„Dom jest tam, gdzie jest Twoje serce”

with Brak komentarzy
Mądre cytaty o miłości, domu i rodzinie uwielbiam na typograficznych plakatach. Są obłędne, nadają wnętrzu nowoczesności, ale i duszy. Tego czegoś. Mówią wiele o domownikach, wprowadzają gości bardziej do środka mieszkania, tam, gdzie poza obowiązkami pojawia się czułość i delikatność, gdzie znikają wszelkie maski i pozory, gdzie przebieramy się w wygodne, powyciągane ciuchy i zmywamy makijaż.
Dom jest tam, gdzie jest Twoje serceMarzy mi się taki plakat, ale mam z tym pewien problem. Nie mogę się zdecydować! Ogólnie czesto nie mogę się zdecydować, na szczęście głównie w takich najprostszych sprawach. Przeglądałam mnóstwo posterów, próbowałam sama zaprojektować idealny. Nie wychodziło. Już wiem, dlaczego. Nie potrafiłam wybrać odpowiedniego cytatu do naszego domu. Takiego, który byłby bardzo nasz. Mamy sporo takich „naszych” przedmiotów i to jest bardzo fajne. Wspólne zdjęcia (w końcu zawisły na ścianie, jeeeej! :D), porcelanowa figurka ze ślubnego tortu i kilka innych gadżetów. Hasło widniejące na posterze musi być częścią tej całej układanki. Powinno wyrażać jakąś bliską nam rzeczywistość. Większość cytatów brzmi bardzo mądrze i pięknie, ale powtarzane po stokroć stają się wytartym frazesem. Nie mają właściwego znaczenia. Są mądrością świata lub konkretnej osoby, ale nie naszą. Muszą zaistnieć w naszym życiu. Muszą być zrozumiane po swojemu.
 
Każdy człowiek to osobna historia. Jedyna i niepowtarzalna. Miłość dwojga ludzi łączy dwie oddzielne opowieści i splata je w coś nowego. Pary mają swoje piosenki, ale i swoje cytaty, które towarzyszą im niemal od zawsze lub pojawiają się przy różnych wydarzeniach. Utrwalają się przez swoją autentyczną powtarzalność lub przemawiają głęboko do serca. Wślizgują się tam, delikatnie muskając najmniejsze jego cząstki lub wdzierają nieproszone z gwałtownością wiosennej burzy i już zostają na stałe.
Dom jest tam, gdzie jest Twoje serce

Dom jest tam, gdzie jest Twoje serce.

Zrozumiałam to kilka dni temu, kiedy wracałam z pracy. Nie jest to może hasło, które widziałabym na ścianie naszego pokoju, ale jest mi bliższe. Było ciemno i zimno. Ludzie kulili się w ramionach, chowali w swoich płaszczach i szalikach. Centrum miasta, dużo samochodów, korki na ulicach, tłumy na przystankach. Chciałam być już w domu. Nie tylko dlatego, że było mi zimno, ale to spotęgowało wszelkie odczucia. Przypomniałam sobie wiosnę, kiedy pracowaliśmy z Mężem blisko siebie. Razem jeździliśmy do pracy i razem z niej wracaliśmy. Powroty nie były pospieszne. Często jedliśmy obiady na mieście. Kiedy w autobusie był tłok, czekaliśmy na następny. Nie biegliśmy na tramwaj. Wybieraliśmy najwygodniejsze trasy.
 
Mój powrót do domu kończył się z pierwszym pocałunkiem. Bywałam zmęczona, czekałam aż położę się na kanapie, ale wspólne powroty nie były tak męczące. Droga nie dłużyła się, nie była nieznośna.
 
Teraz wracam sama. Widzimy się dopiero w przedpokoju mieszkania. Dom jest tam, gdzie jest moje serce. Mój dom jest tam, gdzie Piotrek. Lubię nasze mieszkanie, ale to nie ono jest gwarantem „domu”. Kiedyś, mam nadzieję, że się przeprowadzimy, ale nigdy nie chcę mieć domu z kimś innym.