fbpx

Czy aby na pewno małżeństwo jest fajne?

with 11 komentarzy

Piszę ten blog od prawie dwóch lat z głębokim przekonaniem, że małżeństwo jest fajne. Puszczam w świat teksty, które wychwalają życie po ślubie. Znajduję jego zalety i przekonuję, że razem z włożeniem na palec obrączki nasza wolność się nie kończy (a wręcz zaczyna). Ogólnie jest miło i przyjemnie. Czasem coś wspomnę o tym, że wypadałoby pracować nad związkiem, i że nic się samo nie zrobi, ale nie zarzucam czytelników złotymi poradami i sposobami na wypracowanie relacji idealnej.

Malzenstwo jest fajne

„Głębokie przekonanie” ze wstępu bazuje na moich doświadczeniach. Nie jestem jednak naiwna i wiem, że nie zawsze jest różowo. Nie tylko na początku małżeństwa. Wiele par nie doczekuje nawet piątej rocznicy ślubu, wcześniej składając papiery rozwodowe. Widzę, co się dzieje naokoło. Ba! Widzę, co się dzieje u nas w domu. Jasne, zazwyczaj jest fajnie, ale bywają cięższe momenty. Nie jest ich dużo, ale są zdecydowanie NIEfajne.

To nie tak, że mówicie sobie „tak” i wszystko się zmienia. Ślub nie jest lekarstwem na nieudany związek. Mam nadzieję, że to wiecie…

Usłyszałam jakiś czas temu coś, co mocno dało mi do myślenia. Chociaż nie. Najpierw walnęło mnie w głowę. Mocno. Powaliło mnie na łopatki tak, że zdołałam jedynie wydukać zaskoczone „Ale jak to?!”. Ktoś po raz pierwszy poważnie podważył wszystkie motywy, którymi się tu kieruję. Nie stwierdził, że mu się to nie podoba, nie „odlubił” naszego fanpaga, ale powiedział coś o wiele poważniejszego. Potem przyszła pierwsza myśl i refleksja, bo „może coś w tym jest”.

„Robicie krzywdę młodym, pisząc, że małżeństwo jest fajne”

Tak, coś takiego usłyszałam. I mogę się założyć, że jest więcej osób, które myślą podobnie. Szczególnie takich, których związki się rozpadły albo były trudne, ludzie po lub w kryzysach, starsi małżonkowie. To jednak nie był rozwodnik ani zdradzana czy bita żona, ale szczęśliwe małżeństwo. Dlaczego? Bo…

Małżeństwo nie JEST fajne. Ono może takie być.

Wiem o tym. Nie chcę, żebyście myśleli, że uważam, że każde małżeństwo jest super. Że po ślubie znikają wszelkie problemy, zmieniamy się w perfekcyjną panią domu, wszystkie wady naszego męża cudownie przestają istnieć, a między nami tworzy się idealne porozumienie dusz i ciał skutkujące wspaniałą domową atmosferą. Wiem, że tak nie jest.

Dlaczego ktoś może uważać, że to, co robię jest krzywdą młodzieży?

Zdaję sobie sprawę, że gdyby wyjąć z całego kontekstu bloga samo hasło „Małżeństwo jest fajne”, byłoby to wierutne kłamstwo. Ktoś mógłby pomyśleć, że propaguję ślub jako magiczne wydarzenie, po którym życie zamienia się w istną bajkowa sielankę. A tak przecież nie jest. Mam nadzieję, że da się to wyłapać z moich tekstów. Nie zamierzam wprowadzać nikogo w błąd.

Nie zamierzam jednak również zmieniać głównego tematu tego blogu. Chcę przedstawiać małżeństwo jako coś fajnego. Dobrego i wartościowego, owszem, ale i fajnego.

„Fajny” to przymiotnik nieprecyzyjny, ale bardzo popularny wśród młodych ludzi

Przypomnijcie sobie, co odpowiadaliście rodzicom na pytanie, jak było na imprezie, koloniach czy pierwszego dnia w nowej szkole. W ten sam sposób odpowiadają już dzieciaki, gdy wracają z przedszkola. U młodych ludzi to jest bardzo często używane słowo. Z jednej strony mówione lekko „na odwal się”, a z drugiej maksymalnie prawdziwe. Nie niesie ze sobą ogromnego bagażu emocji, ale zawiera wiele pozytywnych informacji (o których zazwyczaj słyszymy lub opowiadamy na spokojnie trochę później).

Malzenstwo jest fajne

Bardzo świadomie używam właśnie tego „płytkiego” i niezbyt przez dorosłych lubianego określenia „fajne”. Jest ono wyzbyte wszelkiego patosu. Sprowadza małżeństwo trochę z piedestału i pozwala o nim rozmawiać bardziej na luzie, co jest wciąż rzadkością. Między podśmiechujkami  z małżeństwa, a poradami nadającymi się do oprawienia w złote ramy jest pusto. I tam jest Mocem, tam jesteśmy my. :)

Nie uważam, że robię komuś krzywdę.

Jeśli ktoś trafi jedynie na jakąś naszą grafikę z hashtagiem #małżeństwojestfajne, prawdopodobnie zapomni o tym kompletnie lub uzna, że mam nierówno pod sufitem i już nie wróci. Jeśli ten ktoś przeczyta jeden wpis z takim przesłaniem, wydarzy się coś podobnego – zapomni, zlekceważy albo się wciągnie. Jeśli ten jeden wpis akurat go zaciekawi i młody człowiek przeczyta coś więcej, zauważy, że nie gloryfikuję małżeństwa oderwanego od rzeczywistości, a pokazuję, że małżeństwo po prostu może być fajne. Nie musi być super poważne i sztywne, a mąż i żona to ci sami młodzi ludzie, którzy chwilę przed ślubem szaleli (bardziej lub mniej) na swoich wieczorach panieńskim i kawalerskim.

Poza tym, gdyby promować hasło „małżeństwo może być fajne”, dopuszcza się do podświadomości to zawahanie i możliwość, że wcale tak nie musi być. Zasiewa się w sercach ludzi niepewność. „Małżeństwo jest fajne” daje nadzieję, że tak może być. Piszecie o tym w prywatnych wiadomościach do mnie, mailach i komentarzach.

Wierzę w inteligencję młodych ludzi, którzy myślą więcej niż się dorosłym wydaje.

A Ty jak myślisz? Jest w tym wszystkim coś z „robienia krzywdy”? Może się mylę…

Follow Olborska:

Blogerka i projektantka Mocem

Jestem Ewa, żona Piotra. Piszę o kreatywnych ślubach i późniejszym szczęśliwym życiu. W moim sklepie znajdziesz produkty dla małżonków, koszulki dla par i akcesoria ślubne. Bestsellerem stały się puzzle z pytaniem o świadkowanie.