Mit o dwóch połówkach pomarańczy

with 13 komentarzy
Szukając miłości swojego życia, szukamy „swojej drugiej połówki”. Wiążemy się, po czym dostrzegamy, że jednak nie jesteśmy tacy sami. Nie jesteśmy swoimi połowami. Czy to oznacza, że do siebie nie pasujemy? Czy w tym momencie powinien skończyć się każdy związek?
Mit o dwóch połówkach pomarańczy

Zacznę od obalenia mitu o dwóch połówkach owocu

Nikt z nas nie jest niczyją połową. Każdy człowiek jest całością, pełnią samego siebie. Nie ma sensu szukać swojej drugiej połowy, ona nie istnieje. Dlaczego? Bo bycie czyjąś połową, oznaczałoby, że jesteśmy niemal tacy sami. A nie jesteśmy. I nie mamy prawa wymagać od naszej żony czy męża, aby był identyczny jak ja. Nie jest i nie będzie. Lepiej, żeby nie był. Niech każdy pozostanie sobą. Co więcej, niech coraz bardziej staje się sobą.
 
Im szybciej uzmysłowimy sobie, że nasz partner nie jest naszą kopią, tym szybciej pozbędziemy się pewnych złudzeń. Nie jesteśmy swoimi klonami, więc nie musimy lubić tego samego, myśleć tak samo, możemy mieć różne opinie i poglądy. Nie możemy wymagać od współmałżonka, że będzie się zawsze domyślał, co mam na myśli. Z czasem może się nauczy, ale nie siedzi w naszym umyśle.
 
Bez względu na to, jak jesteśmy podobni, nigdy nie będziemy identyczni. Zawsze będą miedzy nami różnice, choćby te wynikające z bycia mężczyzną i kobietą, o czym pisałam ostatnio tutaj. Nie ma sensu szukać swojej drugiej połowy. Jak więc wybierać partnera na całe życie i stworzyć z nim udany związek? Jak to zrobić, skoro nie ma żadnych połówek i nie wiadomo, czym nasz związek ma być (gdybyśmy byli połówkami jabłka, to nasz związek byłby po prostu jabłkiem,czyż nie?)?
 
Nie mam na to żadnego niezawodnego przepisu. Ile par, tyle porad i mniej lub bardziej sprawdzonych wskazówek. Nie ma żadnych wytycznych. że musicie być do siebie podobni w tym czy tamtym, albo macie się koniecznie różnić  w pewnych kwestiach. Możecie być z kimkolwiek, z kim Wam dobrze i z kim chcecie spędzić życie. Ważniejsze od tego, kim byliście przed poznaniem się, jest to, kim będziecie w związku. Nie chodzi mi o to, żeby się diametralnie zmieniać i stawać kimś innym (choć i takie historie się zdarzają i kończą happy endem), ale o wzajemne dogadywanie się.

Możecie być gruszką i kiwi, możecie do siebie zupełnie nie pasować na pierwszy rzut oka, ale to nie przeszkadza w byciu świetną parą.

Przez codzienne docieranie się, poznawanie, przez pracę nad sobą i nad związkiem. Kiedy tak codziennie gruszka z kiwi się docierają, powstaje sok. Nasz związek ma być właśnie takim sokiem powstałym z docierania się dwóch, zupełnie różnych owoców – męża i żony.