fbpx

„Odtąd jedno, choć nadal dwoje”

with 5 komentarzy

Chociaż w małżeństwie „dwoje staje się jednym ciałem”, to wciąż są to dwie oddzielne osoby. Z jednej strony „już nie ja, ale my”, z drugiej jednak wciąż każdy z małżonków jest ważny – każdy oddzielnie, jako indywidualna jednostka. Ten tekst jest uzupełnieniem ostatniego artykuły o tytule „Razem, ale osobno”.

Odtąd jedno, choć nadal dwoje - Jan Paweł II

Po tamtym wpisie mogliście odnieść wrażenie, że uważam, iż będąc po ślubie, nie można mieć swoich spraw. A tak nie jest. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że trzeba mieć „coś swojego”. Byle nie było to coś, co nas zaczyna oddalać od męża czy żony i działa na niekorzyść naszego związku. Relacja małżonków jest ważniejsza niż realizacja własnego hobby (no chyba, że mówimy o chorobliwym ograniczaniu drugiej osoby, ale to jest inny temat).

Warto mieć „coś swojego” – dzięki temu stajemy się bardziej wartościowi i ciekawsi dla współmałżonka

„Coś swojego”, czyli co? Na przykład:
  • hobby,
  • projekty biznesowe oparte na zainteresowaniach,
  • praca dobroczynna,
  • nauka nowych rzeczy,
  • praca nad sobą w danej dziedzinie,
  • czas dla siebie i swoje rytuały.

Ludzie z pasją są bardziej pociągający. Po ślubie to się nie zmienia. Nie wystarczy raz do siebie przyciągnąć chłopaka czy dziewczynę i zaciągnąć do ołtarza. Trzeba tę drugą osobę pociągać codziennie. I trzeba mieć czym. Nie można przestać dbać o swój wygląd zewnętrzny, ale także, a nawet przede wszystkim, o swoje wnętrze (rozumiane w każdy możliwy sposób).

Rozwijanie swoich zainteresowań, poświęcanie czasu na własne projekty, praca nad sobą w zakresie organizacji zadań, wyrabiania nawyków czy duchowości wpływa także na współmałżonka. Mobilizuje, ale i interesuje. Sprawia, że ciągle mamy o czym rozmawiać, że pojawiają się między nami nowe tematy, że się nie nudzimy sobą.

Samorozwój to sposób na nudę i rutynę w związku

Jeśli coś w Twoim małżeństwie jest nie tak, zacznij zmiany od siebie. Z jednej strony dlatego, bo nikt nie jest idealny i problemy nigdy nie biorą się tylko z powodu jednej osoby. Z drugiej zaś po to, by właśnie zainspirować współmałżonka i razem zacząć naprawiać wspólne życie. Pracując nad sobą, zmieniasz się. Każda, nawet najmniejsza, zmiana jest przełamaniem rutyny i potrafi odświeżyć relację. I to jest dobre.

Im każde z nas jest lepszym człowiekiem, tym lepsze tworzymy małżeństwo. To, co wnosimy do związku jako jednostki, ubogaca go.

Robiąc różne rzeczy oddzielnie, kreujemy nowe tematy do rozmów, które poszerzają nasze horyzonty. Dzięki temu widzimy więcej. Jasne, o tym, co się razem przeżywa, też się fajnie rozmawia, ale warto czasem zmienić perspektywę i poznać coś zupełnie nowego.

Nie da się wszystkiego robić zawsze razem. Ja przyznaję, że miewam tendencję do tego, żeby jak najwięcej spraw załatwiać wspólnie – jedzenie, sprzątanie, zakupy, oglądanie seriali, spotkania ze znajomymi, odwiedziny u rodziny. A tak się nie da. I tak w 100% to chyba też nie jest wcale dobre. Kiedy Piotrek mi o tym przypomina, czasem robi mi się przykro, ale wiem, że ma rację.

Gdybyśmy wszystko robili razem, uzależnilibyśmy się od siebie. A w małżeństwie przecież nie o to chodzi, żeby nie móc bez siebie żyć, ale żeby nie chcieć. :) Bo życie we dwoje to nie przymus, a wybór.

Jedność małżeńska wcale nie pozbawia małżonków indywidualizmu osobowości ani prawa do prywatności

Czas spędzany sam na sam ze sobą jest bardzo ważny. Dla nas samych, ale i dla naszej rodziny. Każdy człowiek go potrzebuje, chociażby na poukładanie w głowie pewnych rzeczy, o których potem chciałoby się porozmawiać. Dla jednych będzie to moment odpoczynku i wytchnienia, dla innych chwila rozrywki, jeszcze inni spędzą ten czas na rozmyślaniach czy modlitwie. Dzięki niemu mamy szansę spojrzeć na niektóre rzeczy z dystansem albo po protu „naładować akumulatory” i zatęsknić za rodziną, by móc dawać im znowu 100% siebie. Bo żeby dawać, trzeba coś w sobie mieć, coś, co czasem trzeba na nowo odkryć albo pobudzić.

Odtąd jedno, choć nadal dwoje - Jan Paweł II

Chociaż po ślubie stajemy się rodziną, jednoczymy się jako mąż i żona, to wciąż jesteśmy dwoma osobami. Każdy ze swoimi przyzwyczajeniami, opiniami i swoją historią. Po ślubie nasze mózgi nie łączą się cudownie w jeden (dzięki Bogu!), nasze myśli i osądy się wcale nie synchronizują (choć czasem mogłoby to wiele ułatwić), a życie codzienne to pasmo starć i ciągłego docierania – nie jesteśmy identyczni. Ba, jesteśmy kobietą i mężczyzną – bardzo się różnimy. I to już jest wystarczający argument, by podkreślać odrębność i indywidualizm żony i męża. A skoro jesteśmy różni, to mamy prawo do własnych spraw, które są częścią naszego wspólnego życia.

Przebywając ze sobą non stop, przejmujemy powoli swoje zachowania. Coraz lepiej się rozumiemy i w pewnym sensie stajemy się do siebie coraz bardziej podobni. Myślę, że ma to też związek z naszą tożsamością płciową. Potrzebujemy czasu nie tylko sam na sam ze sobą, ale także takiego na spotkania z ludźmi tej samej płci. Babskie ploty i męskie piwo po pracy są potrzebne do bycia lepszą kobietą i lepszym mężczyzną – a co za tym idzie, do bycia lepszą żoną i lepszym mężem. Zgodzisz się ze mną? Chodzi oczywiście o takie dobre, budujące spotkania.

Zagadnienie jedności i odrębności w małżeństwie ma dla mnie charakter niemal dogmatyczny. Taka trochę tajemnica. :)

Kiedy staram się ją zdefiniować i opisać, zaczynam  czasem sobie świadomie zaprzeczać, wiedząc, że tak naprawdę jedno drugiego nie wyklucza. Układam zdania, które tylko częściowo oddają moje zrozumienie tematu. I chociaż staję na rzęsach, by wszystko było składne i logiczne, nie zawsze takie jest (patrz przykład ostatniego wpisu, który chyba nie do końca został dobrze odebrany).

I w takich momentach, kiedy sama gubię się w swoich przemyśleniach, na nowo zadziwiam się małżeństwem. Bo niby to takie proste – kochamy się, pobieramy i żyjemy sobie razem jako mąż i żona, raz lepiej, raz gorzej. A kiedy się zaczniemy nad tym zastanawiać, rozkładać na czynniki pierwsze naszą relację, instytucję samą w sobie i różnice między płciami, to wszystko staje się fascynująco złożone i pełne sprzeczności, której jednak się uzupełniają i są niesamowicie kompatybilne.

Cytat Jana Pawła II z tytułu tego wpisu jest jego idealnym podsumowaniem.

Mam nadzieję, że teraz nikt mi już nie zarzuci, że przesadzam z tą jednością w małżeństwie. ;)

A jak wyglądają Twoje przemyślenia w tym temacie?

Follow Olborska:

Blogerka i projektantka Mocem

Jestem Ewa, żona Piotra. Piszę o kreatywnych ślubach i późniejszym szczęśliwym życiu. W moim sklepie znajdziesz produkty dla małżonków, koszulki dla par i akcesoria ślubne. Bestsellerem stały się puzzle z pytaniem o świadkowanie.