fbpx

Paula i On – domowe zaręczyny

with 12 komentarzy
Zdecydowanie to jedno z tych słów, które wzbudzają cały wachlarz emocji. Gdy masz piętnaście lat – brzmi jak wyrok śmierci, gdy jesteś koło trzydziestki – zaczynasz bać się, że to już najwyższy czas, by padło.
Domowe zaręczyny
Choć nawiasem mówiąc – są kobiety, u których w słowniku „zaręczyny” nie występują. 
U mnie jak najbardziej występowały. W słowniku, rozumiecie. A ja chciałam, by w końcu wystąpiły też w życiu.
♥ ♥ ♥
Jazda rozklekotanym autobusem w sobotni poranek, gdy za brudną, PKSowską szybą widać tylko równie brudny marzec – nie może być przyjemna. Uczę się zaocznie, w soboty właśnie, i uwierzcie, że taka jazda nie może być spoko. 
Chyba, że spotykasz starą, dobrą znajomą. I chyba, że jesteś kilka dni po zaręczynach właśnie.
– Widziałam na fejsie! – przywitała mnie, gdy tylko naburmuszony kierowca wydał jej resztę. Usiadła w siedzeniu przede mną.
– Noo… – posłałam jej mój najgłupszy, ewidentnie najgłupszy, uśmiech.
Pokaż pierścionek! – posłusznie wykonałam polecenie i zaczęłam oblewać się sosem pomidorowym…to znaczy rumieńcem! Ale bardziej to przypominało ketchup, uwierzcie. 
Po wstępnych oględzinach mojego bajkowego pierścionka i zaniedbanych, połamanych i z odstającymi skórkami,  paznokci, dobitnie rozkazała: 
Opowiadaj!
Miałyśmy spędzić jeszcze godzinę, odbijając sobie tyłki w rozklekotanym PKSie, więc nie miałam innego wyjścia.
♥ ♥ ♥
Tydzień. Cały tydzień chodził jakiś dziwny, nieswój, zamyślony jak Kopernik na obrazach. Pytałam, co mu się tworzy pod czaszką, ale milczał jak grób.
To znaczy myślał, że milczy, bo zadawał mi tak durnowate pytania, że na trzy dni wcześniej wiedziałam już, co się święci.
– A gdybym, teoretycznie, Ci się oświadczył, to zgodziłabyś się? – zapytał, gdy wciskając głowę w poduszkę, odpływałam do słodkiej krainy snu.
– Pewnie – wyszeptałam i poczułam, że endorfina uderza mi do głowy. 
Nie mogłam dać tego po sobie poznać, sami rozumiecie. Więc zasnęłam.
Wiedziałam, że zrobi to w sobotę, bo w kółko mówił, że ma niespodziankę. Jak ośmiolatek bawił się w zgadywanie, obczajacie? Stary chłop, a bawił się ze mną w zgadywanie. A ja udawałam głupią i wymyślałam, co mi śliną na język przyniesie. Był szczęśliwy jak dziki osioł, bo nie zgadłam, że biega o zaręczyny.
A ja wiedziałam. Tylko bałam się wypowiedzieć to na głos, żeby nie zapeszyć. Nawet mamie nie powiedziałam.
Tylko że… sobota potoczyła się swoim torem. Pojechałam na zajęcia, wróciłam, zjadłam kanapkę. Zrobił się wieczór i… Nic się nie zadziało, nic! 
Chłop mój już nie bawił się w zgadywanie, nie nawijał o niespodziance – jakby ostatnich kilku dni nie było. Nie było, czaicie?! 
Więc pomyślałam, pal licho, pomyliłam się.
I właśnie wtedy to się stało! Nagle wszedł do salonu, z wielkim bukietem róż, a ktoś inny wystrzelił racę. Chyba. Wiecie, taką z płatkami róż. A ja siedziałam na kanapie, bez makijażu i w spodniach od piżam! Co za wstyd. 
Obok mnie mama, która, jak się później okazało, we wszystko była wtajemniczona. Zdrajczyni! I nasz synek, niczego nieświadomy. 
Podszedł do mnie i klęknął, a ja dojrzałam jego krzywo przystrzyżone włosy. Dzień wcześniej, gdy byłam już zmęczona jak koń po westernie, dręczył mnie o obcięcie włosów. Już wiedziałam dlaczego. 
Miał na sobie swoją jedyną koszulę i dżinsy. Wyglądałam przy nim komicznie, z nieładem na włosach i bez tuszu na rzęsach, który zmyłam. Oczy mu błyszczały, jak wtedy, gdy przychodził na nasze pierwsze spotkania. 
Gdy padło wiekopomne pytanie, głos mu zadrżał. Był bezbronny. Mój chłop, bezbronny. Nie mogłam uwierzyć. I nie pytaj, czy się zgodziłam, bo to oczywiste jak mleko do kakao. 
Ktoś robił zdjęcia, ktoś inny otworzył szampana. Nagle w pokoju zrobiło się ciasno i wszyscy domownicy już po chwili pili nasze zdrowie. 
Wyszliśmy na papierosa. 
– Naprawdę chcesz, żebym została Twoją żoną? – zapytałam, wydmuchując papierosowy dym.
– Naprawdę. – odpowiedział z odzyskaną już pewnością siebie. 
♥ ♥ ♥
– I co, i co, kiedy ślub? – dopytywała moja stara, dobra znajoma, a ja tylko głupio się uśmiechnęłam. 
I ewidentnie to był mój najgłupszy uśmiech.
♥ ♥ ♥
– A co, gdybym się nie zgodziła? – zapytałam, gdy pełni emocji zasypialiśmy.
– Daj spokój! Miałem już nawet nie zdejmować kurtki, bo od razu bym wyszedł? Dobrze, że się zgodziłaś. – pogłaskał mnie po włosach.
I zasnęliśmy.
Domowe zaręczyny
Dziękujemy Pauli za opowiedzenie historii zaręczyn i zachęcamy do odwiedzania Rudej Bloga, którego pisze. Tam poznacie dalszą część powyższej opowieści. Wcale nie tak oczywistą, jak może się Wam wydawać.
To jest post z cyklu „Mocne zaręczyny”. Jeśli chcesz opowiedzieć nam swoją historię napisz do nas na adres blog@mocem.pl. Nie musisz być bloggerem, nie musisz mieć talentu pisarskiego! Liczy się Wasza opowieść.
Chcemy usłyszeć każdą – tą rodem z romantycznego filmu, albo z komedii albo zwyczajną, wyjętą ze środka Waszej codzienności.
Follow Olborska:

Blogerka i projektantka Mocem

Jestem Ewa, żona Piotra. Piszę o kreatywnych ślubach i późniejszym szczęśliwym życiu. W moim sklepie znajdziesz produkty dla małżonków, koszulki dla par i akcesoria ślubne. Bestsellerem stały się puzzle z pytaniem o świadkowanie.