych okolicznościach, mamy za sobą przeróżne historie i przede wszystkim teraz jesteśmy w różnych momentach życia i miejscach w społeczeństwie. Ponadto mamy też w tym wszystkim różne zadania, powołania i misje. I inne talenty i predyspozycje.

Co do powołania to tak mi przyszło do głowy, że zgromadzenia zakonne mają różne charyzmaty – można by rzec, że takie specjalizacje. Jedni skupiają się na misjach, inni pomagają ubogim, jeszcze inni zajmują się szeroko pojętą oświatą. Wydawać by się mogło, że jest  to to samo powołanie, a jednak tak bardzo się one różnią. Małżeństwa też są różne i mają różne charyzmaty. Wstępując jednak do zakonu, od razu wiemy, czym konkretnie się on zajmuje. Musimy rozeznać, jakie zgromadzenie wybrać i podjąć decyzję, a później trzymać się obranej wcześniej drogi. W małżeństwie odkrywamy swój charyzmat z biegiem czasu.

Do kogo porównują się Olborscy?

My razem dość rzadko porównujemy się do innych par, ale ja nas bardzo często oceniam w świetle innych małżeństw. Nie pytajcie, po co. Jakoś tak samoistnie to wszystko wychodzi. Są to krótkie przebłyski, które od razu wywalam z mojej głowy – bo są głupie i niepotrzebne (patrz: reszta tekstu).

Porównuję się z Białobrzeskimi – że my tacy mało spontaniczni i weseli, że mało w social mediach naszego życia. Porównuję się z Paliwodami – że nasz blog jest taki mało poważny, a my niezaangażowani w pomoc innym parom. Porównuję się z Pieszkami – że oni tak ładnie o sobie piszą nawzajem, że się kochają i doceniają, a my tak nie robimy. Porównuję się z Gomułeczkami – że oni tak mądrze i tak wspólnie działają z szybkimi efektami. Porównuję się z Wierzbickimi – że oni tacy prolife, a my tak za mało. Porównuję się z Odważnymi i Romantycznymi (choć to dopiero narzeczeni!) – że oni razem robią filmiki.

Mój mąż bardzo popiera to, co robię. Wspiera mnie, jak nikt inny. Ale to jest mój blog. I choć czasem lubi pogadać o tym, o czym piszę, nie ma ochoty się w to angażować na 100% i pisać razem ze mną (jak w przypadku wielu powyższych par). I nie ma tym nic złego. Ja nie mam mu tego za złe. Porównywanie się do powyższych par nie ma totalnie sensu, bo jesteśmy inni. Po prostu. :) I to jest też fajne, że każdy z nas robi jednak coś innego w tych całych internetach.

Porównuję się też do małżeństw z naszego otoczenia

Od jednych jesteśmy mniej zorganizowani, od innych bardziej leniwi. Ci, którzy nie pojmują pracy zdalnej, czasem wydają nam się dziwni. My się nie kłócimy, więc zdarza nam się patrzeć z wyższością na tych, którzy o byle pierdołę robią awanturę. No bez sensu! Jesteśmy mniej wyluzowani, mniej towarzyscy, mniej rozmodleni, mniej imprezowi. Za mało podróżujemy, udzielamy się społecznie, za dużo siedzimy w domu przed komputerami. A! No i nie mamy dzieci tak jak wiele innych par. W związku z tym jesteśmy mniej wiarygodni (bo wiadomo, przed dziećmi to sielanka, a później „to się zaczyna”), nie powinniśmy nic o rodzicielstwie pisać czy mówić (bo co my tam wiemy), a w ogóle to jesteśmy samolubni karierowicze, bo 5 lat i potomstwa jak nie było tak nie ma (a że to nie nasza wina i że bardzo byśmy chcieli to już inna sprawa). Przyznaję się do tego ze wstydem, ale tak bywa. Porównujemy się do innych, choć to jest totalnie głupie.

porownywanie sie do innych par

Nie porównujmy się do innych – bądźmy najlepszą wersją samych siebie

Po co starać się być jak Nowakowie, skoro już tacy jedni są na świecie? Nie bądźmy kopiami, nie naśladujmy, ale inspirujmy się. Czerpmy od innych par i ludzi i przekładajmy to na swoje. Niech to nie będzie przełożenie 1:1. To, co sprawdza się u jednych, u drugich będzie totalnym niewypałem. Skoro nie ma uniwersalnych rad dla pojedynczych osób, to tym bardziej nie ma jednych jedynych właściwych ścieżek dla par – bo tu mówimy o podwójnej licznie zmiennych i niewiadomych, które wpływają na nasze życie. I tak, jest to też taki apel do nas (do mnie szczególnie), bo sami też wpadamy w pułapkę porównań. I to w obie strony.

Niech Wam do głowy nie przychodzi porównywanie się z nami! :)

To tak na koniec tylko upomnę Was odrobinę. Nie jesteśmy idealni. Nie starajcie się być tacy, jak my. Nie wyrzucajcie sobie, że się kłócicie o pierdoły albo nie robicie sami remontu, bo byście się rozwiedli. Każda para jest inna. Sprzeczki nie przeszkadzają w byciu szczęśliwym. A poza tym nigdy w 100% nie poznamy innych małżeństw – to, co najważniejsze, jest niedostrzegalne dla osób z zewnątrz. I tak niech pozostanie. :)

To, jak? Z kim Wy się porównujecie i dlaczego to bez sensu? :D

  • Porównywać się z kimkolwiek to jakby odrzucić własny plan na siebie/związek i przyjąć czyjś. Nigdy nie wiadomo czy to doprowadzi do sukcesu. Poza tym przecież każdy jest inny i co innego mu pasuje. Jedna para żyje tak i jest im dobrze, drugiej taki styl nie będzie pasował. No i warto jeszcze na jedną rzecz spojrzeć – że często niejeden związek pięknie wygląda tylko na zewnątrz. I tak się można porównywać,pozazdrościć nawet a w środku jest zupełnie inaczej. Ale tego nie wiem i być może się nie dowiemy. Doceniajmy to co mamy, po prostu ;)

  • Zgadzam się, porównywanie się do innych nie ma żadnego sensu. Najważniejsze to znać swoje atuty, mocne strony i starać się pracować nad tymi słabszymi.

  • Ama Ndra

    To święta racja – każdy związek jest inny nie można się porównywać z innymi tylko iść swoją ścieżką :)

  • Z nikim się nie porównuję bo jestem stworzona indywidualnie – wystarczy mi , że na „podobieństwo” Boga – a On z nikim nie może się równać :)

  • Magdalena Kostyra

    Zgadzam się! Najlepiej się nie porównywać, chociaż wiem, że to strasznie trudne;) ale warto!

  • Najlepiej się nie porównywać to brzmi łatwo chociaż w praktyce jest trudne. Staram się tego nie robić :)

  • Justyna

    Nie porównuję się z nikim. Być może dlaczego że w moim kegu nie ma idealnych par