fbpx

Co by było gdyby

with 5 komentarzy
Ostatnio miałam problemy z zaśnięciem. Trochę rozregulowałam sobie dobę nocnymi poszukiwaniami wordpressowego szablonu. Leżałam po kilka godzin, kręcąc się w łóżku z myślami galopującymi wokół przeróżnych rzeczy. Myślałam o naszych planach, o blogu, o ślubnych prezentach, jakie kupimy dwóm parom, o moich weselnych kreacjach, o naszych wakacyjnych wyjazdach.
co by było gdyby
Wczoraj w końcu zaklepaliśmy wycieczkę. Postanowione. Lecimy na Teneryfę! :) Jaram się jak głupia, bo nigdy nie byłam na takich typowych zagranicznych wczasach z zapewnioną słoneczną pogodą. Ale oprócz dzikiej radości, pojawiają się w mojej głowie pytania i wątpliwości.
 
Czy nie będę się bała lotu samolotem? Co jeśli jednak będzie strasznie? A jak zgubimy bagaż? Co jeśli upały jednak nie są dla nas? Czy na Wyspach Kanaryjskich są rekiny? W co ja się spakuję? Czy jest sens kupować wycieczki organizowane przez biuro czy lepiej na własną rękę?
 
I tak sobie leżałam i myślałam o tych wszystkich pierdołach, rzeczach miłych i niektórych strasznych (jak rekiny). Mimowolnie zaczęłam sobie wyobrażać piękne widoki, jakie zobaczymy. I klify Los Gigantes, które będziemy mieli całkiem niedaleko od hotelu.
 
I wtedy stała się rzecz straszna. Tak sobie myślałam, że stoimy na krawędzi takiego klifu i wyobraziłam sobie, jak Piotrek się potyka i spada. Mimo tego, że chrapał obok mnie, ogarnęło mnie takie przerażenie, że aż się zdziwiłam. Dłuższą chwilę zajęło mi uspokojenie walącego serca. Teraz na samo wspomnienie tamtego wyobrażenia, robi mi się słabo.
co by było gdybySytuacja abstrakcyjna. Nie wiem, czy często się zdarza, żeby ktoś tam spadał. Przecież wystarczy nie podchodzić za blisko. Było to tylko wyobrażenie moich zmęczonych bezsennością myśli, a ja i tak miałam ochotę się popłakać.

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuje żona, która traci swojego męża, ale sama myśl była wystarczająco okropna.

To jest chyba mój największy lęk, że kiedyś Go może zabraknąć. Że wypadki się zdarzają, że nie wiem, czy dzisiaj nie potrąci go auto w trakcie powrotu z pracy. Samo pisanie tego wydaje mi się straszne.
 
Takie momenty strachu o Niego, momenty irracjonalne jak ten upadek z klifu nocą, pokazują mi dwie rzeczy. Po pierwsze to, jak bardzo Go kocham. Po drugie przypominają mi, że śmierć jest jedną z niewielu pewnych rzeczy na świecie. Nikt jednak nie zna dnia, kiedy nadejdzie.

Dlatego każda chwila jest ważna. Bo kolejnej może nie być. 

Też tak czasami macie, że mimowolnie wyobrażacie sobie jakieś tragedie? Mam koleżankę, która też tak ma, więc podobno to się zdarza… ;)
Follow Olborska:

Blogerka i projektantka Mocem

Jestem Ewa, żona Piotra. Piszę o kreatywnych ślubach i późniejszym szczęśliwym życiu. W moim sklepie znajdziesz produkty dla małżonków, koszulki dla par i akcesoria ślubne. Bestsellerem stały się puzzle z pytaniem o świadkowanie.