Mocna książka – „Nadzieja na nowe życie”

with Brak komentarzy

Zanim postanowiłam poruszyć kwestię niepłodności na blogu, stwierdziłam, że chcę się do tego przygotować merytorycznie i bardziej oswoić temat. Zaczęłam szukać książek o trudnej drodze do macierzyństwa. Jest ich stosunkowo mało (np. w porównaniu do całych działów dotyczących ciąży i pielęgnacji niemowląt), więc wybranie czegoś na początek nie było trudne. „Niepłodność w ujęciu bio-psycho-społecznym” Marioli Bidzan to zbiór czystych faktów popartych konkretnymi badaniami, czyli wiedza, której potrzebował mój rozum. Później w moje ręce trafiła „Nadzieja na nowe życie” – książka dla mojego serca.

"Nadzieja na nowe życie"

„Nadzieja na nowe życie” – kiedyś i dziś

Pierwszy raz usłyszałam o niej, kiedy promowane było jeszcze jej pierwsze zielone wydanie. Pamiętam, że myślałam o tym, że dobrze, że jest, że na pewno jest przydatna wielu osobom. I choć gdzieś z tyłu głowy słyszałam głos mówiący, że być może jest potrzebna właśnie mi, odsuwałam te myśli od siebie. Liczyłam na to, że „w końcu jakoś się uda” i o książce zapomniałam.

Na początku tego roku trafiłam na webinar na temat psychologicznych aspektów niepłodności prowadzony przez Justynę Kuczmierowską – jedną z trzech autorek „Nadziei na nowe życie”. Polubiłam na Facebooku fanpage książki, Fundacji Instytut Nadziei i kilka innych powiązanych stron. Od tego czasu na moim wallu pojawiło się sporo niepłodnościowych treści, a ja pogodziłam się z tym, że są one kierowane do mnie (i zaczęłam z nich korzystać).

Książka pisana przez życie i doświadczenie

Dwie siostry borykające się problemem z niepłodności i ich wspólna przyjaciółka razem stworzyły „Nadzieję na nowe życie”. Nie teoretyzują, bazują na własnych przeżyciach. To jest bardzo cenne. Więcej o historii powstawania książki przeczytacie tutaj. Jest ona jest pełna emocji i mówi o uczuciach, o których nie miałam pojęcia, zanim nasze starania o dziecko nie okazały się zaskakująco długie. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak wiele dzieje się w głowach niepłodnych kobiet.

Joanna Kwaśniewska, Justyna Kuczmierowska i Agnieszka Doboszyńska zadbały o ciekawą formę przekazywanych treści. Książka nie jest długaśnym zwartym tekstem. Została podzielona na 28 rozdziałów symbolizujących cykl miesiączkowy kobiety. Co więcej, kolejność poruszanych tematów w pewnym sensie odpowiada temu, co dzieje się w życiu pary starającej się o dziecko od pierwszego dnia miesiączki do ostatniego dnia przed kolejną lub do pozytywnego testu ciążowego.

Jeśli ktoś ma na tyle samozaparcia, może codzienne czytać po jednym rozdziale. Ja czytałam etapami po kilkadziesiąt stron mniej więcej. Potrzebowałam trochę czasu pomiędzy spotkaniami z książką, żeby niektóre rzeczy poukładać i przetrawić po swojemu. Forma 28 oddzielnych tematów sprawia, że można do nich wracać w dowolnym momencie, czytać tylko wybrane według bieżącej potrzeby albo podsuwać je bliskim do przeczytania.

28 dni cyklu menstruacyjnego

Każdy z rozdziałów zaczyna się fragmentem z dziennika Anny, która opisuje swoje emocje w danym momencie cyklu. Bardzo do mnie przemawiają te opisy. Czasem dosłowne, kiedy indziej lekko poetyckie i pełne metafor. Fajnie jest też wiedzieć, że nie jest to wydumana fikcja literacka, ale żywe emocje różnych kobiet poskładane w całość (bazujące na prawdziwym dzienniku Joanny). Czytając to i przeżywając na swój sposób, czuje się, że autorki naprawdę dobrze znają temat. Na pewno nie każda kobieta starająca się o dziecko będzie utożsamiać się ze wszystkim, na pewno nie przez cały czas, ale myślę, że każda z nas znajdzie tam cząstkę siebie.

„Nadzieja na nowe życie” to nie tylko psychologiczne podejście do niepłodności. W książce znajdziemy też sporo informacji na temat leczenia i różnych decyzji, przed którymi staje para starająca się o dziecko. W części poradnikowej, po kartce z dziennika Anny, pojawiają się dodatkowe treści w ramkach. Niektóre są wyszczególnionymi wynikami badań naukowych, inne to propozycje krótkich ćwiczeń lub konkretnych tematów do przemyślenia.

Poruszane są tematy in vitro, naprotechnologii, adopcji i przeżywania wiary (nie tylko katolickiej!). Każdy z nich ze zrozumieniem i szacunkiem, bez oceniania i bez wartościowania. Czytając, masz wrażenie, że jakiekolwiek by nie było Twoje zdanie, mogłabyś o nim spokojnie pogadać z autorkami. Żadna z opcji nie jest wychwalana, żadna nie jest też potępiana, ale przedstawiona w racjonalny i rzetelny sposób z uwzględnieniem zalet i ryzyka. Zupełnie inaczej niż na wielu internetowych portalach, gdzie z pozoru neutralne treści są napisane w wartościujący sposób.

Płakałam, czytając tę książkę

Tak spokojnie i po prostu łzy płynęły mi po policzkach. Nie byłam chyba wzruszona. To nie było to, co czuje się, oglądając film, a którym ktoś umiera i wypowiada swoje ostatnie słowa, ani to, co czuje się na ślubach, ,gdy zaczyna brzmieć marsz Mendelssohna. To było bardziej coś takiego, jak słabo się czujesz i bliska osoba, chcąc Cię pocieszyć, przytula Cię w ciszy. I wtedy zamiast się uspokoić, zaczynasz płakać. To było mniej więcej coś takiego. Takie poczucie zrozumienia. Ale spokojne, nie szlochające.

Dlaczego płakałam?

Bo poczułam, że ktoś rozumie. Czytałam słowa, których ja nie potrafiłam znaleźć. Zostało nazwane to, co nie raz działo się w mojej głowie – coś, co było chaosem, czymś nowym, nieoswojonym, czymś, o czym nie chciałam myśleć. Czytając tę książkę, poczułam, że mogę czuć. Że jest w porządku, że mam prawo do tych wszystkich przedziwnych i kosmicznych uczuć, których nie lubię, i których czasem się wstydzę. Poczułam i dotarło to do mnie nie tylko na poziomie rozumu, ale i serca (stąd ostatnie zdanie pierwszego akapitu).

Bądź dla siebie dobra

To główne przesłanie, jakie wyciągnęłam dla siebie z tej książki. „Pozwolenie”, które zaczęłam sama sobie dawać, do bycia dla siebie dobrą (choć wciąż odkrywam, co to tak naprawdę znaczy). Dotarły do mnie słowa zawarte gdzieś w początkowych rozdziałach książki, że niepłodność jest wystarczająco trudną sytuacją, więc totalnie bez sensu jest dokładać sobie jeszcze więcej cierpienia wstydem i karaniem się za swoje emocje. To są duże i mocne słowa, nie zawsze do końca adekwatne, ale mimo wszystko właściwe. Pragnąc dziecka, umniejszamy nie raz swoje emocje, nie pozwalamy sobie czuć pewnych rzeczy, a to wcale nie pomaga. Bycie dla siebie dobrym to też stawanie w prawdzie przed samym sobą. Tak myślę.

"Nadzieja na nowe życie"

Dla kogo jest „Nadzieja na nowe życie”?

Przede wszystkim dla kobiet starających się o dziecko. I niekoniecznie dla tych, które starają się latami. Także dla tych, które zobaczyły może 4 czy 5 negatywnych testów ciążowych (przy założeniu, że zrobiły tylko 1 test w cyklu, taaa…), ale bardzo to przeżywają. Książka być może w całości nie będzie ich dotyczyć, ale pomoże ułożyć sobie pewne rzeczy w głowie i zrozumieć, co się dzieje. Na początku to nie jest wcale łatwe, bo znajdujemy się w kompletnie nowej sytuacji, której, prawdopodobnie totalnie się nie spodziewałyśmy.

Książka jest też dla panów starających się o dziecko. Pomoże im zrozumieć swoje partnerki (co często okazuje się jedną z najtrudniejszych rzeczy) i siebie w pewnym zakresie. To jak bardzo się różnimy w sposobie przeżywania niepłodności wciąż mnie zadziwia.

Polecam tę pozycję też wszystkim, którzy w jakiś sposób chcą lub powinni bliżej poznać psychikę kobiet starających się od dziecko i specyfikę sytuacji, w której znalazły się z partnerem. „Nadzieja na nowe życie” przyda się rodzicom takich par, ich przyjaciołom, którzy chcą wspierać, a także tym, którzy współpracują z takimi osobami – lekarzom i duchownym. Jedni i drudzy chcą dobrze, ale nie raz robią to bardzo nieumiejętnie.

Nadzieja i prezenty

Książkę „Nadzieja na nowe życie” najłatwiej kupić bezpośrednio u autorek, pisząc maila do Justyny (więcej informacji tutaj). W paczce dostaniecie też test ciążowy i zestaw testów owulacyjnych Domowego Laboratorium. Ktoś może się śmiać, że co to w ogóle za upominek w ogóle. Sama najpierw się trochę zdziwiłam, ale teraz myślę, że jest idealny – podczas starań o dziecko wydaje się masę pieniędzy na testy ciążowe i nie raz owulacyjne. I niby na opakowaniu jest napisane, że najlepiej robić w dniu spodziewanej miesiączki, ale cierpliwość nie jest najmocniejszą stroną kobiet bardzo pragnących dziecka. A kiedy tydzień przed okresem, test jest negatywny, to przychodzi poczucie winy przez zmarnowane pieniądze, bo „przecież wiedziałam, że to za wcześnie, ten test i tak nie jest jeszcze wiarygodny”… Także dołączone testy są dla mnie dodatkowym potwierdzeniem, że autorki bardzo dobrze rozumieją osoby, do których kierują swoją książkę.

„Nadzieja na nowe życie” jest nadzieją na nowe życie zarówno w znaczeniu poczętego dziecka, jak i nowego pełniejszego życia (nawet bez dzieci). Jednego i drugiego w niepłodności się bardzo pragnie.

Słyszałyście o tej książce? Podobała Wam się?

Jakie inne książki o niepłodności znacie? Chętnie poczytam coś nowego i rozszerzę horyzonty. Mogą być powieści ze staraniami w tle jak i bardziej naukowe pozycje.