fbpx

Przytyłam i co dalej?

with Brak komentarzy
Ostatnio było o gotowaniu. Zaczęłam od przytyku, który czasem zdarza nam się słyszeć „żona dobrze/słabo Cię karmi” (w zależności od tego, czy Mąż głodny, czy akurat ktoś dojrzał, że się nieco zaokrąglił). Kwestia „karmienia” to jedna strona powyższego tekstu, drugą zaś jest nasz wygląd po ślubie.
Ten post dedykuję wszystkim, którzy mają poczucie winy, co do swoich dodatkowych kilogramów oraz ludziom, którzy mają w zwyczaju wytykać innym ten fakt, co jest ogromnym nietaktem według mnie.
przytyłam i co dalej
Wiele par przybiera na wadze po sakramentalnym (lub cywilnym) tak. Nie jest to jakiś pewnik, ale moja obserwacja. I teraz pojawia się pytanie: czy to źle? Zakładam oczywiście sytuację kilku kilogramów do przodu, a nie chorobliwej otyłości.
 
Jedni stają się nieco ciężsi już w pierwszych miesiącach po weselu, inni po wielu latach. Jakby nie patrzeć, jest to niemal nieuniknione, że kiedyś w końcu waga zacznie pokazywać trochę większe liczby. Dla niektórych będzie to czas ciąży, kiedy panowie dziwnym zbiegiem okoliczności zaokrąglają się jak ich partnerki, dla innych miesiące po niej, kiedy trudno wrócić do wcześniejszego wyglądu, jeszcze innym może się to przydarzyć lata później, kiedy dzieci będą odchowane, a wiek sam dopomni się o dodatkowe kilogramy. Nasze ciała się zmieniają. Nasz tryb życia jest inny, nie zawsze możemy sobie pozwolić na regularne ćwiczenia, a dieta jakoś tak nam nie wychodzi. Tylko czy naprawdę musi?
 
Dzisiejszy świat co jakiś czas budzi we mnie poczucie winy. Mam wrażenie, że wszyscy się odchudzają, dbają o zdrowe i niskokaloryczne odżywianie, ćwiczą w domu lub trenują na siłowni, żeby dobrze wyglądać. Jeśli to daje im szczęście to ok. Podziwiam te osoby i dopinguję je z całych sił, licząc, że to daje im rzeczywistą radość, a nie jest jedynie podyktowane tym, czego od nich oczekuje otoczenie.
 
Po ślubie, kiedy mija cały stres z nim związany, nie musimy już nic przygotowywać i mamy chwilę by po prostu pożyć razem, łatwiej jest przytyć. Jest trochę czasu na celebrowanie wspólnych posiłków, które często urozmaicane są o desery. Poza tym słodycze milej jest przecież jeść w towarzystwie. Póki mieszkałam sama, bardzo rzadko kupowałam coś słodkiego. Po prostu szkoda mi było pieniędzy. Kiedy po ślubie zamieszkaliśmy razem, drożdżówki stały się inwestycją we wspólne spędzanie czasu.
przytyłam po ślubie
Chwilę przed zaręczynami osiągnęłam moją najniższą wagę dorosłego życia. Teraz wskazuje ona nieco więcej niż na początku naszego związku. Przed ślubem niestety nie schudłam, jak to by wypadało. Później też się nie udało. Teraz jest mi dobrze. Byłoby miło ważyć nieco mniej, ale nie będę na to marnować mojego czasu. Nie mam idealnego ciała. Z resztą, co znaczy „idealne ciało”? Kto wytyczna standardy? Jeśli wciąż podobam się mojemu mężowi i sama dobrze się czuję, to nie widzę powodu dla drastycznych zmian.

Przytyłam po ślubie – czy to źle?

Dopóki oboje to akceptujemy, dodatkowe kilogramy nie są złe. Są prawdziwe. Często są owocem radości wspólnych chwil. Zmieniamy się. Bez ślubu też mogłoby się okazać, że nasza waga się zmienia. Zamążpójście nie jest niczemu winne, a bycie żoną wcale nie jest równoznaczne z zaokrągleniem sylwetki.
 
Póki jesteśmy szczęśliwi i zdrowi dodatkowe kilogramy wcale nie musza zniknąć. Świat wcale nie stanie na głowie, jeśli ich nie zrzucisz. Zapewniam Cię. :)
Follow Olborska:

Blogerka i projektantka Mocem

Jestem Ewa, żona Piotra. Piszę o kreatywnych ślubach i późniejszym szczęśliwym życiu. W moim sklepie znajdziesz produkty dla małżonków, koszulki dla par i akcesoria ślubne. Bestsellerem stały się puzzle z pytaniem o świadkowanie.