fbpx

Wzrokowiec, słuchowiec, kinestetyk

with 25 komentarzy

Kiedy chodziłam do szkoły, nie raz słyszałam o wzrokowcach i słuchowcach w odniesieniu do sposobu nauki. Jedne osoby lepiej zapamiętywały, powtarzając na głos albo czytając z kimś na zmianę, inne zaś wolały przepisywać notatki, podkreślać na kolorowo ważne informacje, rysować grafy, strzałki i inne odniesienia. Dość łatwo było się określić, który sposób bardziej nam odpowiada. W końcu od kiedy pamiętam, musiałam się czegoś uczyć. Na szczęście już nic nie muszę zaliczać czy zdawać, więc nauka czegokolwiek wygląda dziś zupełnie inaczej, bardziej naturalnie.

faceci to wzrokowcy

Po zdaniu matury czy egzaminy dyplomowego nie przestajesz być słuchowcem czy wzrokowcem. Jesteś nim także w domu. I nie, nie chodzi mi o to, że „faceci to wzrokowcy”, więc się oglądają za innymi kobietami na ulicy. Na tej podstawie też mogę się do wzrokowców przyłączyć, bo zdarza mi się zwrócić uwagę na mijanego przystojniaka albo kobietę w pięknej sukience albo z obłędną torebką. Tylko u mnie i innych kobiet tego oglądania za innymi tak nie widać. Mamy podobno szerszy kąt widzenia niż mężczyźni, więc nie musimy obracać głowy (to jedna z ciekawostek, które wyczytałam w książce „Czujesz?”).

Oprócz dobrze wszystkim znanych wzrokowców i słuchowców są jeszcze kinestetycy. Kto to taki? To osoba, dla której istotny jest dotyk, ruch, ciało. Zapamiętuje to, co sama wykonała, a nie zasłyszane czy przeczytane informacje.

Jak bycie wzrokowcem, słuchowcem czy kinestetykiem ma się do relacji małżeńskiej? Czy ma to w ogóle jakikolwiek związek?

Ano ma i to duży. To, w jaki sposób postrzegamy rzeczywistość, jak ją zapamiętujemy i jak ona na nas oddziałuje ma znaczenie nie tylko w szkolnej ławce. Może nawet przede wszystkim poza nią. Od małego poznajemy świat w określony sposób. Jedno dziecko lubi słuchać czytanych bajek, inne woli oglądać, a jeszcze inne nie może usiedzieć na miejscu. Rozpoznanie, jakim typem jest nasz maluch, z pewnością może pomóc przy jego wychowaniu i lepszym zrozumieniu. Nie mamy jeszcze dzieci, więc nie będę się dalej wymądrzać. Może jakaś mama dopowie coś więcej w komentarzach? Chętnie poczytam. :)

Odniosę się teraz (w końcu) do małżeństwa, a raczej tego, jaki wpływ na naszą komunikację ma nasz ulubiony sposób nauki z młodzieńczych lat. Dla jednych ważne są słowa. Potrzebują tylko słyszeć, co mówi druga osoba. Dla innych ważny jest kontakt wzrokowy. Muszą widzieć współmałżonka, żeby zrozumieć, co mówi. Jeszcze inni chcą czuć dotyk żony czy męża. Najlepiej im się rozmawia, kiedy trzymają się za ręce albo się przytulają. Nie ma żadnego problemu, kiedy rozmowa dotyczy jakiś pierdół. Jest miło i przyjemnie. Widzę Cię, słyszę, możesz mnie dotykać, miziać i całować.

Gorzej, jeśli jesteście wkurzeni, źli na wszechświat i zmęczeni po całym dniu. Wtedy zazwyczaj już nie jest tak kolorowo i słuchowca potrafi wyprowadzić z równowagi dotyk kinestetyka, który go potrzebuje. I co wtedy zrobić? Znaleźć swój sposób.

Usłyszałam o tym, żeby zwracać na to uwagę na warsztatach dla małżeństw “JA+TY=MY” prowadzonych przez Fundację Pomoc Rodzinie. Ksiądz, który to wymyślił, podobno poradził parze, w której jedno jest typowym słuchowcem, a drugie kinestetykiem, aby usiedli tyłem do siebie, oparli się o siebie plecami i wtedy rozmawiali. Słuchowiec słuchał. Nie rozpraszały go gesty kinestetyka, którego potrzeba dotyku była zaspokojona – czuł współmałżonka całą powierzchnią pleców.

Piszę o tym, bo często to nie sprawa, o jakiej rozmawiamy jest problemem i powodem kłótni, ale sposób w jaki to robimy. Zwróćcie uwagę, co Was wkurza. Ja na przykład nie lubię, kiedy Piotrek do mnie mówi, będąc w drugim pokoju. Wydaje mi się, że gorzej słyszę, kiedy nie widzę drugiej osoby. Serio. U Piotrka w rodzinnym domu on potrafił się porozumieć z siostrą czy mamą przez jedno albo dwa piętra, a ja słyszałam tylko, że coś mówią, ale nie potrafiłam ich zrozumieć. Z jednej strony na pewno jest to kwestia przyzwyczajenia, ale chyba jednak nie tylko.

kinestetyk

Jestem typowym wzrokowcem. Notatki wolałam przepisywać i uczyć się z takich ładnych, kolorowych i uporządkowanych. Często było tak, że nie udawało mi się nauczyć wszystkiego na studiach, ale zawsze wiedziałam, gdzie znaleźć daną informację w moich zapiskach. Nie rozumiem matematyki, kiedy ktoś mi czyta zadanie, ale nie mam z nią żadnych problemów, kiedy mogę sama zobaczyć treść. Nie lubię rozmawiać przez telefon. Wolę osobiście o coś zapytać albo napisać maila. Często korzystam z SMSów i Messengera w komórce. Nie raz denerwuję się, gadając z Piotrkiem przez telefon, bo nie umiem dokładnie odczytać jego emocji. Nie przepadam za podcastami. Lubię muzykę, ale nie żyję nią. Wolę piękne przedmioty i wzory niż melodie. Nie pamiętam imion, ale zapamiętuję twarze.

Kiedy jestem podenerwowana i rozmawiamy o czymś ważnym, muszę widzieć mojego męża. Kiedy jestem zła, wolę, żeby mnie nie dotykał, ale muszę go widzieć. To wiele ułatwia, bo kiedy łapie mnie za rękę to wiem, że to mnie wkurza, a nie rzecz, którą właśnie powiedział. Czasem jednak potrzebuję tego przytulenia. Na szczęście w tym się zgrywamy. Oboje najmniej mamy ze słuchowców.

Warto spojrzeć na sprawę z innej strony. To, jak rozmawia z Tobą Twój mąż czy żona, zazwyczaj nie wynika z tego, że chce Ci zrobić na złość, ale z jego potrzeby. Jeśli w ten sposób na to spojrzymy, może niektóre zachowania wydadzą nam się mniej denerwujące? Może on potrzebuje chodzić po pokoju, bo tak lepiej się skupia, albo patrzy w okno, a nie na Ciebie zupełnie mimowolnie, bo nie wie, że chcesz, aby patrzył Ci w oczy? Warto zdać sobie sprawę ze swoich potrzeb w trakcie rozmowy i powiedzieć o nich drugiej osobie. Słuchowiec może mieć problem z domyśleniem się, czego oczekuje wzrokowiec.

Patrzyliście kiedyś na to od tej strony? Bycie wzrokowcem, słuchowcem czy kinestetykiem odnosiliście tylko do sposobu nauki czy także do innych dziedzin życia? Przyznaję, że dla mnie to było odkrycie, więc dzielę się nim z Wami. Może dla kogoś to też będzie nowość. :)