On – aktor. Ona – niedoszła aktorka i wokalistka. Dzień zaręczyn. Romantyczna kolacja, tercet smyczkowy, mnóstwo strzelającego confetti i gołębie z lekkością unoszące się w niebo. Kelner podaje ciastko, a w nim skrywany skarb – pierścionek.
Na którym ona łamie sobie zęba.
Nie, nie tak przebiegały nasze zaręczyny. Były szybkie, nagłe, emocjonujące. Mieszkaliśmy razem w wynajętym pokoju w Warszawie; mieszkanie dzieliliśmy ze świetnym człowiekiem pożerającym kurczaka w całości i szaloną dziewczyną bez konkretnych planów na życie. Cieszyliśmy się sobą i tym, co mamy, a czego wiele nie było. Od tej pory wspólna paczka fajek, wspólna świnka – skarbonka i bluza, którą mogłam ubierać, ilekroć było mi zimno (lub miałam na to ochotę).
Bez pierścionka, bez kolacji, a na tanie wino przyszedł czas później.
– Wyjdziesz za mnie?
– Tak.
– Kocham Cię.
– Też Cię kocham.
To wszystko. I radość, bo się kochamy tak samo mocno.
Zero romantyzmu? Błąd młodości? Gdzie w tym wszystkim to coś, przecież tak ważne w tej chwili?! Przyznaję – nie było w tym nic, co mogłoby oczarować i co warto byłoby opowiadać psiapsiółkom. Ale ja nie lubię nosić pierścionków. Przynajmniej tak myślałam. Do czasu.
Kilka miesięcy później (Wtedy – Jeszcze – Nie) Mąż zabrał mnie do kina. Wydarzenie jak jedno z wielu – wpadliśmy do kina w galerii handlowej, ot zwyczajnie. Nie na komedię romantyczną, bo z zasady takich raczej nie oglądamy. Wypad jak wypad.
Na sali ciemno, film się toczy. Popcorn już prawie zjedzony, pęcherz od coca – coli pełny, ale bilet zapłacony, obejrzeć trzeba. Dwoje okularników wpatrzonych w ekran. Nagle on zaczyna grzebać po kieszeniach. Ona ogląda, nie zwracając na niego uwagi. Wtem pada pytanie: „Wyjdziesz za mnie?”, a w jej głowie krótka seria przekleństw z racji znużenia, odpowiada więc na odczepne „No taaak…”, bo ile razy można mówić, pyta o to co chwilę…
A na palec wjeżdża pierścionek. Złoty, piękny, z oczkiem. Pojawia się znienacka, zaskakuje, paraliżuje. Ciało i mózg. Nie lubię pierścionków…
On – aktor. Ona – niedoszła aktorka i wokalistka. Ciemne kino. Za mało funduszy na kolację. Disco Polo na ekranie, zamiast smyczków piosenka:
Chcę pierścionkiem być na twoim palcu mała,
byś mnie ciągle zdejmowała i wkładała.
Na poduszkach moich dłoni chodzić będziesz,
dokąd zechcesz, powiedz tylko, a poniosę,
bądź mi wodą wtedy, gdy spragniony jestem,
kiedy zimno okryj kocem swego ciała
A ciasto z pierścionkiem? Piękna sprawa, móc codziennie mieć na palcu ten dowód uczucia jedynego w swoim rodzaju. Ale prawdę mówiąc, wszystko stało się bez znaczenia – pierścionek, kolacja, skrzypce czy disco polo. Co za różnica, kiedy wiesz, że kochasz i jesteś kochana. I że tak będzie już zawsze. Nie dajcie się zwieść pozorom. Ten wpis zaczął się romantycznie… jednak to nie jego wstęp jest pierwszym rozdziałem naszej historii. Historii o miłości.
Nie musisz być bloggerem, nie musisz mieć talentu pisarskiego! Liczy się Wasza opowieść.

