fbpx

Nauka języków obcych w małżeństwie

with 4 komentarze

Jako kobieta i mężczyzna mówimy czasem innymi językami. Żeby było nam łatwiej, uczymy się siebie nawzajem. Czasem musimy się przestawić na język miłości, który bywa trudny. Dzisiaj jednak nie o tym, a o językach innych krajów.

nauka języków obcych w małżeństwie

Nie jestem fanką nauki języków obcych, ale wiem, że w dzisiejszych czasach to podstawa. Wszyscy muszą znać przynajmniej angielski, to już nie podlega wątpliwości. Wspominałam już, że w małżeństwie kobieta i mężczyzna się uzupełniają. Podobnie jest u nas jeśli chodzi o języki obce.

Piotrek na co dzień pracuje w międzynarodowym towarzystwie i dość swobodnie posługuje się angielskim. Mi tej swobody w mówieniu bardzo brakuje, ale rozumiem, co czytam, a to mi obecnie wystarczy. Myśląc o kolejnych językach, mnie ciągnie do włoskiego, francuskiego i hiszpańskiego. Mój mąż myśli bardziej praktycznie – skoro poświęcił kilka lat w szkole na naukę niemieckiego, woli do niego wrócić i doszlifować już wstępnie poznany język.

W dzisiejszych czasach mamy na szczęście dużo różnych możliwości nauki. Nie musimy chodzić na zorganizowane grupowe zajęcia do szkoły języków obcych, żeby je poznać. W pewnym sensie, czasem w ogóle nie musimy się uczyć w klasyczny sposób. Angielski otacza nas, ludzi internetu, codziennie i tylko od nas zależy, jak go wykorzystamy (i czy będziemy w ten sposób odkrywać inny język).

Lubię niestandardowe metody „nauki”, które jej wcale nie przypominają

Możemy czytać w obcym języku poważne, naukowe czy biznesowe teksty, ale także blogi nastolatków, możemy oglądać filmy – pełnometrażowe, seriale, filmiki instruktażowe czy motywacyjne. Jest to o tyle fajne, że nie trzeba rzucać się od razu na głęboką wodę. Można najpierw osłuchać się z językiem przy polskich napisach, później włączyć napisy w tym samym języku, w którym mówią aktorzy, a dopiero na końcu postawić na oryginalne filmy. To jedna z naszych najczęstszych rozrywek, więc muszę się w końcu przemóc.

Pojawia się na rynku coraz więcej aplikacji, także na smartfony, umożliwiających naukę. Wprowadzona gamifikacja, zbieranie punktów i konkurowanie ze znajomymi (albo małżonkiem) daje dodatkową motywację. Nauka przez zabawę jest dostępna dzisiaj nie tylko dla dzieci.

Jeśli chodzi o internet to szkoda byłoby nie wykorzystać jego największej zalety – jest globalny i umożliwia szybki kontakt ludzi z całego świata. Indywidualna nauka języka angielskiego z lektorem jest możliwa do zrealizowania w zaciszu Twojego domu, nawet jeśli korepetytorem jest native speakerem z innej części świata. Warto skorzystać z platformy Preply, gdzie w jednym miejscu zgromadzeni są nauczyciele z różnych krajów. Niewątpliwą zaletą jest zróżnicowana oferta cenowa. Możesz wybrać doświadczonego kilkudziesięcioma latami pracy nauczyciela akademickiego, specjalistę w języku branżowym albo studenta, który chce sobie po prostu dorobić. Wszystko zależy od Ciebie. Może nowa znajomość okaże się bardziej wartościowa niż Ci się wydaje?

nauka języków obcych w małżeństwie

Dla mnie najbardziej „naturalnym” sposobem jest wyjazd za granicę na wakacje. Przez ten stosunkowo krótki czas po prostu musisz mówić w innym języku. Jest o tyle fajne, że jeśli nie jedziesz do Anglii uczyć się angielskiego, tylko gdzieś indziej, jest szansa, że dla osób, z którymi będziesz rozmawiać to też nie będzie ojczysty język. Dla mnie póki co jest to zaleta. Wiem, że oni też się trochę stresują i tak jak ja, mogą robić błędy. :) Na wyjazdach z resztą póki co mam wielkie oparcie w Piotrku i spokój, że on się dogada, jak będzie taka potrzeba.

To jest super – małżeńskie uzupełnianie i wykorzystywanie swoich umiejętności. Razem po prostu możemy więcej!

Ostatni sposób, jaki przychodzi mi do głowy, to mówienie w innym języku w domu. Mieliśmy kilka podejść, ale nigdy nam się nie udało w końcu zrealizować takiego dnia. Może lepiej zacząć od godziny? Próbowaliśmy kiedyś czegoś takiego, będąc w sklepie odzieżowym. Było dość swobodnie do czasu, kiedy byłam w przymierzalni. Mówiliśmy trochę głośniej, żeby się słyszeć.

Zabawa się skończyła, kiedy zamiast powiedzieć „Don’t scream”, rzuciłam lekkim tonem: „Oh, come on, Honey, don’t screw”. Od tej pory nie rozmawiamy po angielsku w miejscach publicznych. :)

Na koniec taka krótka myśl dla wszystkich osób,które nie znalazły jeszcze swojego życiowego partnera. Im więcej języków znasz, tym większa liczba osób, z którymi możesz się spotykać i stworzyć rodzinę, czyż nie? :)

A jak u Was wygląda ta kwestia? Uzupełniacie się czy mówicie tak samo? W jaki sposób uczycie się nowych języków? Korzystacie w tym celu z najnowszych technologii i internetu?


Wpis powstał we współpracy z platformą Preply