fbpx

Uczę się Adwentu

with 12 komentarzy

Przed Świętami Bożego Narodzenia pojawiło się na blogu kilka wpisów. Zrobiłam aż 5 postów o prezentach dla teściów i rodziców z podziałem na kilka kategorii (miało być 6, ale się nie udało…). Opublikowałam moją tegoroczną wishlistę, dzięki której dostałam piękne sztućce w miedzianym kolorze i hybrydowe lakiery do paznokci. Na koniec udało mi się także sfotografować większość już zapakowanych podarunków i podzielić się z Wami moimi inspiracjami w tym zakresie. Przed Adwentem mogliście też pobrać planner prezentów.

Ucze sie Adwentu we dwoje

Na blogu było bardzo prezentowo i przez to komercyjnie. Aż głupio mi z tego powodu, bo Boże Narodzenie jest dla mnie przede wszystkim uroczystością kościelną związaną z moją wiarą. Chciałam napisać coś innego, ale z kilku powodów się na to nie zdecydowałam.

W moim życiu były różne Adwenty.

Kiedyś kalendarz adwentowy kojarzył mi się jedynie z czekoladkami wyjadanymi dużo wcześniej i umiejętnością zamknięcia okienka tak, żeby nikt się nie zorientował, i z kłótniami z bratem, jeśli on uczył się tego na moich słodyczach. Pamiętam też sprzątanie i niewiele więcej. Był czas przed pierwszą Komunią, przygotowywanie lampionów i ochoczy udział w dziecięcych roratach. Później Adwentów nie pamiętam, bo niewiele różniły się od zwykłego czasu w roku oprócz okolicznościowych szkolnych gazetek czy występów, w których raczej nie brałam udziału.

Moi rodzice nie robili dla mnie i brata specjalnych kalendarzy adwentowych z zadaniami. Nie było u mnie też wieńca z czterema świecami, które zapalalibyśmy co niedzielę. Nikt mnie do rorat nie zachęcał, a o rekolekcjach parafialnych w tym czasie dowiedziałam się dopiero w gimnazjum – wcześniej myślałam, że są takie tylko w Wielkim Poście.

Kiedy miałam kilkanaście lat i chodziłam na spotkania młodzieżowej wspólnoty ewangelizacyjnej, przed Bożym Narodzeniem organizowaliśmy parafialny wieczór modlitewny. To były Adwenty bardzo intensywne i dobre. Nie tylko pomagaliśmy innym przygotować się do Świąt, ale także sami na tym dużo korzystaliśmy. Była muzyka, rozważania, cytaty z Pisma Św. i pantomima, do której długo ćwiczyliśmy.

Akademickie Adwenty też były inne. Mieszkałam już sama, więc nie dopadała mnie rodzinna gorączka sprzątania. Rzadziej już pojawiałam się na młodzieżowych spotkaniach wspólnoty, ale brałam udział w akademickich rekolekcjach w łódzkiej katedrze. Od drugiego roku razem z Piotrkiem, ale najpierw jako para. Nasze narzeczeństwo zahaczyło o jeden Adwent i Święta. Później było 5 Adwentów małżeńskich – każdy inny.

Ja dopiero uczę się Adwentu.

Jak widzicie wyżej, z domu rodzinnego nie wyniosłam jakiś szczególnych tradycji związanych z tym czasem. Tak naprawdę to z internetu dowiaduję się, jak fajnie i ciekawie można przeżyć go w rodzinnym gronie. Duchowe przygotowania to jedno, ale wprowadzanie miłej atmosfery do domu też jest istotne.

Przerabiałam wygórowane ambicje bycia idealną panią domu na tydzień przed Bożym Narodzeniem – planowanie zadań, które od początku były niewykonalne w danym czasie. Były Święta, których „nie czułam”. Był też czas drobnych pretensji i konfliktów małżeńskich, niedogadanych oczekiwań i tych przerysowanych. Były też rodzinne problemy niezależne od nas, które totalnie uniemożliwiły jakieś sensowne przygotowania i trzeba było w pewnym sensie Święta ratować, żeby w ogóle były choć odrobinę spokojne.

Będąc dzieckiem, nie myśli się za bardzo o tym, jak spędzić Adwent – to rodzice i otoczenie decydują za nas jak będzie. Przedszkola i szkoły wprowadzają wychowanków w ten czas na swój sposób według konkretnego rytmu i programu. Jako członek wspólnoty też w pewien sposób jesteśmy prowadzeni w tych przygotowaniach za rękę – przez pasterza – kapłana odpowiedzialnego za daną grupę lub wydarzenia, w których niemal odgórnie bierzemy udział. Kiedy przychodzi czas nieprzynależności do żadnej wspólnoty i wyprowadzenia się z domu rodzinnego, musimy sami zdecydować, jak mają wyglądać nasze świąteczne przygotowania i tradycje.

Miniony Adwent był spokojny i pełen przemyśleń.

W końcu się udało. Na spokojnie wysprzątaliśmy to, co chcieliśmy (nie, nie było generalnych porządków). Prezenty kupiłam i zapakowałam wcześniej. Nie było nerwowego latania po sklepach. Dużo czasu spędziliśmy w domu. Wzięliśmy udział w parafialnych rekolekcjach (Piotrka praca zdalna zdecydowanie to ułatwiła). Nie jeździliśmy co chwila czegoś załatwiać – było spokojnie. Po prostu.

Spokój sprzyja przemyśleniom. Rekolekcje też im sprzyjają. W ogóle niemal z każdej Mszy od jakiegoś czasu wychodzę z jakimiś ciekawymi wnioskami – mam wrażenie, że to dla mnie najbardziej kreatywny czas (tak po prostu, bo przychodzą mi do głowy ciekawe rzeczy, a nie dlatego, że się nad nimi zastanawiam, żeby nie było).

Chciałam napisać Wam o tym wszystkim, co mi po głowie chodziło, bo wiele tych kwestii dotyczy małżeństwa. Wiele tych wniosków jednak nie było zbyt optymistycznych. Część była wręcz smutna. Nie napisałam jednak o nich nie dlatego, żeby coś przed Wami zataić, jakiś fragment małżeńskiej codzienności, ale dlatego, że wiem, że pisząc o nich teraz, byłyby przekłamane, a obraz byłby niepełny. Wiem, że nie patrzę na pewne rzeczy obiektywnie, że w moich oczach są one przerysowane i przekłamane. Wiem, że za jakiś czas zmienię zdanie, ba, wiem, do jakich wniosków dojdę. Doszłam do nich już teraz – to znaczy mój umysł. Serce jeszcze nie ogarnia.

Nie tak wyobrażałam sobie piąte Święta po ślubie.

I dlatego też te moje przemyślenia adwentowe nie były zbyt pozytywne. Pierwsze małżeńskie przygotowania do Bożego Narodzenia były ekscytujące, bo pierwsze. Drugie też były ciekawe – nieco bardziej świadome, ale z poczuciem tymczasowości. Kolejne niestety mijały dość nerwowo przez zewnętrzne czynniki, ale w pewnym sensie były podobne do wcześniejszych.

Nigdy nie zastanawiałam się, jak chcę przezywać Adwent z moim mężem, bo nie liczyłam na to, że w ten sposób spędzimy więcej Świąt. Myślałam, że w naszej rodzinie szybko pojawią się małe dodatkowe rączki do pomocy przy ubieraniu choinki i lepieniu pierogów. Takie rączki, dla których będzie nam się chciało lepić te pierogi i stawać na rzęsach w wymyślaniu kreatywnych i mądrych zadań do kalendarza adwentowego.

Ucze sie Adwentu we dwoje

Na początku tegorocznego Adwentu zdałam sobie sprawę, jak wielu rzeczy nie chce mi się robić teraz, bo zawsze miały dla mnie sens wtedy, gdy w domu są dzieci. Zdałam sobie sprawę, że nie umiem przeżywać tego czasu i odpowiednio się nim cieszyć. Doszłam do wniosku, że nasze Święta są niepełne.

I to jest straszny wniosek. Niepełny i nieprawdziwy. Bo ja wiem, że do odpowiedniego przeżywania Bożego Narodzenia dzieci nie są potrzebne, a ich brak może stać się wymówką do bylejakości. Ja wiem, że Święta i tak mogą być piękne (bo takie naprawdę były!). Wiem, że czasem maluchy mogą wręcz przeszkadzać. Wiem, że sami dla siebie też możemy robić większość rzeczy, które robilibyśmy z naszymi dziećmi. Wiem. Tylko nie do końca się z tym zgadzam gdzieś głęboko w środku. I ja wiem, że to minie – jakoś i kiedyś.

Uczę się Adwentu we dwoje.

Adwent małżeński od początku był dla mnie czymś przejściowym między Adwentem w domu rodzinnym a tym przeżywanym w gronie mojej nowej rodziny. Czasem pomiędzy byciem dzieckiem prowadzonym przez Adwent przez rodziców czy nauczycieli, a byciem rodzicem, który będzie kogoś przez ten Adwent prowadził. Adwentów małżeńskich miało być mniej niż 5.

Nie wiem, ile ich jeszcze przed nami, więc musimy zdecydować, jak chcielibyśmy ten czas spędzać. Miniony Adwent był dobry. Spokojny i obfitujący w przemyślenia i wyciąganie wniosków. Bogaty w uświadamianie sobie pewnych rzeczy. Mam nadzieję, że ta świadomość pomoże nam lepiej przeżyć kolejny Adwent w naszej rodzinie – bez względu na to, czy wciąż będzie się ona składać tylko z nas dwojga. Tylko i aż.

To też sobie uświadomiłam i przypomniałam. To, że mamy siebie to bardzo dużo.

A jak minął Twój Adwent?

Follow Olborska:

Blogerka i projektantka Mocem

Jestem Ewa, żona Piotra. Piszę o kreatywnych ślubach i późniejszym szczęśliwym życiu. W moim sklepie znajdziesz produkty dla małżonków, koszulki dla par i akcesoria ślubne. Bestsellerem stały się puzzle z pytaniem o świadkowanie.