Liczy się wnętrze

with Brak komentarzy

Wszyscy wiedzą, że liczy się wnętrze, prawda? Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że nie powinno się oceniać ludzi powierzchownie. Ba, nawet książek po okładce nie warto wybierać. Wina czy piwa po etykiecie ponoć też nie, jak mówi moja przyjaciółka (ale na jakiejś podstawie w końcu trzeba podjąć decyzję, więc tutaj świadomie często łamię tę zasadę, poznając pryzy okazji nowe smaki). Tak sobie ostatnio myślę, że to tytułowe „wnętrze” jest dużo ważniejsze niż nam się wydaje i dotyczy niemal każdej sfery naszego życia.

Liczy się wnętrze

Nie oceniajmy ludzi po wyglądzie

Zacznijmy od relacji międzyludzkich, czyli od tego, co naprawdę istotne w naszym życiu. Jak często ci, których na początku nie mogliśmy słuchać, którzy nas niemiłosiernie wkurzali, stają nam się bliscy. Jak często pary tworzą ludzie totalnie od siebie różni i na pozór kompletnie nie pasujący do siebie. Brzydki chłopak zaczyna pociągać, a nieatrakcyjna dziewczyna uwodzi w tajemniczy sposób. Tak się dzieje.

Nasz wygląd, choć ważny przy pierwszym spotkaniu, przestaje mieć tak duże znaczenie po głębszym poznaniu. Nie chcę nikogo przekonywać, że to, jak wyglądamy jest zupełnie nieistotne, bo się z tym nie zgadzam. Lubię dobrze wyglądać, podobać się sobie, mężowi i innym. Doceniam piękno zewnętrzne przechodniów na ulicach, przyjaciół i rodziny. Mimo to wiem, że wygląd sam w sobie nic nie znaczy.

Piękni ludzie z brzydkim wnętrzem

Zewnętrzny wygląd może nam przynieść kilka spojrzeń podziwu, westchnięć i komplementów. Może zaowocować zaproszeniem do kina, poproszeniem o numer telefonu, tańcem w dyskotece czy rozbudzoną rządzą. Wygląd może załatwić nam pierwszą randkę, ale drugiej już nie (chyba, że nie będziecie rozmawiać podczas spotkania…).

Piękno przyciąga oczy, pociąga, pobudza teraz, ale nie utrzymuje na dłużej. Nie rozkochuje w sobie pary i nie sprawia, że rozmawiamy godzinami. To nie piękne oczy powodują, że myślimy o sobie po przebudzeniu, ani nie włosy falujące kokieteryjnie na wietrze prowadzą do ołtarza. A jeśli trafiamy tam tylko przez wzgląd na zgrabne nogi czy silne dłonie, to po jakimś czasie może się okazać, że mamy problem – bo łydki już nie te same, uda przez rozstępy poorane, a dłonie silne przestały imponować. Wygląd nie zapewni nam miłości. Wygląd, nasze ciało to nie my cali. A w miłość i małżeństwo nie da się wejść inaczej niż w całości.

Ciało to nie tylko wygląd

Kiedy ktoś mówi o ciele, często myślimy o tym, jak ono wygląda – czy jest zgrabne, proporcjonalne, szczupłe, jędrne. Ale ciało to też to wszystko, co w środku, wnętrze naszego organizmu. I choćbyśmy z zewnątrz byli piękni, zepsuci od środka za długo nie pożyjemy. Tutaj, w naszych wnętrznościach toczy się życie. Praca tysięcy komórek, narządów przeróżnych, układów powiązanych. Nasze życie i zdrowie w środku jest niewidoczne na co dzień i nie raz bagatelizowane. A przecież liczy się wnętrze, pamiętasz?

Piękne ciało potrzebuje zdrowych organów. Nieskazitelna skóra bez trądziku jest zależna między innymi od naszej gospodarki hormonalnej. Wypadające włosy i łamiące się paznokcie mogą być objawem niedoboru jakiś mikroelementów. Brak siły, bezsenność i apatia, która sprawia, że nie mamy siły się uśmiechać, rzadko kiedy bierze się z powietrza, częściej ze zdrowotnych problemów, nad którymi wypadłoby się pochylić.

Człowiek to nie tylko ciało

Ludzie składają się też z osobowości, charakteru, emocji i tego wszystkiego, co dzieje się w naszych umysłach i sercach. I to jest właśnie najbardziej fascynująca część nas. Dzięki niej możemy kochać. Dzięki niej czujemy, jesteśmy empatyczni, płaczemy, śmiejemy się i funkcjonujemy nie tylko w ciele. To tutaj jest nasza wyobraźnia, która pokonuje nudę i tworzy nowe projekty, wymyśla i snuje plany. Tak to tylko symbolicznie zaznaczam, bo zakładam, że właśnie o tym wnętrzu myślimy od razu, słysząc hasło „liczy się wnętrze”.

Wnętrze jedzenia czyli skład

Jeśli mówimy o ludzkim ciele, pomówmy też o tym, co do niego trafia. Pożywienie, które napędza mechanizmy naszych organizmów nie zawsze jest tym, na co wygląda. Te czasy już minęły, kiedy mogliśmy mieć pewność, co do tego, co jemy, patrząc jedynie na daną rzecz. Bo to nie jest już tak, jak pisano swego czasu o koniach – „koń, jaki jest, każdy widzi”. Kiedyś można by w ten sam sposób opisać większość rzeczy, które człowiek jadał. Dzisiaj sprawa wygląda zupełnie inaczej.

W sklepach mamy pełne półki przeróżnych produktów. Wiele z nich jest w jakiś sposób przetworzona. Im trzeba się najbardziej przyglądać. Bo sos boloński domowy nie umywa się do tego gotowego ze słoika – nie tylko w smaku, ale i w składzie. Bo szynka kupowana w zafoliowanych plasterkach nie jest tą samą szynką, którą robi babcia na święta. Bo dżem przygotowywany latem z działkowych owoców nie zawiera pektyn. Bo sok sklepowy ma więcej cukru niż dodałabyś do całego ciasta. Bo czytając skład kupowanych produktów, nawet nie do końca się na tym znając, z pewnością nie raz złapiemy się za głowę. Spróbuj!

Nawet owoce czy warzywa nie są takie same jak kiedyś. Chociaż skład mają niezmiennie prosty i jednoskładnikowy to jednak są pryskane, zabezpieczane, czy odpowiednio nabłyszczane, by kłamały nam po ciuchy do ucha „kup mnie, jestem takim pięknym jabłuszkiem, takim błyszczącym, takim soczystym, takim zdrowym!”. I chociaż być może niewiele możemy z tym zrobić to jednak i tu – liczy się wnętrze – zawartość wartości odżywczych i owocu w owocu.

Nie oceniaj jedzenia po etykiecie

Nie zaprzeczam teraz sama sobie. Nie chodzi w tej chwili o skład, bo on jest ważny, ale o projekt etykiety. Sama łapię się na tym, że zielony kolor i wielki napis BIO czy EKO sugeruje mi, że produkt będzie jakiś taki zdrowszy. I owszem, bardzo często tak jest. Jest to jakiś sposób na szybki wybór potencjalnie dobrego produktu, ale nie jest to jeszcze decydujące kryterium. Nie wszystko, co zielone i bio jest zdrowe. Nie wszystko jest zdrowe dla nas konkretnie. Bo może być po prostu zrobione z produktów z ekologicznych upraw, ale z niefajnym dodatkami albo wciąż z toną cukru, choć nie tego zwykłego. Albo może być zdrowy, owszem, ale przy insulinooporności i tak może nam konkretnie szkodzić.

Coraz częściej zdrowe produkty o dobrym składzie odchodzą od tego zielonego wizerunku. Nie raz są to mniejsze firmy, a nie gigantyczne koncerny. I te małe, mniej znane przedsiębiorstwa próbują się wybić na zdominowanym rynku przez piękne, dobrze zaprojektowane etykiety. Takie trochę bardziej artystyczne, dla niektórych hipsterskie, dla innych nieco alternatywne, czasem nowocześnie minimalistyczne, ale dobre (graficznie). I to jest świetne posunięcie, bo jakby nie patrzeć, coś musi przykuć nasz wzrok, gdy stoimy przed wielką zastawioną półką. Nie sposób czytać składy wszystkich produktów w sklepie w poszukiwaniu najlepszego.

Nie wszystkie słodycze są złe

Od czasu jak zaczęliśmy leczenie niepłodności, musieliśmy dość konkretnie zmienić dietę. Przez chwilę trzymaliśmy dietę z niskim indeksem glikemicznym, później wyszły moje nadwrażliwości na popularne produkty, więc w ostatnich miesiącach naczytaliśmy się etykiet produktów spożywczych chyba za wszystkie lata naszego życia. Unikamy słodyczy, ale nie rezygnujemy z nich kompletnie, bo okazuje się, że są takie, które wciąż możemy jeść (nie tylko te robione w domu).

W stacjonarnych marketach zdrowe przekąski zazwyczaj trafiają na specjalne półki ze „zdrową żywnością” (zawsze się zastanawiam, czy cała reszta jedzenia w sklepie jest szkodliwa?). W internecie wygląda to trochę inaczej. Nie raz w kategoriach ze słodyczami znajdziemy wymieszane produkty o dobrym składzie i te składające się głównie z cukru i oleju palmowego. Przykładem niech będą kremy i masła orzechowe w bdsklep.pl. Z resztą warto przejrzeć całą kategorię ze słodyczami.

To jest bardzo ciekawe – jak widać, da się zrobić coś, co można określić mianem czegoś słodkiego, a jednak zadbać o to, żeby były w tym też jakieś składniki odżywcze czy lepszej jakości roślinne tłuszcze. Da się! Można robić takie rzeczy i można je znaleźć w polskich sklepach.

Liczy się wnętrze

Skład surowcowy odzieży to też wnętrze

Zaczęliśmy od człowieka. Od wyglądu jego ciała przeszliśmy do wnętrzności i serca. Teraz od jedzenia, które trafia do naszych brzuchów chciałabym przejść do ubrań okrywających nas na co dzień.

Nasi rodzice pamiętają czasy, gdy w sklepach kupowało się to, co było. Jeansy były zdobyczą. Nikt nie pytał, czy to na pewno jest dobra kurtka, tylko kupował, bo jutro mogło nie być. To jest gigantyczne uproszczenie i na pewno nie każdy tak to pamięta. Mimo to jest zupełnie inaczej niż dzisiaj i to trzeba przyznać.

W zeszłym tygodniu kupowałam jeansowe spodnie. W jednym sklepie było tyle fasonów i kolorów, że nie mogłam się zdecydować. I wszystkie były w moim rozmiarze. Mogłam przebierać, zastanawiać się i w razie czego przyjść za jakiś czas (tylko wtedy nie byłyby już pewnie w promocji).

Dzisiaj jesteśmy w takim ciekawym miejscu, że mamy wybór. Gigantyczny wybór. Nie tylko pod kątem fasonów, wzorów, kolorów, ale także cen i jakości. Nie raz wygląd mydli nam oczy i przepłacamy za ciuchy nadające się do wyrzucenia po dwóch praniach. W dotyku sztuczne materiały potrafią pięknie udawać naturalne. Łapiemy się na to myśląc, że skoro jest takie miłe i przyjemne, to przecież nie może nie grzać. To, co leciutkie i zwiewne kojarzy nam się z przewiewnością, a to wcale nie wrażenia naszych dłoni decydują o tym parametrze, ale w dużej mierze skład surowcowy tkaniny.

Czytajmy metki ubrań

To nie jest tak, że w sieciówkach jest samo zło. Nie jest też tak, że na dobre ubrania trzeba wydać majątek. Potrzeba za to świadomości, na jakiej podstawie dokonywać wyboru, czego unikać, czego szukać, kiedy odpuszczać. Dzisiaj mamy wybór, więc korzystajmy z niego! Szukajmy tego, co dla nas dobre. Nie zawsze będą to 100% naturalne składy. Nie zawsze i nie wszyscy takich chcą i potrzebują i to jest ok. Fajnie by było jednak, gdybyśmy nie zadowalali się bylejakością, kiedy dobra jakość jest w naszym zasięgu. A jest, zapewniam Cię. Nawet, jeśli nie zawsze starcza Ci do pierwszego.

Co zawierają kosmetyki?

Tego akapitu miało nie być. W trakcie pisania jednak zaczęły się otwierać kolejne klapki w mojej głowie, kolejne wnętrza warte naszej uwagi. W powyższym kontekście trzeba wspomnieć o kosmetykach. To jest obszar najmniej przeze mnie znany. Nie wiem do końca, czym się sugerować, kupując kremy czy szampony, ale wiem, że ich skład ma znaczenie.

Widzę po moich dłoniach, że niektóre kremy je wręcz wysuszają, choć na opakowaniu obiecują odwrotne działanie. Czuję, że moja skóra myta nawilżającymi żalami do kąpieli nie zawsze jest nawilżona. Antyperspiranty działają bardzo różnie. Kremy z filtrem nie zawsze chronią tak, jak powinny. Próbuję ciągle nowych, bo lubię, ale też dlatego, że nie znalazłam jeszcze kosmetycznych ideałów, bez których nie mogę się obejść.

Na tubkach i słoiczkach producenci obiecują złote góry. Spece od słowa piszą tak, żeby nie skłamać, ale jednak przedstawić kosmetyk jak najlepiej. A tak naprawdę to wszystko nie ma znaczenia, bo liczy się wnętrze. Nie opakowanie (choćby było najpiękniej zaprojektowane), ale substancja zawarta w środku sama w sobie. To, z czego została zrobiona i jak rzeczywiście działa.

Rozeznanie w składzie kosmetyków to dla mnie zadanie na najbliższy czas. Jeśli znasz jakieś miejsca w sieci – blogi czy sklepy z dobrymi produktami, podlinkuj w komentarzach. Chętnie się doedukuję, ale potrzebuję zaufanych źródeł informacji.

Liczy się wnętrze – nie tylko ludzkie

Nie wiem, czy tego spodziewaliście się po tym wpisie. Wiecie, o tym, że ważniejsza jest osobowość niż wygląd zostało już powiedzianych wiele słów. Nie chciałam się powtarzać. Poszłam dalej, bo lubię patrzeć na rzeczy i słowa szerzej i bardziej wieloaspektowo (jak ja lubię to słowo!). Dzisiaj coraz częściej czytam i słyszę o tym, żeby zwracać uwagę na to, co się kupuje, żeby być świadomym konsumentem. To się w dużej mierze sprowadza właśnie do poznawania wnętrza produktów, ich składu, zawartości, surowców.

Wykorzystywane technologie pięknie naśladują naturę, mamią nas i udają coś, czym kupowane rzeczy nie są. I to się sprawdza! Bo kupujemy oczami i emocjami, które się rozpalają na widok przecudnych letnich sukienek na tyle, że zapominamy, że będziemy się w nich czuć jak pod folią. Mam taką jedną spódnicę – piękna, ale w ciepłe dni nie da się w niej chodzić. Serce wygrywa nad rozumem. I to jest normalne i ludzkie bardzo, ale fajnie jednak czasem ze sobą powalczyć i dać temu pierwszemu wygrać. Lepszej jakości jedzenie, ubranie i kosmetyki sprawią, że i nasze serce (i reszta ciała) się ucieszy. Bo warto być dla siebie dobrym – także w ten sposób – dbać o to, co jemy, zakładamy na siebie i czym się smarujemy.

Czego wnętrze się dla Ciebie liczy najbardziej? Skład jakich produktów sprawdzasz?


Wpis powstał we współpracy z marką bdsklep.pl