Remont, wakacje czy rozrywka – czyli na co wydajemy kasę?

with 11 komentarzy
Pieniądze to trudny temat. Szczególnie, kiedy nie jest ich za dużo w rodzinnym budżecie. Nie są w życiu najważniejsze, ale wiele kłótni właśnie od nich się zaczyna. Przed ślubem warto poznać swoje poglądy na temat wysokości zarobków, które byłyby satysfakcjonujące, zorientować się, czy macie podobne podejście do brania kredytów oraz czy zgadzacie się co do planów zawodowych. To są rzeczy, które nie podlegają dyskusji, jednak równie ważne jak sposób pozyskiwania pieniędzy jest ich wydawanie.
Na co wydajemy kasę?
Rodziny bardzo różnie podchodzą do dużych wydatków oraz oszczędzania. Kiedyś zupełnie nie widziałam tych różnic. Jedyne właściwe podejście to było to, które wyniosłam z domu rodzinnego. W sumie byłam nawet nieco zdziwiona, że ktoś może myśleć inaczej.
Pomyślcie o ludziach, którzy Was otaczają, rodzinie, znajomych. Na pewno są wśród nich osoby o różnych zarobkach. Niezależnie jednak zasobności portfela, mogą przeznaczać pieniądze na różne rzeczy.
I tak są osoby, które każdy grosz wkładają w swoje mieszkanie – remont, meble, dodatki. Inni odkładają i żyją skromnie przez cały rok, by pojechać całą rodziną na porządne wakacje do ciepłych krajów. Są i tacy, dla których najważniejsza jest rozrywka i drobne przyjemności – częste wyjścia do restauracji, kino, koncerty. Żyją tu i teraz, nie patrzą na każdą cenę, idąc do osiedlowego sklepu, kupują to, na co mają ochotę. A ich znajomi oszczędzają ciągle. Bez konkretnego celu, na tzw. czarną godzinę, na zaś.
 
Przy wysokiej pensji da się zrobić większość powyższych rzeczy, ale często nawet, jeśli się da, ludzie mają predyspozycje do wydawania pieniędzy w określony sposób. Ci lubiący wakacje, pojadą dalej i na dłużej, ci od mieszkania wybudują dom, może z basen i innymi bajerami, a oszczędzający zainwestują i będą mnożyć swój kapitał.
 
Inną sporną kwestią dotyczącą wydawania, wyniesioną z domu, jest podejście do kupowania rzeczy dzieciom. W jednych rodzinach rodzice oszczędzają na sobie, swoich ubraniach czy przyjemnościach, żeby dzieciom dać to, co najlepsze. W innych starają się, aby wszystkim było dobrze. Może bez luksusów, ale dobrze. Znajdą się i tacy, którzy swoje zachcianki postawią ponad zachciankami dzieci (nie mówię o ich dobru i potrzebach, ale rzeczach ponad stan, chociaż dla każdego może to oznaczać coś innego).
Jeśli w małżeństwie nie ma zgody, a przynajmniej porozumienia co do powyższych kwestii, rodzi to wiele konfliktowych i trudnych sytuacji. Czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, że mamy taką różnicę poglądów. Może się wydawać, że to dane okoliczności sprawiają, że się kłócimy, ale spoglądając szerzej, można dostrzec i przewidzieć problemy w kolejnych sytuacjach.
Co jeśli mamy różnicę zdań? To samo, co w każdej innej sytuacji. Trzeba się dogadać. Pomyśleć, jak było w naszych domach rodzinnych, dlaczego było tak, a nie inaczej. Zastanowić się, co jest ważniejsze w danym momencie – wakacje czy mieszkanie? Nowe kurtki dla dzieci czy dla nas (zakładając, że ze starych nie powyrastały i mają w czym chodzić oczywiście)? Znaleźć właściwy plan działania. Może w jednym roku wyjazd, a w drugim porządny remont?
Na co wydajemy najwięcej?Dla mnie to było ogromne odkrycie, kiedy dowiedziałam się o różnych sposobach wydawania pieniędzy, o tym, że różni ludzie różnie wartościują pewne rzeczy. Dzięki temu zrozumiałam, czemu z Mężem nie byliśmy jeszcze za granicą na porządnych dłuższych wakacjach. Nie dlatego, że nas nie stać. Byłoby nas stać, ale wolimy urządzać nasze mieszkanie. Więcej frajdy dają nam przemeblowania i składanie nowych mebli (Bogu dzięki za wkrętarkę!) niż szukanie super okazji na portalach z wycieczkami i lotami. Serio, nie mam cierpliwości do organizowania wyjazdów, a wnętrzarskie gadżety mogę oglądać godzinami.
 
Jakoś specjalnie nie oszczędzamy, z drugiej zaś strony staramy się nie szastać kasą na lewo i prawo. Większe wydatki rozplanowujemy na kilka miesięcy. Zazwyczaj jakiś czas do przodu. Szukamy dobrych okazji. Czekamy, jeśli możemy. Nie odkładamy każdej złotówki, ale żyjemy spokojniej, nie czyszcząc konta do zera.
 
A jak jest u Was? Wygrywa inwestycja w dom czy w wyjazdy? Oszczędzacie czy żyjecie chwilą?