Zamieszkanie razem bez ślubu – nie popieram

with 37 komentarzy

Wspólne mieszkanie chłopaka i dziewczyny przed ślubem w niektórych kręgach jest przyjmowane jako pewnik, w innych nikt go nawet nie bierze pod uwagę. Najbardziej burzliwie robi się gdzieś pomiędzy, gdzie spotykają się ludzie, którzy nie mają w tym temacie kategorycznego zdania a jedynie masę wątpliwości. Kontrowersje pojawiają się zawsze tam, gdzie jest dyskusja między dwoma różnymi zdaniami.

zamieszkanie razem bez ślubu

Mimo sprzyjających warunków, nawet nie rozważaliśmy zamieszkania razem (o czym już pisałam). Według nas nie jest to sposób na przygotowanie do małżeństwa. Wspólne zamieszkanie czasem wręcz przeszkadza w lepszym poznaniu się. Owszem, widzimy się w codziennych domowych sytuacjach, poznajemy swoje przyzwyczajenia i odruchy, ale często na tym się kończy. Ludzie zatrzymują się właśnie na poziomie obowiązków domowych, sprzątania i organizacji swojego życia, a przestają rozmawiać o sobie i związku – swoich pragnieniach, oczekiwaniach (chyba, że chodzi o zmywanie po sobie itd.), marzeniach i planach na przyszłość.

Ponadto przyzwyczajają się do siebie na tyle, że ewentualne rozstanie, gdyby rzeczywiście było najlepszym rozwiązaniem, będzie dużo trudniejsze niż w przypadku oddzielnego mieszkania.

Dla nas ślub był bardzo ważnym wydarzeniem i nie chcieliśmy go sprowadzać do pięknej ceremonii, imprezy i góry prezentów. Chcieliśmy, żeby zmienił całe nasze życie, a nie tylko sprzęty AGD i tak właśnie było.

Wspólne mieszkanie jest czymś, co wyróżnia małżeństwo i jest specjalnie dla niego zarezerwowane (jak seks)

Nie jest to popularna opinia w dzisiejszych czasach. Zastosowanie się do niej nie jest łatwe, ale naszym zdaniem warto. Nie popieramy wspólnego mieszkania przed ślubem. Na pewno jest to miłe, wygodne i fajne, ale nie do końca dobre. Tak sądzę. I mój mąż też.

No i jest grzechem. Tak, z tym tez się zgadzam i to też był jeden z argumentów, dla których nie braliśmy pod uwagę tego, żeby Piotrek się do mnie wprowadził. Na naszym małżeńskim łóżku pierwszy raz spaliśmy dopiero nad ranem po weselu. :)

Podsumowując, nie mieszkaliśmy razem przed ślubem, nie popieramy tego, nie polecamy i uważamy to za niestosowne.

Niestety żyjemy w świecie, w którym coraz mniej osób się z nami zgadza. Zamieszkanie razem wpisało się jakby w poziomy zacieśniania znajomości gdzieś pomiędzy chodzeniem ze sobą a ślubem. Dla wielu osób jest to pewnik i oczywisty krok. Dla wielu naszych znajomych i członków rodziny także.

Moglibyśmy za każdym razem wypominać im wszystkim, że robią źle. Moglibyśmy przekonywać i pokazywać naszą dezaprobatę. Moglibyśmy, ale stracilibyśmy przyjaciół szybciej niż ich zyskaliśmy.

Moglibyśmy zamknąć się w środowisku, które się z nami zgadza i żyć jak w bańce mydlanej. Odciąć się od wszystkich, którzy mają inne zdanie. Być może byłoby pięknie, ale nie byłoby to prawdziwe. I chyba nie byłoby nawet możliwe.

Rzeczywistość jest inna. Wokół nas jest mnóstwo osób, z którymi się nie zgadzamy i ciężko tego nie zauważyć.

Widzę ludzi, którzy myślą i żyją inaczej. A ja żyję wśród nich. Nie z boku, nie poza nimi, tylko razem. I choć się nie zgadzamy, szanuję ich zdanie. Wolę być blisko, rozmawiać, mieć szansę na pokazanie innego życia, niż odseparować się. To nie ma sensu. Nie uważam się lepszą ani gorszą. Nie potępiam nikogo za inne podejście do życia. Rozumiem, że ktoś może myśleć inaczej. Ja też kiedyś tak myślałam. I zmieniłam zdanie.

Przyjmujemy do wiadomości, że chyba jesteśmy w mniejszości, jeśli chodzi o podejście do wspólnego mieszkania. Ludzkie historie są bardzo różne. Każda decyzja z czegoś wynika. Być może, gdyby moje życie wyglądałoby inaczej, spotkałabym na swojej drodze inne osoby, moje zdanie w tym temacie byłoby odwrotne. Nie wiem. Przypuszczam, że mogłoby tak być.

Fakt, że kiedyś ludzie zamieszkali razem, nie oznacza, że dzisiaj zrobiliby to samo. To mogła być ich droga do nawrócenia. Mieszkanie razem przed ślubem to czas młodości i popełniania błędów. Nie oceniam ludzi, którzy się na to zdecydowali. Zrobili to z różnych względów. Mimo tego, że jestem przeciwna mieszkaniu razem chłopaka i dziewczyny, to byłabym w stanie wymienić kilka sytuacji, w których bym to rozważyła. Jasne, byłyby to skrajnie trudne i dziwne sytuacje, ale życie jest nieprzewidywalne i takie właśnie totalnie zagmatwane rzeczy się dzieją.

Czasem nawet rozumiem osoby, które razem mieszkają. Ja bardzo czekałam na ten moment, kiedy będziemy na co dzień żyć razem, a oni mają to wcześniej. Niby pojawia się pytanie o większe dobro, moralność, grzech itd. ale tak po ludzku patrząc, to wspólne poranki, obiady i zasypianie są po prostu miłe. Nie trzeba już do siebie jeździć, nie trzeba wracać do domu. Chwilami zazdroszczę ludziom innych poglądów, bo wydaje mi się, że mają trochę łatwiejsze życie. :)

zamieszkanie razem bez slubu

Powyższe przemyślenia (i milion innych) pojawiły się po publikacji przedostatniego wywiadu z serii „Mocne małżeństwo” i komentarzy pod nim. Za każdym razem, kiedy para w odpowiedzi na pytanie dotyczące przygotowania do małżeństwa wspomina o wspólnym zamieszkaniu (dotychczas tylko 2 razy na 18 tekstów!), mam moralny dylemat, co z tym zrobić. Mogłabym nie publikować w ogóle, poprosić o usunięcie tego zdania albo wrzucić na bloga tekst, który otrzymałam taki, jaki jest. Wybrałam ostatnią opcję. Dlaczego? Bo nie widzę sensu w cenzurowaniu wywiadu. Wtedy straci on dla mnie wartość, bo nie będą to opinie konkretnych osób. Nie odrzuciłam tych tekstów, bo pomyślałam sobie, że tak też jest w życiu. Jesteśmy otoczeni przez ludzi o różnych poglądach, często są to bardzo bliscy ludzie, których lubimy i cenimy. Nie wyobrażam sobie przekreślić jakiejś znajomości przez to, że ktoś myśli inaczej. A takie odrzucenie tych tekstów byłoby dla mnie czymś podobnym.

I chociaż ja i Piotrek mamy dość konserwatywne poglądy co do mieszkania razem przed ślubem, Mocem nie jest blogiem tylko dla takich osób. Chcemy pokazywać nasze zdanie, ale nie narzucać go innym. Chcemy, żeby czytali nas różni ludzie, także tacy, z którymi się nie zgadzamy. A może nawet szczególnie oni, żeby mieli szansę zobaczyć inne podejście do związku i małżeństwa. Publikując odpowiedzi różnych osób, z którymi się nie utożsamiam, uchylam im delikatnie furtkę i zapraszam. Zawsze jednak we wprowadzeniu podkreślam, że mamy z Piotrkiem inne zdanie.

Możecie się ze mną nie zgadzać. Macie do tego prawo. Szanuję Wasze zdanie i wciąż Was lubię. :)

Jeśli oczekujecie spojrzenia tylko z jednej strony, jeśli przeszkadza Wam moja otwartość na dyskusję i inne opinie, na pewno znajdziecie coś dla siebie wśród blogów, które polecałam. Wiele z nich to blogi nastawione na chrześcijańską wizję związku. Moja też jest taka, ale z blogiem chcę docierać do różnych ludzi. Pisząc bardzo kategorycznie, bez cienia zrozumienia odmiennych opinii, moimi czytelnikami byliby tylko wierzący i zaangażowani katolicy, a dla nich powstało już wiele miejsc w sieci, które bardziej dosłownie piszą o duchowości małżeńskiej. Dla takich osób „pomiędzy” jest mniej treści o wartościowych związkach.

Na koniec ciekawostka a propos całego cyklu wywiadów „Mocne małżeństwo”. Dotychczas pojawiło się 18 tekstów (2 moich nie liczę). Póki co 5 par wspomniało o mieszkaniu przed ślubem w pytaniu o przygotowanie do małżeństwa, z czego 2 pary uznały, że jest to dobry sposób. Reszta, czyli 3 pary, napisała, że wspólne mieszkanie nie przygotuje nas do życia po ślubie. Dwa małżeństwa mówiły o tym z własnego doświadczenia – owszem, mieszkali razem, ale nie uważają, żeby to ich lepiej przygotowało. Reszta par w ogóle nie odnosiła się do mieszkania (lub nie) przed ślubem.

Możecie mi zarzucać, że jestem niekonsekwentna. Możecie uważać, że nie powinnam publikować wypowiedzi osób, z którymi się nie zgadzam. Ba! Możecie nawet podejrzewać, że jednak się z nimi zgadzam. Nic na to nie poradzę. Ale zapewniam, że nie opublikuję wszystkiego, co mi ktoś podeśle (albo będzie chciał za to zapłacić). Mam dość konkretne granice, których nie przekroczę.