fbpx

Kiedy starania o dziecko przestają być fajne?

with Brak komentarzy

Dziecko poczyna się podczas aktu seksualnego. Seks jest przyjemny. Logiczne zatem, że starania o dziecko też takie są i, ogólnie rzecz biorąc, jest to fajny czas dla związku.

Owszem, jest. Na początku.

Kiedy starania o dziecko przestają być fajne?

Kiedy po kilku bezdzietnych latach małżeństwa, słyszy się żarty o tym, że starania o dziecko są takie przyjemne, bo to przecież dużo seksu, to naprawdę nie wiadomo, co powiedzieć. Bo starania o dziecko, szczególnie te przedłużające się w nieskończoność, to coś dużo więcej niż seks. A i on z czasem bywa inny.

Kiedy starania o dziecko przestają być fajne?

Wtedy, gdy trwają dłużej niż przewidywaliśmy – to jest pewne. Wtedy ekscytacja i radosne oczekiwanie zamieniają się w panikę, wyparcie albo kompletną bezradność. Dla każdej pary jest to pewnie inny moment. Nie można powiedzieć, że, np. rok to jest za długo. Dla jednych będzie to życiowy dramat już po 5 miesiącach, inni będą sobie dobrze radzić przez 2 lata i dłużej. Dla każdego z małżonków może też to być inny moment, bo kobieta i mężczyzna inaczej przeżywają niepłodność.

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy pytania, uwagi i porady dotyczące owych starań zaczynają wkurzać. Potem po prostu bolą. Na samusieńkim początku wiadomo, że to są żarty. Sami się śmiejemy, rzucamy ciętymi ripostami. Pamiętamy, jak i nam zdarzyło się bez pomyślunku rzucić innym złotą radę. Ale jak już po kolejnym tekście w stylu „wzięlibyście się w końcu do roboty, bo latka lecą, pewnie nie wiecie, jak się dzieci robi”, gotuje się w Was w środku to nie jest fajnie. Ten etap przychodzi bardzo szybko.

Życie w zawieszeniu

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy przestajecie planować cokolwiek na dłuższą metę, bo przecież „zaraz możesz być w ciąży”. Nie zaczynacie remontu, bo nie wiadomo, czy Wasza sypialnia nie powinna niedługo być pokojem maluszka. Rezygnujecie z zakupu nowych mebli, bo jak dojdzie łóżeczko, to może nie być na nie miejsca. Odkładacie w nieskończoność wakacje, bo to strach w wyczekanej ciąży lecieć samolotem. A jak nie strach o podróż, to przecież akurat wtedy może Wam wypaść wizyta o lekarza albo ważne badanie i co wtedy? Albo poród? Nie zmieniasz pracy, bo jak zajdziesz to nie będziesz mieć macierzyńskiego, a nawet jeśli będzie Ci przysługiwał, to głupio tak przecież. Nie podejmujecie żadnych ważnych życiowych decyzji, bo przecież zaraz Wasza sytuacja może się zmienić. A co jak będą bliźniaki? No bo mogą być, no nie?

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy dochodzi do Was, że być może macie problem z niepłodnością. Zaczynacie myśleć o wizycie u specjalisty, a „zwykli” lekarze odsyłają Was do kliniki leczenia niepłodności. Zaczynasz czytać, na czym polega leczenie i zaczynasz się po prostu bać. Czy kiedykolwiek uda się nam powiększyć rodzinę? Jakim kosztem? Czy będziemy musieli zmienić nasze całe dotychczasowe życie?

Kiedy starania o dziecko przestają być fajne z punktu widzenia kobiety?

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy przestajesz wierzyć swoim odczuciom. Co miesiąc widzisz u siebie tyle objawów ciąży (w której, jak się okazuje, nie jesteś), że w końcu przestajesz sama sobie wierzyć. Zaczynasz wtedy marzyć o wymiotach albo omdleniach, bo to by były objawy, których nie byłabyś w stanie sobie wmówić, a mąż mógłby je zobaczyć i potwierdzić. Zaczynasz się zastanawiać, czy wszystko z Tobą w porządku. Czy wmawiasz sobie te mdłości i „inne niż zwykle” bóle podbrzusza czy jednak są prawdziwe?

Starania przestają być fajne, kiedy przestajesz wierzyć czemukolwiek (i jednocześnie wszystko potrafi obudzić nadzieję). Robisz dziesiątki testów ciążowych – bo może było za wcześnie, bo był za mało czuły, bo w laboratorium może się pomylili. Czytałaś w necie, że jakaś dziewczyna dostała okres, a jednak była w ciąży… Robisz więc kolejny test zaraz po skończonej typowej miesiączce, bo może jednak… Tak, to jest głupie. I tak, robiłam to nie raz.

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy teoretycznie połowę swojego życia spędzasz w potencjalnej ciąży. Chodzi o taki stan, kiedy co miesiąc od owulacji do okresu myślisz o sobie jak o ciężarnej i tak się traktujesz. Odstawiasz kawę i alkohol, unikasz leków przeciwbólowych, nie nosisz ciężkich rzeczy. Przesunęłaś swój próg bólu i u dentysty nie bierzesz znieczulenia. Generalnie zanim zrobisz cokolwiek, zastanawiasz się, czy nie zaszkodzisz dziecku, które przecież teoretycznie może już być pod Twoim sercem (a raczej sporo niżej póki co), czy nie przeszkodzisz implantacji albo połączeniu się plemnika z komórką jajową. Nie wiesz, co możesz jeść, jaki sport uprawiać, jakie zabiegi kosmetyczne stosować. Niby wiesz, że to przesada, ale jednak… lepiej dmuchać na zimne podobno. I tak chuchasz i dmuchasz na siebie, aż dochodzisz do momentu, kiedy stwierdzasz, że zwariujesz, jeśli przez kolejny rok Twoje życie będzie tak wyglądało.

Zaraz będę w ciąży

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy przestajesz dbać o siebie. Nie dbasz o linię, bo i tak zaraz przytyjesz. Odpuściłaś manicure hybrydowy, bo zmywanie mogłoby wypaść w ciąży, a wdychanie acetonu ponoć nie jest zbyt zdrowe (w necie przeczytałaś…). Przestałaś kupować nowe ciuchy, bo i tak zaraz w nie nie wejdziesz. Nie kupujesz staników, bo zaraz Ci biust urośnie (bardziej te do karmienia by się pewnie przydały). Już za chwilę będziesz przecież szukać ciążowych legginsów i koszulek mieszczących rosnący brzuszek. W rezultacie przez 4 lata nie kupujesz sobie nic, nie chodzisz do kosmetyczki i w ogóle mało dla siebie robisz.

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy przestajesz dbać o swoje samopoczucie, a wszystko podporządkowujesz staraniom. Dbasz o idealną dietę, stosujesz najlepsze możliwe suplementy, obserwujesz wszystkie markery płodności, jakie znasz. Chodzisz na monitoring owulacji, fizjoterapię mięśni dna miednicy i badasz hormony w każdym cyklu. Przysłowiowo, choćby skały srały, choćbyś padała ze zmęczenia, choćbyś nie miała ochoty, robisz te wszystkie rzeczy. W sumie to nawet nie wiesz, czy masz siłę i ochotę na nie, bo kompletnie przestajesz się nad tym zastanawiać. Za to w odpowiedzi na pytanie znajomych „co słychać?”, jedyne, co przychodzi Ci do głowy, to powiedzieć, w którym jesteś właśnie dniu cyklu, opowiedzieć o płodnym (lub nie) śluzie i dodać, że w najbliższym punkcie pobrań pielęgniarka się zmieniła. Poza tym, nie wiesz, co u Ciebie słychać.

Znikasz w tych całych staraniach Ty jako ta, którą jesteś teraz na rzecz Matki, którą chcesz się stać – tej lepszej wersji Ciebie. Póki się nią nie staniesz, sama siebie traktujesz gorzej, bo taka właśnie jesteś w swoich oczach – gorsza i niepełnowartościowa. Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy właśnie tak zaczynasz siebie postrzegać.

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy czujesz, że nikt Cię nie rozumie. Co więcej, czasem sama siebie nie rozumiesz. Zaczynasz czuć jednocześnie totalnie skrajne emocje, których nie chcesz, ale na początku nie wiesz, co możesz z nimi zrobić. Przytłacza Cię to, przestajesz ufać sama sobie, nie jesteś w stanie przewidzieć swoich reakcji, np. na wieść o czyjejś ciąży. Emocjonalny rollercoaster.

Kiedy starania o dziecko przestają być fajne?

Seks i starania o dziecko

Starania o dziecko przestają być fajne, kiedy jesteście zmęczeni seksem. Kiedy pojawiają się wyrzuty sumienia, bo powinniście, a jednak kompletnie nie mieliście ochoty. Macie poczucie straconej szansy, czujecie, że zawiedliście – siebie samych, siebie nawzajem i dziecko, które być może tego akurat dnia mogło się począć. Współżycie z poczucia obowiązku nie jest fajne – może takie być (!), ale nie zawsze jest. Presja owulacji nie jest fajna. Można się starać, kusić, uwodzić i podkręcać atmosferę, ale w normalnych warunkach mogłoby się na tym skończyć i też byłoby miło. W przypadku starań o dziecko, nie może się na uwodzeniu skończyć, bo to stosunek jest istotny.

Niefajna jest ta zmiana perspektywy patrzenia na współżycie w małżeństwie i to, że można się nim zmęczyć i mieć chwilami dość. Zwróć uwagę, że o seksie (jego minusach, że tak powiem) napisałam prawie na końcu. To naprawdę nie jest jedyny element starań o dziecko. Jeśli myślisz, że seks jest przyjemny, więc starania są fajne, to się bardzo mylisz. No chyba że masz akurat takie własne doświadczenia to po prostu Ci zazdroszczę. :)

To wszystko, to jest początek starań

To są pierwsze momenty, kiedy przestaje być fajnie. Chwile, kiedy to wszystko do Ciebie i do Was dociera. Np. kiedy uświadamiasz sobie, ile czasu zmarnowaliście, czekając z kupnem domu, bo baliście się nawet pomyśleć, że być może będziecie w nim mieszkać we dwoje. To są początki, choć nie zawsze trwają tak samo długo.

Jak już sobie to wszystko uświadomimy, jak już przerazimy się tym nieznanym, jest łatwiej. Można zacząć się oswajać z całą sytuacją, można zacząć coś zmieniać i dbać o to, co było zaniedbane. Najgorzej jest sobie to wszystko uświadomić, bo na początku nie wiadomo, co z tym zrobić.

Później będzie jeszcze sporo innych trudnych momentów, ale to już nie jest takie nowe. Jest trudne, ale już tak bardzo nie dziwi chyba. One są trudne, one bolą, ale nie są tą granicą, o której powyżej pisałam.

To mija

Każda z powyższych sytuacji, każdy z powyższych stanów, jest przejściowy. Zmienia swoje natężenie, czasem znika, kiedy indziej się przeobraża w coś innego. Takie doszukiwanie się objawów ciąży na przykład. Po dłuższych staraniach już się kobieta nie nastawia na ciążę po każdym ukłuciu w podbrzuszu. Chyba wręcz przestawia się to na drugi skrajny biegun. Na początku wszystko daje nadzieję, że się udało. Później, choćby objawy były jednoznaczne, trudno uwierzyć, że to mogłaby być ciąża.

Jeśli masz ochotę, podziel się swoją historią

Kiedy dla Ciebie, przestało być fajnie? A może całe starania jednak bardzo dobrze wspominasz? Jak długo trwały? Ciekawa jestem, czy tylko te długotrwałe są trudne. Nie namawiam jednak do zwierzeń, to są mega prywatne sprawy. Z resztą powyższy tekst nie jest tylko wynikiem naszych doświadczeń, ale też tych przeczytanych w sieci i usłyszanych na żywo. Suma stanów przeżytych i zaobserwowanych.

I chociaż wiele wspomnianych wcześniej rzeczy może się wydać przesadzona i głupia, to są realne. Jasno i konkretnie nazwane emocje czy myśli, które się pojawiają w głowie kobiety starającej się o dziecko. Oczywiście zaraz obok jest też głos rozsądku, który logicznie wyciąga nas z jakiś głupich przekonań czy nieprawdziwych osądów na swój temat. Pamiętajcie, że powyższe, to tylko wycinek życia, w którym jednak oprócz starań o dziecko jest cała masa innych (dobrych) rzeczy. I chociaż ciężko je w gorszych chwilach zobaczyć i docenić, to one są. Fajnie by było, żeby nasi bliscy czasem pomagali nam je dostrzec (nie umniejszając przy tym problemu niepłodności).

Follow Olborska:

Blogerka i projektantka Mocem

Jestem Ewa, żona Piotra. Piszę o kreatywnych ślubach i późniejszym szczęśliwym życiu. W moim sklepie znajdziesz produkty dla małżonków, koszulki dla par i akcesoria ślubne. Bestsellerem stały się puzzle z pytaniem o świadkowanie.