W głowie się nie mieści

with 6 komentarzy

Wiele rzeczy w życiu rozumiem. Potrafię być bardzo wyrozumiała i nie raz tłumaczę dziwne zachowania ludzi, gdy inni już wieszają na nich psy. Nie oceniam pochopnie. We wszystkim szukam sensu, dobra albo chociaż logiki. Widzę jednak coraz więcej sytuacji, które mi się po prostu w głowie nie mieszczą i nie mam dla nich wytłumaczenia. Nie ogarniam moim rozumem rzeczy bardzo różnych – zarówno tych bardzo poważnych jak i prozaicznych, codziennych i teoretycznie nieważnych. I z tej całej życiowej mieszanki zrobiłam listę pt. „W głowie się nie mieści”. Przeczytaj, na co nie ma w niej miejsca i wpisz w komentarzu swoje typy. Ciekawe, czy nie ogarniamy podobnych rzeczy. :)

w głowie się nie mieści

Jesień skłania do refleksji

Niby truizm, ale jednak skądś się wziął. Minione Zaduszki, nadchodzący Dzień Niepodległości i Boże Narodzenie, które już się zaczęło według niektórych marketów. Szarobura pogoda, deszcz stukający w parapet i światło świec (zakochałam się ostatnio w świecy o zapachu prażonych migdałów z Lidla – chyba dokupię na zaś kilka sztuk!). Jest melancholijnie. Liście pospadały z drzew, tworząc kolorowe lub gnijące powoli dywany. Nie chce się wychodzić z domu, bo mokro i coraz zimniej. Rozmowy są dłuższe i tematy nieco inne od wakacyjnych drinków. Z resztą i te się zmieniły – z tych kolorowych, z palemką przeistoczyły się w grzańce korzenne. Koc wyciągnięty raz nie wraca już na swoje miejsce, tylko służy wiernie na skraju kanapy.

I w tej pomarańczowo-szarej codzienności przychodzą różne myśli do głowy. Różne tematy i zdarzenia implikują nowości w naszych sercach. Rezonują nocą, gdy męczy bezsenność. Czasem jest ich mniej, czasem więcej. Układają się w całość lub rozrzucają nas po zakątkach życia w społeczeństwie. Jesienią widzę wyraźniej. Jesienią widzę więcej mam wrażenie. I to więcej czasem wykracza poza moje horyzonty.

Najwięcej emocji budzą we mnie sprawy rodzinne, małżeńskie i wychowawcze, więc tych znajdziesz poniżej najwięcej. Jest też we mnie pewna dawka niezrozumienia dla kwestii związanych z finansami (co poniekąd też wpływa na nasze życie prywatne). Kolejność jest totalnie przypadkowa, choć specjalnie wymieszałam ze sobą tematykę.

Co mi w głowie się nie mieści?

  1. Polityka, w której liczą się wpływy i władza, a nie dobro obywateli

    Kiedyś myślałam, że politycy to tak naprawdę robią rzeczy, w które wierzą, że będą dobre dla państwa i ludzi w nim mieszkających. Teraz bardziej widzę to jako walkę o to, czyja propozycja przejdzie – jeśli przeciwnicy mają dobry projekt to go nie poprzemy, ale później zgłosimy jako swój po kilku zmianach. Może za dużo się naoglądałam „House of cards” i „Designated survivor”, jednak coś w tym chyba jest, że nie chodzi tylko o to, co jest dla nas najlepsze. I tego nie ogarniam.

  2. Dodawanie przez producentów trujących albo szkodliwych substancji do jedzenia

    Wiem, że są to śladowe ilości, dopuszczalne według jakiś tam norm, ale mimo wszystko. Jak kilka produktów ma „śladowe ilości” to razem już nie są takie śladowe. Codziennie widzę nagłówki krzyczące, by czegoś tam nie jeść, bo niezdrowe, bo przetworzone, bo syf ogólnie. I mnie to wkurza, bo idzie się pogubić w tym wszystkim.

  3. Ogromne różnice w psychicznym przeżywaniu niepłodności przez kobiety i mężczyzn

    Problem jest wspólny, oboje cierpią na swój sposób, oboje bardzo chcą, ale przeżywają to zupełnie inaczej. I o ile różnice płci we wszelkich innych aspektach mnie nie dziwią, wręcz uważam je za ogromne błogosławieństwo i dar dla małżeństwa, tak w tym przypadku nie pojmuję ich po prostu.

  4. Niegodne traktowanie rodzących kobiet w szpitalach

    Lubię czytać o porodach, o tym już wspominałam przy okazji recenzji książki serialu, więc co jakiś czas trafiam na blogowe historie z porodówek. I jedne są piękne i wzruszające, pełne wdzięczności dla personelu, a inne mrożą krew w żyłach. Czytałam jakiś czas temu raport dotyczący standardów opieki okołoporodowej – standardów spełnianych przez mało które szpitale. Dobrze nie jest.

  5. Zawiłość systemu podatkowego w Polsce

    Przekonałam się o tym, kiedy założyłam firmę i miałam wystawić pierwszą fakturę za zamówienie złożone i opłacone pod koniec miesiąca, a wysłane i dostarczone na początku kolejnego. W jednym miesiącu jest rozliczany VAT, a w drugim podatek dochodowy. A to tylko drobny i bardzo prosty przykład. Im więcej wiem o prowadzeniu firmy, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że bałabym się prowadzić sama księgowości (chociaż z matmy byłam dobra).

  6. Podział między wspólnotami w Kościele katolickim

    Może podział nie jest najlepszym słowem, ale chodzi mi o to, jak przedstawiciele różnych ruchów czy nurtów wytykają sobie błędy i krytykują się w sposób daleki od braterskiego upomnienia. Do pewnego momentu tego nie widziałam, może w realnych spotkaniach nie jest to aż tak widoczne, ale w sieci, w komentarzach na FB toczą się zajadłe i chamskie wręcz batalie słowne na tematy związane z liturgią czy moralnością chrześcijańską. Miłości za wiele tam nie ma. I to mnie boli.

  7. Wzajemne obrażanie się mam za to, że nie karmią piersią albo rodziły przez cesarskie cięcie

    Nie wiem, nie znam się, ale nie pojmuję, jak jedna mama może drugą obwiniać za to, że karmiąc mlekiem modyfikowanym, nie chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Porody i karmienie to tematy z jednej strony trudne, a z drugiej budzące masę emocji. Nie ogarniam jak kobiety, które przeżywają to samo (choć zapewne inny sposób), mogą robić sobie takie świństwa i na siebie naskakiwać zamiast się wspierać w wybranej (lub jedynej możliwej) drodze.

  8. Oczekiwanie, że w małżeństwie po x latach będzie tak samo jak na początku związku

    Nie będę owijać w bawełnę – trzeba być głupim, żeby myśleć, że po kilku przeżytych razem latach będzie tak samo jak wcześniej. I nie chodzi mi tylko o namiętność i motylki w brzuchy czyli zakochanie, ale o wszystko, co między dwojgiem ludzi. Zmieniamy się my, sytuacja naokoło i w rodzinie, a co za tym idzie w związku. Jeśli ktoś oczekuje, że przez 40 lat małżeństwa będzie tak samo jak podczas miesiąca miodowego to jest niedojrzały. Kropka. 

  9. Totalnie skrajne podejście do szczepionek

    Nie chodzi o to, że nie rozumiem tych, którzy są po jednej lub po drugiej stronie, ale nie ogarniam w ogóle całego tematu. Tego jak doszło do takiego rozłamu i tak skrajnych opinii. A przede wszystkim, gdzie w tym wszystkim jest prawda? Komu wierzyć?

  10. Nierzetelne dziennikarstwo

    W Polsce i za granicą, to bardziej lewicowe jak i prawicowe, telewizyjne czy prasowe. W dobie internetu łatwiej niż kiedykolwiek zweryfikować, co jest prawdą a co nie. A raczej łatwiej zdemaskować fałsz, ale do stuprocentowej prawdy wciąż trudno dotrzeć. Widziałam relacje z wydarzeń przedstawione inaczej niż opowiadali je naoczni świadkowie, filmiki nagrywane podczas nagrywania ustawionych materiałów do programów informacyjnych, zestawienia artykułów z różnych lat i państw, które były zilustrowane przez identyczne zdjęcie (rzekomo pokazujące opisywane zdarzenie). Po prostu nie wierzę i patrzę przez palce na wszystkie informacje z Polski i świata.

  11. Problem z kompleksowym leczeniem niepłodności

    Z leczeniem pary a nie kobiety i mężczyzny osobno. Z resztą i z tym jest problem. Przeczytałam mnóstwo historii o tym, jak dziewczyny były leczone przez lata różnymi lekami, a okazywało się, że przyczyna niepłodności leży gdzie indziej. Na forach to kobiety sobie nawzajem podpowiadają jakie jeszcze badania zrobić, bo lekarze zlecają tylko te podstawowe, z których czasem można wróżyć jak z fusów. Problem jest coraz częstszy, więc dziwi mnie, że tak to wszystko wygląda.

  12. Ciągłe zmiany przepisów i trudne do znalezienia informacje na temat zakładania biznesu

    Generalnie owszem, to przedsiębiorca jest odpowiedzialny za to, żeby się wszystkiego dowiedzieć i dobrze przygotować do założenia firmy, ale jest wiele takich aspektów, o których człowiek by nie pomyślał nawet. Zmieniające się ciągle przepisy nie pomagają. W CEIDG mogliby mieć przygotowane aktualne listy potrzebnych dokumentów, pozwoleń i obowiązków dla różnych modeli biznesowych – to by trochę ułatwiło zadanie.

  13. Aborcja

    Po prostu nie mieści mi się w głowie. Myślę, że tutaj nie ma co komentować czy dyskutować.

  14. Odejście od małżonka po kilkudziesięciu wspólnych latach

    Wiecie, nie chodzi mi o jakieś drastyczne sytuacje, ale takie w stylu, że komuś się znudziło, było źle, nie było już burzy uczuć i stwierdził, że miłości już nie ma. No nie ogarniam jak tak można. Bo jak w małżeństwie jest słabo to trzeba coś z tym zrobić, jak samemu nie idzie to ze specjalistą. Dorosłe dzieci to nie zielone światło dla rodzica, który chce zostawić tego drugiego.

  15. Poziom edukacji seksualnej dorosłych

    Czytając co jakiś czas fora internetowe (głównie na temat wczesnych objawów ciążowych), non stop trafiam na wpisy w stylu „Kochaliśmy się wtedy i wtedy, okres miałam wtedy i wtedy, a teraz mam jakiś tam śluz – czy to znaczy, że jestem w ciąży?”. Albo milion pytań o temperaturę „bo w tym cyklu po owulacji jest wyższa o 0,2 stopnia niż przed, czy mogę być w ciąży?”. Albo panowie, którzy nie wiedzą, co to jest połóg albo łożysko. Chodzi mi o edukację seksualną dotyczącą wiedzy na temat działania własnego (i partnera) ciała, cyklu menstruacyjnego, ciąży i hormonów, a nie na temat przyjemności, czyli jak uprawiać seks, bo do tego z czasem każda para sama dojdzie. 

  16. Nieznajomość własnych dzieci

    Wielu rodziców ma przeświadczenie, że wszystko zrobili dobrze, a w rzeczywistości kompletnie nie znają swoich dorosłych dzieci. Może na początku rodzicielstwa wszystko wiedzieli o swoich pociechach, ale to chyba nie jest trudne, bo maluchy są zupełnie zależne od mamy i taty. Wyzwanie tak naprawdę pojawia się później, kiedy dziecko nie ma ochoty rozmawiać, buntuje się, nie jest tak wylewne i chętniej otworzy się przed paczką znajomych. I wbrew temu wszystkiemu bardzo potrzebuje rodziców, którzy często na tym etapie się wycofują. Mam nadzieję, że kiedyś sprostamy wyzwaniu i będziemy mieć dobre relacje z naszymi dziećmi.

  17. Zazdrość o coś, co też możemy mieć

    Po ziemi chodzi wielu zazdrośników. Użalają się nad sobą, że nie zarabiają wystarczająco, nie podróżują tak daleko i często, nie mają partnera itp. a to w większości są konsekwencje ich wyborów. Wciąż mogliby zmienić swoje życie i sprawić by było bliższe ideału, ale często boją się spróbować i nie robią nic oprócz narzekania. Ciężko mi się nawet z takimi ludźmi rozmawia, bo totalnie ich nie rozumiem.

  18. Ogromna niechęć do nauki NPRu u narzeczonych

    Widać to bardzo na facebookowych grupach, gdzie panny młode pytają o gotowe wykresy temperatur, żeby miały co oddać w poradni (jeśli ich akurat tego wymaga) albo pytają, gdzie można załatwić po prostu podpis bez odbywania wizyty. Szkoda, że młodzi ludzie nie dają sobie szansy poznać czegoś nowego, tylko od razu spisują całą metodę na straty przez stereotypowe myślenie i wpojone uprzedzenia. Nikt przecież nie namówi pary, by korzystała z NPRu w małżeństwie, więc jak dla mnie można spróbować po prostu się czegoś dowiedzieć podczas takich zajęć. Na etapie starań o ciążę widać brak elementarnej wiedzy wielu osób – wiedzy, którą podstawy NPRu dają na tacy.

  19. Kupowanie prezentów na odwal się

    Może ja czasem zbyt wiele czasu spędzam nad wybieraniem upominków, może w tym temacie jestem zbyt drobiazgowa, ale nie rozumiem, jak można kupić pierwszą lepszą rzecz dla osoby, która jest dla nas ważna. Bez chwilowego zastanowienia się, co lubi, czym się interesuje w tej chwili, co ją cieszy, a czego nie cierpi. Jak dla mnie to jest brak szacunku.

  20. Przejście od niewinnego flirtu do romansu

    Tak się zastanawiałam jak to jest z tymi całymi zdradami i nie mieści mi się w głowie, w jaki sposób dorośli ludzie wkręcają się w coś takiego jak romans. No bo wiecie to już nie są tylko emocje i namiętność, ale trzeba podjąć jakieś decyzje, gdzieś w międzyczasie użyć mózgu, wrócić do domu do współmałżonka, okłamać go pewnie i kolejny raz spotkać się z tą drugą osobą. I kolejny i kolejny. Bo o ile platoniczna miłość, jakieś zakochanie jestem w stanie „zrozumieć” (a może bardziej przyjąc do wiadomości po prostu?), tak prowadzenie podwójnego życia to już jest dla mnie jakiś kosmos.

  21. Znudzony dorosły w domu

    Ja zawsze mam w domu coś ciekawego do zrobienia! I nie, nie mówię o sprzątaniu, bo to rzeczywiście zawsze jest i zawsze warto, ale o jakiś rzeczach związanych z moimi zainteresowaniami. A jak nie to to przecież zawsze można coś poczytać albo obejrzeć film. Na szczęście Piotrek ma podobnie i nasze wyjścia z domu są spowodowane tym, że mamy ochotę się gdzieś ruszyć, a nie nudą i nieumiejętnością spędzania czasu we dwoje (lub samemu ze sobą).

  22. Kobiece trafne domysły na temat ciąży innych kobiet

    To mnie bardzo pozytywnie zaskakuje i nie raz zobaczyła, że tak się dzieje. Słyszałam wiele historii, w których to właśnie bliskie kobiety namawiały przyszła mamę do zrobienia testu ciążowego, gdy ona jeszcze nic nie podejrzewała. Sama nie raz pomyślałam, że może jakaś dziewczyna jest w ciąży, a później okazywało się, że miałam rację. Ba! Nawet wczoraj czytałam pewien blog, przeszła mi myśl, czy aby przypadkiem autorka nie jest w ciąży (nie wiem czemu zupełnie) i kilka godzin później opublikowała zdjęcia z mężem i brzuszkiem, ogłaszając dobrą nowinę. Inna blogerka opowiadała, że zanim przyznała się w necie do ciąży, dostawała wiadomości, że promienieje i wygląda „jakoś inaczej”. No kobieca magia, której nie ogarniam, ale bardzo się nią zachwycam i doceniam.

  23. Ślub kościelny osób zupełnie niewierzących

    No nie rozumiem, dlaczego ludzie, którzy nie wierzą w Boga i Kościół, przychodzą do świątyni, mówią nic nieznaczące dla nich formuły, oddają hołd, klękając przed okrągłym opłatkiem i już w słowach przysięgi kłamią (a przynajmniej nie mówią szczerze, zwracając się do Boga w Trójcy Jedynego i wszystkich świętych). Nie chodzi mi o te osoby, które nie chodzą na co niedzielną Mszę, ale w jakiś tam sposób Bóg jest dla nich ważny. Mówię o takich parach, które jawnie to wszystko lekceważą, a jednak nie organizują ślubu w plenerze, a w kościele.

  24. Brak umiejętności komunikacyjnych u dorosłych ludzi

    Obserwuję to coraz częściej. Ludzi, którzy nie potrafią rozmawiać o poważnych rzeczach, trywializujących, wyśmiewających uczucia, chowających się za jakimś murem. Ludzi poranionych, ale i po prostu zawziętych. Ludzi, którzy nie radzą sobie ze swoimi emocjami, obwiniają, obrażają, nie wyciągają wniosków albo bazują na swoich domysłach, nie słuchając innych. Ludzi, którzy wiedzą lepiej, nie potrafią słuchać, ale i wyrażać swoich myśli w jednoznaczny sposób. Że dzieci tego nie potrafią, bo się uczą wszystkiego to rozumiem, że nastolatkowie nie ogarniają – to też, bo dorastanie, hormony i poznawanie siebie, ale że dorośli ludzie?

  25. Dzieci położone później spać, nie wstają później

    Kiedyś wydawało mi się to banalnie proste – skoro komuś przeszkadza, że maluch budzi się o 5 rano to wystarczy go położyć te 2 godziny później, żeby wstawanie było bardziej znośne. O ja naiwna! Teraz już nie wierzę w takie złote rady, bo wiem, że nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. W głowie mi się to trochę nie mieści, ale raczej z uśmiechem, a nie żalem, czy smutkiem, jak inne rzeczy z listy.

  26. Domowe testy ciążowe to stosunkowa nowość – kiedyś trzeba było dłużej czekać

    Wkurzam się co miesiąc, że tak długo muszę czekać, żeby wiedzieć czy się udało. Niedawno jednak czytałam artykuł o tym, że domowe testy powstały dopiero w latach 80′ ubiegłego wieku. Początkowo nie były tak czułe jak obecne, więc nasze mamy musiały czekać na wynik jeszcze dłużej.  Jestem ciekawa, czy kiedyś będą takie domowe testy, które pozwolą niemal od razu stwierdzić ciążę.

  27. Bezobjawowe poważne choroby

    Co jakiś czas słyszę o chorobach, które mają wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu, ale tak naprawdę dopóki nie zrobisz specjalistycznych badań (o których nie masz zazwyczaj bladego pojęcia, że istnieją), nie masz szansy się o nich dowiedzieć. Pół biedy, jeśli dane schorzenie faktycznie za bardzo nie przeszkadza Ci w codzienności, gorzej, jeśli nagle trafiasz do szpitala i okazuje się, że jest już za późno na jakiekolwiek leczenie. No nie ogarniam tego zupełnie. Zawsze jak mi się przypomni jakaś taka historia, to jakoś tak bardziej doceniam każdy dzień.

w głowie się nie mieści

Ten wpis to nie jest efekt przemyśleń z ostatniego tygodnia, żeby nie było. Zaczęłam po prostu pisać i zebrało się tego więcej niż mi się wydawało. Z ostatnich tygodni, miesięcy, a może lat? Gdzieś tam przez całe życie przewijają się niewyobrażalne rzeczy. Nasze życie i te życia obok nas albo po drugiej stronie komputera. Sporo tematów przypomniało mi się po przescrollowaniu fejsa. Batalie szczepionkowe czy obrażanie się młodych mam – jeszcze mnie to nie dotyczy, nie poznałam tego osobiście ani na własnej skórze, ale już teraz tego nie rozumiem. A widzę to w internecie niemal codziennie. Gdybym zostawiła teraz ten tekst i pozwoliła sobie dłużej myśleć nad tym wszystkim, pewnie dopisałabym kolejne punkty, ale już wystarczy. Tak myślę. Teraz chętnie przeczytam coś od Ciebie.

Co Tobie w głowie się nie mieści? Mamy podobnie czy nie bardzo?

  • Bardzo wartościowy wpis. Wiele z Twoich punktów nie mieści się również w mojej głowie. Wzajemna krytyka w Internecie wśród rodziców, zwłaszcza matek, jest dla mnie przerażająca…

  • Aneta

    Z częścią się zgadzam – śluby kościelne (albo bycie chrzestnym) osób niewierzących (to ja! i jakbym ślub kościelny brała, to jednostronny), warunki w szpitalach (nie wiem co o tym myśleć, jak to możliwe że takie rzeczy się dzieją, po przeczytanych opowieściach to właśnie szpital jest moją największą obawą w kontekście ciąży i porodu).
    Podejrzewam, że jeśli chodzi o aborcję to nie mieści mi się w inny sposób – mnie się nie mieści w głowie, że ktoś może rościć sobie prawo do podjęcia decyzji za kobietę. Doradzić, wspierać, tak, ale nie – decydować.

    Sporo rzeczy z Twojej listy nie budzi mojego zdziwienia. W niektórych nie wiem, o co chodzi (np. nie wiem o jakich różnicach w traktowaniu niepłodności przez mężczyzn i kobiety mówisz), ale większość mnie nie dziwi, bo jedna rzecz najbardziej nie mieści mi się w głowie: że ludzie uważają się za kompetentnych w prawie każdej sprawie.
    Że gdy widzą jakąś sytuację, od razu mają jakąś teorię (której zazwyczaj nie weryfikują). Wytłumaczenie, czemu to się zadziało. Pewnik, jak należało postąpić. A ja staram się (to już praktycznie odruch) szukać różnych potencjalnych wyjaśnień, które pokazują sprawę każde w innym świetle. W związku z tym nie mogę powiedzieć, że dziwi mnie/nie mieści mi się w głowie, że rodzice nie znają swoich dzieci. Że dorosły może się w domu nudzić. Że przepisy są zbyt skomplikowane. Więc z jednej strony rozumiem zdziwienie czy oburzenie, czemu nie ma nigdzie checklisty co mam zrobić zakładając własną działalność? Ale z drugiej: kto to będzie utrzymywał, by zapewnić aktualność? Za czyje pieniądze? Kto weźmie odpowiedzialność? A jeśli nikt, to czy jest sens to robić?
    I nie chodzi mi o usprawiedliwienie (że jest dobrze i tak ma zostać), ale zrozumienie, że nigdy nie mamy pełnej wiedzy o świecie. I to mnie dziwi najbardziej: że ludzie tak często zdają się zapominać o tym, że znają tylko mały wycinek rzeczywistości.

  • Z wieloma punktami ja również się zgadzam – chociażby ślub kościelny niewierzących (takich ludzi co na co dzień plują na KK, a w dniu ślubu błogo uśmiechają się do księdza), batalia szczepionkowa (mimo zawodu Michała nadal NIE WIEMY gdzie szukać rzetelnych, prawdziwych informacji, wszędzie same skrajności), aborcja (czy instynkt macierzyński to jest w dzisiejszych czasach jakiś przywilej?). No i urzędy – są wspaniałe :D. Ktoś mi ostatnio powiedział, że musi określonego dnia stawić się do ZUSu, żeby powiedzieć, że płaci składki – inaczej nie będzie ubezpieczony, mimo że w ZUSie chyba mniej więcej kontrolują czy składki od danej osoby wpływają ;)
    Myślałam też ostatnio o tym skąd taka nienawiść między matkami. Może to wynika z frustracji – np. kobieta nie jest przekonana do karmienia naturalnego, ale czuje presję społeczną, żeby to robić, robi to na siłę i zazdrości tym, które karmią mm, bo w jej przekonaniu mają łatwiej (np. może im pomóc w karmieniu mąż)? Ogólnie jedną z głównych zasad rodzicielstwa bliskości jest to, że ma to być przyjemne dla dziecka i dla rodzica, więc jeśli matka męczy się z karmieniem piersią, chustonoszeniem czy wspólnym spaniem, działanie wynika tylko z jej przekonania, że „tak trzeba” to nie będzie to korzystne dla maluszka.
    Nie wiem czy to co piszę jest jasne #babybrain. O, właśnie – to jak na kobietę potrafią wpływać hormony też nie mieści mi się w głowie :D

    • Urzędy, ach, urzędy! W tym tygodniu byłam w spółdzielni mieszkaniowej, w której panie pracują dłużej niż ja żyję na tym świecie. Tam się czas zatrzymał. Mimo systemów komputerowych i różnych udogodnień i tak musiałam latać między pokojami (to taka standardowa procedura, a nie że jakąś zawiłą sprawę miałam), by na końcu złożyć papiery w sekretariacie (jakbym nie mogła ich zostawić u ostatniej pani, która coś tam stemplowała).

      Z tą nienawiścią między matkami to może masz rację, że faktycznie to z frustracji się bierze jakiejś.
      Nawet jeśli masz #babybrain to ja rozumiem, o co Ci chodzi :)
      Kobiece hormony są zadziwiające – zarówno w tym pozytywnym, negatywnym, jak i zagadkowym sensie :D

  • Matkokochano! To rzeczywiście Ci się zebrało :D
    Punkty styczne na pewno znajdziemy
    Brak komunikacji u osób dorosłych,
    Ślub kościelny u niewierzących-ale jakby tego było mało,
    ich obgadywanie i psioczenie na kurs przedmałżeński, księdza
    i generalnie „całą oprawę”. SERIO? Stray kto Ci kazał?!”
    Romans – nie do przyjęcia i pojęcia.
    Poziom edukacji seksulanej – ale może to bardziej na zasadzie
    nie znajomości swojego ciała, procesów zachodzących.
    Tego jak możemy sobie pomóc – ogólny brak rozmów o seksie i tabu.
    Przepisy prawa i robienie pod górkę małym firmą. Nie cierpie.
    Z dziennikarstwem się już pogodziłam, między innymi dlatego
    mimo tego że to mój zawód, zrezygnowałąm…
    Kłótni o szczepionki, karmienie, spanie, noszenie itp nie będę komętować.
    To co mamy potrafią sobie nawzajem napisać jest… żenujące.
    O polityce wole nie zaczynać…

    Wiesz co może to przeżywanie niepołodności u kobiet i mężczyzn jest inne
    właśnie dlatego że się różnimy.
    Po drugiej stronie jest też zupelnie inne przeżywanie ciąży – tak samo.
    Czasem można się czuć bardzo samotną mimo iż mąż staje na rzęsach.
    Bo jednak przeżywanie się różni.

    Pozdrawiam :*

    • Na bank różnice w przeżywaniu niepłodności wynikają po prostu z różnic płci i sposobu radzenia sobie z problemami ogólnie, ale i tak ciężej mi to przyjąć do wiadomości niż wszelkie inne różnice. :) A że panowie ciążę inaczej przeżywają to też nie dziwne – w końcu nie oni noszą Maleństwo pod sercem, ich ciało się nie zmienia, a hormony nie szaleją. :) Domyślam się, że jednak bardziej o psychicznych sprawach piszesz. To też jest ciekawy temat. Obyś jak najrzadziej czuła sia samotna, gdy on staje na rzęsach :* :)