fbpx

Mamatorka i Mr Right – bajkowe zaręczyny

with 2 komentarze

Opowiem Wam historię pewnej znajomości. Naszej znajomości!

Bohaterowie:
Ona: Mamatorka, która o byciu idealną mamą i żoną nie wie nic, za to wie jak być najlepszą mamą i żoną dla swojej rodziny.
On: Mr Right, starający się ogarnąć szaleństwa swoich dwóch kobiet.
Dopełnienie ich dwojga: Mała Zet, która  w grudniu będzie obchodziła swoje pierwsze urodzinki

Staż znajomości: 6 lat
Staż małżeński: 3,5 roku

Mamatorka i Mr Right

Ciekawi jesteście naszych perypetii małżeńsko-rodzicielskich, wzlotów i upadków? Zapraszam Was na nasz blog mamatorka.blogspot.com, a jeśli jeszcze będzie Wam nas mało to wpadajcie na nasz FB (tam jest dużo tego, czego na blogu nie ma;)

Jak to się stało, że jesteśmy małżeństwem? Przypadkowo ;)

Sylwester. Ja miałam być na zupełnie innej imprezie, on też. W ostatnim momencie oboje zmieniliśmy plany i znaleźliśmy na tej samej domówce. To było nasze pierwsze spotkanie. Standard i nuda,  prawda? No właśnie nie do końca. Jak wyglądała nasza pierwsza rozmowa?

ON: „gdzie mieszkasz” ONA: „niedaleko, na ulicy X, to ulica równoległa do …” ON: „Ja też tam mieszkam”. ONA: „No co ty gadasz, ja tam mieszkam, nie ty”.

Jaka jest szansa, że dwoje ludzi mieszka na tej samej ulicy od urodzenia (dodam, że to krótka ulica, ma może z 200-300m), ma tych samych znajomych, chodziło do tych samych szkół, ale się nie zna? Mało tego, że nie zna – w życiu się nie widziało! Szanse zerowe? Ha, okazało się, że ze mną i Mr Rightem tak właśnie było!

zaręczyny Mamatorki

Okazało się jednak, że od jakiegoś czasu on mieszka za granicą.  Z racji sporej odległości widywaliśmy się niezbyt często. Ja w Polsce, on w Niemczech. Widywaliśmy się w weekendy, dni wolne, święta, więc jak możecie się domyślić, stosunkowo rzadko. Mogłoby się wydawać, że poznawanie siebie było procesem bardzo powolnym. Nic bardziej mylnego. Na szczęście żyjemy w takich czasach, że możliwy jest codzienny kontakt. Dlatego każdy wieczór spędzaliśmy razem. On przed swoim komputerem, ja przed swoim.

Minęło pół roku. Zbliżały się wakacje, pierwsze od momentu, kiedy się poznaliśmy. Zaplanowaliśmy je więc wspólnie. Spakowałam zatem walizkę i pojechałam do Niego. Z racji, że nie potrafimy usiedzieć na miejscu postanowiliśmy zrobić sobie objazdówkę po Bawarii. To był jeden z naszych lepszych pomysł, dzięki, któremu te wakacje były jednymi z najlepszych. Zwiedzaliśmy, spaliśmy w akademiku, innym razem w samochodzie nad samym Jeziorem Bodeńskim. Cudowne wspomnienia.  Tak znaleźliśmy się w Disney’owskim krajobrazie. Neuschwanstein. Mówi Wam to coś? To zamek, najpiękniejszy na świecie i nie podejrzewajcie mnie o stronniczość. Zamek ten jest przecież pierwowzorem zamku Disneya. Nie wierzycie? Pokażę Wam zdjęcia trochę niżej! Ale do rzeczy. Byłam tego dnia średnio zadowolona i przyjemna, ponieważ pogoda nas nie rozpieszczała, ale mimo tego krajobraz był piękny, dużo zieleni, góry, jezioro, no i oczywiście zaczarowany zamek.

Podczas spaceru pod górę (zamek znajduje się na wniesieniu, a w zasadzie na skarpie), on niezwyciężenie próbował tworzyć romantyczny nastrój, a ja usilnie próbowałam go zniszczyć.

ON: „romantycznie tutaj prawda”
JA: „wcale nie jest romantycznie! Jest zimno, kapie deszcz, idę pod górę i jeszcze niosę ciężki plecak na plecach”.

Straszna ze mnie zołza prawda? Najbardziej wkurzał mnie ten plecak! On miał tylko torbę z aparatu a mnie kazał taszczyć plecak! Później dowiedziałam się dlaczego. W torbie na aparat miał skryty pierścionek!

zaręczyny Mamatorki

Wspólnie skierowaliśmy swoje kroki na most, który zawieszony był nad 100-metrową przepaścią. Z mostu rozpościerał się wspaniały widok na zamek, na Alpy, zaparło mi dech. Weszłam na most jako pierwsza, Mr Right trzymał mnie za rękę cały czas. Nagle mnie puścił. Szybko się odwróciłam, ponieważ wiedziałam, że ma lęk wysokości. Zobaczyłam Jego!

On klęczał z pudełeczkiem, a w nim najpiękniejszy pierścionek jaki kiedykolwiek widziałam!

Znaliśmy się dopiero pół roku, a On już wiedział, że jestem tą jedyną. Poprosił mnie o rękę w najpiękniejszym miejscu, jakie można sobie wyobrazić! Znaliśmy się dopiero pół roku! Krótko, może za krótko, ale powiedziałam: TAK. To było pierwsze z najważniejszych „TAK” w moim życiu. To było „TAK”, które zmieniło moje życie na lepsze, które pociągnęło za sobą szereg konsekwencji. Jedna z tych konsekwencji, właśnie klika mi po klawiaturze utrudniając pisanie tego posta.

Ta konsekwencja już niedługo skończy swój pierwszy roczek. Nasza kochana Mała Zet!

Mamatorka, Mr Right i Mała Zet

Dziękujemy Magdzie za opowiedzenie ich pięknej historii zaręczyn i zachęcamy do odwiedzania jej bloga Mamatorka.

To jest post z cyklu „Mocne zaręczyny”. Jeśli chcesz opowiedzieć nam swoją historię napisz do nas na adres blog@mocem.plNie musisz być bloggerem, nie musisz mieć talentu pisarskiego! Liczy się Wasza opowieść.
Chcemy usłyszeć każdą – tą rodem z romantycznego filmu, albo z komedii albo zwyczajną, wyjętą ze środka codzienności.