Wszystkiego nie przewidzisz

with 5 komentarzy

Wielu narzeczonych zastanawia się, czym jest dobre przygotowanie do życia po ślubie. W cyklu wpisów gościnnych, a właściwie wywiadów, „Mocne małżeństwo” pytam każdą parę, jak to zrobić i czy się da. Coraz częściej czytam, że w sumie jest to niemożliwe, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. I jest to niezaprzeczalna prawda.

przygotowanie do małżeństwa

Zgadzam się z tym, że nie przygotujemy się na wszystkie możliwe ewentualności. Mimo to nie uważam, że nie da się przygotować do małżeństwa. Obie kwestie się łączą, ale wcale nie wykluczają.

Życie zaskakuje nas na każdym kroku. Życie, ludzie, Bóg. Wszystko. Nie wiemy, w jakiej będziemy sytuacji za rok, dwa czy dziesięć lat. Ba! Nie wiemy, co wydarzy się jutro. Spodziewamy się, ale nie wiemy. Nie mamy też pewności, jak zachowalibyśmy się w danych sytuacjach. Tym bardziej wie wiedząc, czy one się w ogóle zdarzą.

Nie wiemy, jak byśmy się zachowali, gdybyśmy byli świadkami poważnego wypadku, nie przeszkadza nam to jednak w poznawaniu podstaw pierwszej pomocy. Nikt nie ma pewności, czy nie zemdleje, widząc wokół krew i cierpiących ludzi, nikt nie wie, czy nie spanikuje, uciekając jak najdalej. Nie będąc w danym położeniu, nie możemy przewidzieć w 100% swojego zachowania. Ale możemy się przygotowywać. Możemy zastanawiać się, co byśmy zrobili oraz co byśmy chcieli zrobić, bo czasem mogą być to zupełnie różne rzeczy.

Co więcej, rozmyślania na ten temat ugruntowują w nas pewne przekonania, które mogą pomóc, kiedy dana sytuacja się wydarzy. Nie będziemy kompletnie zdezorientowani, nie będziemy polegać tylko i wyłącznie na danych odczuciach, emocjach, które zmieniają się pod wpływem chwili. Będziemy mieć punkt odniesienia. Obrany na spokojnie, być może po wielu przemyśleniach czy konsultacjach. Nie gwarantuje on co prawda, że postapimy dokładnie według wcześniej obranych schematów, ale może być pomocny.

Jak to się ma do małżeństwa?

Warto się przygotowywać na różne życiowe sytuacje. Jak? Przez rozmowę, wspólne lub osobiste gdybanie i zastanawianie się, co byśmy zrobili. Nie gwarantuje Ci to rozwiązania danego problemu, kiedy się pojawi, ale może być pomocne. Może ułatwić zrozumienie drugiej osoby i siebie samego.

Fakt, że nie przewidzimy wszystkiego nie powoduje, że przygotowanie do małżeństwa traci sens. Może nawet wręcz przeciwnie, jest to wyzwanie dla narzeczonych. I w sumie nie tylko dla nich, ale też dla małżonków, którzy, idąc tym sposobem myślenia, powinni przygotowywać się do dalszego życia we dwoje każdego dnia, bo każdy dzień przynosi, a przynajmniej może przynieść, kolejne niespodzianki – te dobre i złe.

A teraz pora na konkret i przykłady sytuacji, których nie przewidzimy, a jednak ich wcześniejsze przemyślenie i przegadanie może pomóc się w nich odnaleźć: czasowa lub trwała niezdolność do pracy jednego ze współmałżonków, propozycja zawodowa w innym mieście lub państwie, choroba któregoś z rodziców, wygrana w Totolotka, rozwód najlepszych przyjaciół, niepłodność, ciąża mnoga, poważne problemy finansowe, zdrada, spadek zainteresowania seksem, śmierć rodziców chrześniaka, kłopoty finansowe kogoś z rodziny, nieuleczalnie chore dziecko, odkrycie, że nastolatek jest od czegoś uzależniony, problem kobiety z powrotem do pracy po urodzeniu dziecka albo przeciwnie – prośba pracodawcy o błyskawiczny powrót, urlop macierzyński wykorzystywany przez tatę, dziecko przejawiające skłonności homoseksualne, ciąża nastoletniej córki, ogromny spadek po nieznanej ciotce albo długi w spadku, choroba psychiczna w rodzinie…

To jest tylko czubek góry lodowej sytuacji nie do przewidzenia. Ciężko się na nie konkretnie przygotować i być pewnym swoich reakcji. Można próbować im zaradzić, ale wielu z nich się po prostu nie da, a próba zaradzenia im może się nie udać. Czasem możesz stawać na rzęsach, a i tak coś się wydarzy. Warto jednak rozmawiać o takich niespodziankach od losu. Obserwować ludzi wokół, czerpać z ich doświadczeń i wykorzystywać historie innych, by samemu się czegoś nauczyć.

wszystkiego nie przewidzisz

Nie przewidzimy też tego, jak nam się będzie żyło we dwoje po iluś latach. Możemy się dziwić problemom innych par, które się od siebie oddalają, które zaczynają się poważnie kłócić, przestają się rozumieć i rozmawiać ze sobą. Ciężko jednak przewidzieć jak będzie z nami. Każdy na początku myśli, że „nasz związek taki nie będzie, że nas to nie dotyczy”. Nie mówię, że zawsze musi być źle. Jednak nie możemy mieć żadnej pewności, że po prostu zawsze będzie dobrze. Nie samo z siebie i nie tak po prostu.

Kiedyś myślałam, że są pewne elementy, które na 100% eliminują rozpad małżeństwa. Rzeczywistość pozbyła mnie złudzeń. Najlepsza para, najbardziej idealna, zgodna, starająca się może mieć problemy i może ich nie przetrwać. Ludzie się zmieniają, a życie bywa brutalne.

Mimo to, albo nawet tym bardziej, uważam, że do małżeństwa trzeba się dobrze przygotować. Przez poznawanie siebie, rozmowę, gdybanie. I trwać w tym przygotowaniu także po ślubie. Zmieniamy się, zmienia się nasza sytuacja życiowa, okoliczności i to, czego nauczyliśmy się o sobie przed ślubem może się zdezaktualizować. Musimy uważać, żeby nie przegapić momentu, kiedy zaczyna się dziać źle. A zaczyna się od drobnych rzeczy. Ciężko je zauważyć, ale stosunkowo łatwo zmienić. Dużo łatwiej niż ich skutki prowadzące do rozpadu małżeństwa.

Nie przewidzisz wszystkiego, ale wcale nie musisz, żeby dobrze przygotować się do małżeństwa. Nie chodzi o wiedzę, co, kiedy i jak się stanie, ale o znajomość, świadomość, dojrzałość i Miłość. Taką prawdziwą, która pomaga przetrwać trudne chwile, dostosować się do różnch okoliczności i daje cierpliwość, siłę i ochotę do walki. Bo czasem walczyć trzeba. Najbardziej ze sobą samym.