fbpx

Łóżkowy problem małżeństw

with 9 komentarzy
Rozmawiałam z wieloma małżonkami na ten temat. Wszyscy potwierdzili, że u nich też ma to miejsce. Borykają się z tym samym problemem, co my. Da się z tym żyć, tragedii niby nie ma, ale czegoś brakuje lub czegoś jest zbyt wiele…

O czym mowa? O jakim łóżkowym problemie? Co jest nie tak w naszym małżeńskim łóżku?

łóżkowy problem małżeństw
Dobra, dobra, skończmy z tymi niedomówieniami. Łóżkowym znaczy tutaj niemal dosłownie łóżkowym, a nie seksualnym. Wybacz, jeśli jesteś zawiedziony.
 
Wróćmy zatem do tego wspomnianego łóżka. Połóżmy się w momencie, kiedy oboje jesteście już piżamach, czy w czym tam śpicie. Umyci, po kolacji, z ustawionym na rano budzikiem, po ostatnim zerknięciu na fejsa lub skrzynkę mailową. Nadchodzi chwila wytchnienia, czas na przytulanie i seks. Dzisiejszy dzień zakończony, można iść spać, odpocząć.

Co się teraz dzieje?

Mąż mój kładzie głowę na poduszce, zamyka oczy i po kilku chwilach ciszy słyszę jego spowolniony przez Morfeusza oddech. Zasypia. Tak by wyglądał scenariusz, gdyby nie ja – kobieta rozmowna.
 
Teraz w mojej głowie kłębią się różne myśli. Wspomnienia z danego dnia, spostrzeżenia, którymi muszę się z Nim podzielić, pytania, plan dnia następnego, kwestie „do ustalenia”. I zaczynam mówić. Dla mnie to jest idealny czas na rozmowę. Nie jesteśmy zajęci niczym innym niż sobą, nic nam nie przeszkadza, nie rozprasza. Już nic dzisiaj nie zrobimy, nic nie powinniśmy, mamy czas, więc mówię. Opowiadam, pytam, relacjonuję. Tulę się do Niego w międzyczasie. Dotykam tematów ważnych i tych, które mnie poruszyły na tyle, że muszę się nimi podzielić. Dzielę się, mówię i słyszę nagle „idziemy spać”. Czuję się tak, jakbym dostała obuchem w łeb, kolokwialnie mówiąc. Tracę materac pod plecami i dziwię się. Jak to? Ja tu o takich ważnych rzeczach mówię, przeżywam je jakoś, a Ty mi tu o spaniu? Jak to? Jestem zdruzgotana wewnętrznie przez sekundę, oburzona ogromnie. Focham się przez chwilkę i już, bo wiem, że ma rację. Parę minut temu sama padałam na twarz, a teraz mam słowotok. Uspokajam się i zasypiam, wydając pomruki niezadowolenia. 
 
Taki właśnie mamy problem w naszym małżeńskim łóżku. Jak wspominałam, nie tylko my. Też tak macie?
łóżkowy problem małżeństwOczywiście bywają dni, kiedy oboje szybko zasypiamy, jednak jest to rzadkość. Bywa też tak, że to On chce pogadać. Po prawie trzech latach wspólnego mieszkania i zasypiania, udało nam się trochę to wieczorne gadanie dopracować, abyśmy oboje byli zadowoleni. Ja mniej spraw zostawiam do obgadania przed samym spaniem, staram się wspomnieć o większości rzeczy wcześniej lub już w trakcie przygotowywania się do spania wciągnąć Piotrka w rozmowę, żeby nie zasnął zbyt szybko. :) On natomiast próbuje być cierpliwy i wyrozumiały, nie zasypiać od razu i nie przerywać mi w pół zdania (czy tematu) tekstem „idziemy spać”. Jak ja tego nie cierpię…
 
Też macie problem „ja do Ciebie mówię, a Ty śpisz”? Albo może „Ty do mnie mówisz, a ja śpię”?