Poznawanie się to nie to samo co poznanie

with Brak komentarzy

Jesienne rozmyślania nad tym, czym jest poznawanie się w związku. O całym procesie poznania i trochę o czasownikach i czasie samym w sobie. No i o życiu. Bo każdy tekst na świecie jest o życiu. Nawet wtedy, gdy jest o śmierci. Może nawet szczególnie wtedy….?

Poznawanie się to nie to samo, co poznanie

„Musicie dobrze poznać się przed ślubem”

Znacie to? Słyszeliście od kogoś, a może czytaliście to zdanie w jakiejś mądrej książce o przygotowaniu do małżeństwa? Ja to miałam mocno wyryte w głowie, gdy z Piotrkiem chodziliśmy ze sobą. Bardzo staraliśmy się dobrze poznać. Wiedziałam, że to jest ważne, że trzeba wiedzieć, komu się ślubuje miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Dużo rozmawialiśmy o przeróżnych rzeczach. Trochę gdybaliśmy, snuliśmy potencjalne plany na przyszłość i gadaliśmy o przeszłości. Poznawaliśmy swoje rodziny, zwyczaje i tradycje. Oglądaliśmy zdjęcia z dzieciństwa i opowiadaliśmy historie ze szkolnych korytarzy. Mówiliśmy o przyjaciołach, znajomych i pierwszych miłościach. Poznawaliśmy swoje zainteresowania. Staraliśmy się dostrzegać zarówno swoje zalety jak i wady. Wiedzieliśmy, że na początku ciężko jest je znaleźć w tym całym zakochaniu, więc tym bardziej ich szukaliśmy. Chcieliśmy żyć w prawdzie i poznać się najlepiej jak potrafimy.

Poznawanie się to przygotowanie do małżeństwa

Oczywiście nie tylko w taki sposób powinniśmy się do niego przygotowywać, ale jest to jeden z istotniejszych sposobów (a może bardziej etapów?). Tylko tutaj pojawia się „problem”. Wiele osób uważa, że do małżeństwa nie da się przygotować i z góry zarzuca wszelkie próby. I coś w tym jest, bo do małżeństwa nie da się przygotować, ale powinno się przygotowywać. Nie ma takiego momentu, w którym możemy powiedzieć, że już jesteśmy w 100% przygotowani. Możemy być przygotowani wystarczająco, ale nigdy w pełni. Przyszłość jeszcze nie raz nas zaskoczy. I to zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Na tym chyba właśnie polega życie. Coraz bardziej się o tym przekonuję.

Z poznawaniem się jest bardzo podobnie jak przygotowywaniem się do małżeństwa. Chodzi o proces, szereg podejmowanych czynności i działań, a nie o zakończenie ich z sukcesem. Tu nie ma końca.

Poznawanie się – czasownik niedokonany

Kiedyś myślałam, że trzeba się poznać przed ślubem. Dzisiaj wiem, że trzeba się poznawać coraz bardziej, a stwierdzenie, że już się poznaliśmy jest cholernie niebezpieczne dla naszej relacji. Bo jeśli już się znamy to nie musimy się już poznawać, tak? I wpadamy w pułapkę, w której wydaje nam się, że już wszystko wiemy o drugiej osobie. I rzeczywiście możemy wiedzieć bardzo dużo o naszym współmałżonku, możemy go znać niemal na wylot. Tylko że życie się toczy. Różne rzeczy dzieją się wokół nas, lata lecą, przybywa siwych włosów na głowie i ubywa kolagenu. Zmieniamy się – zarówno nasze ciała jak i nasze wnętrza. I tak, jak co jakiś czas znajdujemy kolejną zmarszczkę na ciele ukochanego, tak samo powinniśmy przyglądać się temu, co ma w środku. To też się zmienia. Nie drastycznie, nie z dnia na dzień, więc ciężko to zauważyć, ale warto, a nawet trzeba. Poznawanie się nigdy nie może się skończyć.

Małżonkowie wciąż muszą się poznawać – podobnie jak narzeczeni

W powyższych akapitach płynnie przeszłam z poznawania się przed ślubem i przygotowania do małżeństwa do tego, że mąż i żona się zmieniają i powinni wciąż się poznawać coraz bardziej. Kiedyś myślałam o poznawaniu „swojej drugiej połówki” jako o bardzo ważnym zadaniu na czas chodzenia i narzeczeństwa. Dzisiaj, po ponad pięciu latach naszego małżeństwa i po codziennej obserwacji związków wokół nas, widzę, że nie wolno nigdy przestać się poznawać. Że ślub nie jest końcem tego procesu, a jedynie wyznacza mu kolejny etap. To poznawanie przed ślubem jest inne niż to po. Z resztą i to się zmienia na przestrzeni lat. Bardziej liczą się niuanse, bieżące sprawy, które na nas wpływają, a nieco mniej przeszłość, która pozostaje niezmienna i zapewne nie raz już była opowiadana.

W małżeństwo wchodzimy jako bardzo bliscy sobie ludzie, którzy wiele o sobie wiedzą. Rzecz w tym, żebyśmy stawali się sobie coraz bliżsi, a nie oddalali się od siebie. I nie chodzi o kolejne kredyty, dzieci, wspólną historię i zobowiązania, ale o relację, która jest tym głębsza i silniejsza, im ludzie bardziej się znają. Po latach wiele żon i mężów mówi, że nie wie, kto śpi obok nich, nie poznają współmałżonka, bo „kiedyś był inny”. Święta prawda!

Zmieniamy się, więc musimy się poznawać

Czy to nie byłoby dziwne, że dwudziestoparolatek zachowuje się identycznie jak pięćdziesięciolatek? To jest normalne, że jesteśmy inni. Dojrzewamy i zbieramy różne życiowe doświadczenia. Zarówno te dobre jak i złe na nas wpływają i kształtują nasz osobowość. Zmienia się nasz charakter i to, co lubimy. Żyjemy we dwoje, więc dopasowujemy się do siebie, a czasem wręcz zamieniamy się przyzwyczajeniami. Dowiadujemy się nowych rzeczy. Chorujemy i pomagamy innym w chorobie. Towarzyszymy dzieciom i dziwimy się, jak „ten świat się zmienia” i uczymy się go na nowo z nowej perspektywy, która często nie nadąża.

Małżeństwo trwa kilkadziesiąt lat. Nie ma szans (i nie byłoby to dobre), żebyśmy pozostali tacy sami jak w dniu ślubu. Żeby nasza relacja wciąż była dobra, a nawet coraz lepsza, wymaga uaktualniania informacji o sobie. Czasem jest to ciekawe i interesujące, innym razem trudne, gdy odkrywamy, że coś, czego byliśmy pewni już od dłuższego czasu jest nieprawdą. Małżonkowie muszą ciągle się poznawać. Nie na nowo, ale coraz bardziej.

Poznawanie się to nie to samo, co poznanie

Poznawanie siebie nawzajem i samych siebie – zadanie na lata

Mijający czas nas zmienia. Nie tylko tę drugą osobę, ale też nas samych. Z tego także warto zdawać sobie sprawę. Ciężko jest tworzyć związek, gdy nie zna się siebie. Nie da się budować czegoś trwałego na nieaktualnych informacjach. To trochę tak jak nastolatka, która chce chodzić z chłopakiem ze starszej klasy. Widują się na korytarzu, uśmiechają się do siebie, czasem nawet on powie jej „cześć”. Ona wie, jaki on jest od koleżanek. Marzy o nim i wierzy w swoje wyobrażenie o nim, a tak naprawdę go nie zna. I siebie też nie do końca. W długoletnim związku jest o tyle inaczej, że to nie do końca są nasze wyobrażenia, a wspomnienia.

Zanim weźmiemy ślub, czyli podejmiemy bardzo ważną życiową decyzję, musimy osiągnąć pewien poziom dojrzałości. Dla mnie objawia się ona między innymi przez to, jak dobrze znamy siebie. Wiemy, kim jesteśmy, czego oczekujemy, czego możemy się po sobie spodziewać. A to się zmienia. Powinniśmy poznawać się nawzajem, by tworzyć dobry związek, ale i samych siebie, by nie zatracić łączności z sobą. Chodzi o swego rodzaju autentyczność, prawdę, ale i fundament. Bo jeśli bazujemy na przestarzałych danych, wszystko może się rozpaść o wiele szybciej i prościej niż nam się wydaje.

Co się zmienia po ślubie?

My się zmieniamy! Nie od razu, ale każdego dnia po trochu. Myśląc o poznawaniu siebie i dochodząc do wniosku, że należy poznawać się także po ślubie, bo się zmieniamy, zauważyłam po raz kolejny, że tą istotną zmianą po ślubie jesteśmy my. :) Na przestrzeni miesięcy i lat co prawda, ale jednak. Bez ślubu z pewnością też byśmy się zmieniali, ale inaczej. Małżeństwo nas kształtuje i nadaje kierunek zmianom w nas zachodzącym. Od nas zależy, czy będzie on dobry czy niekoniecznie.

Życzę Wam, byście nigdy nie stwierdzili, że się poznaliście zupełnie! ;) Nie ustawajmy w poznawaniu siebie (samych i siebie nawzajem). I pamiętajmy o różnicy między czasownikami dokonanymi i niedokonanymi, które opisują działanie a nie zakończony proces. :)

A jak to jest u Was z poznawaniem się? Pamiętacie o tym też po ślubie?


Zdjęcia pochodzą z sesji narzeczeńskiej Kariny i Konrada
Fotografia: Od A do Z – Agata Ziętarska Fotografia
Organizacja sesji: Wianek i Welon
Koszulki: Mocem <3 (do kupienia tutaj: damska męska)