fbpx

Mój czy nasz blog?

with 2 komentarze

Zanim założyłam blog Mocem, pytałam mojego Męża, czy nie ma nic przeciwko, żebym zaczęła pisać w sieci o małżeństwie. Wiadomym było, że nie będę tylko filozofować i teoretycznie omawiać różnych rzeczy, ale poruszę także nasze prywatne sprawy. Rozmawialiśmy o powodach stworzenia bloga, o chęci promowania małżeństwa, o stworzeniu społeczności, która tak jak my będzie się jarać życiem we dwoje i nie będzie się wstydziła chodzić w koszulkach z napisem „Jestem mężatką, mam Walentynki codziennie”.

mój czy nasz blog?

No i tak sobie pisałam o życiu po ślubie, trochę o organizacji wesel, o naszych wakacjach, przemyśleniach czy ulubionych serialach. I było fajnie. Uczyłam się blogowania. Dokształcałam się z zakresu pozycjonowania, pisania, marketingu czy technicznych kwestii. Później zaczęliśmy rozmawiać o własnej firmie. Piotrek wymyślił materiałowe zaproszenia ślubne. Razem obmyślaliśmy cały plan realizacji tego pomysłu. Cieszyłam się jego zaangażowaniem w moją działalność. Wkręciłam się w myślenie o naszym blogu.

Wydawało mi się, że Mocem straci autentyczność, jeśli o szczęśliwym małżeństwie będzie pisać tylko żona

Czasem narzekałam, czasem się dąsałam i zbyt wiele oczekiwałam od Męża. Moja świadomość tego, że Piotrek nie specjalnie lubi pisać, że nie przychodzi mu to z taka łatwością jak mi, odeszła na jakiś czas. Zapomniałam, że nam kobietom łatwiej nazywać emocje i uczucia, a co za tym idzie pisać o nich. Zaczęłam myśleć o Mocem, jako o naszym wspólnym projekcie.

Dużo czasu mi zajęło, żeby się tego wyzbyć i traktować Piotrka zaangażowanie jako pomoc, a nie „należny” wkład w tworzenie bloga. Pogadaliśmy. Przypomniałam sobie o wszystkim, co myślałam, zakładając Mocem. Na nowo powiedzieliśmy pewne rzeczy. Musiałam poukładać moje oczekiwania, ogarnąć rzeczywistość i odpędzić moje wyobrażenia, które wzięły się znikąd.

To był trochę taki czas jak wtedy, gdy uzmysławiasz sobie, że te wspólne spacery to nie były randki, tylko przyjaźń, a Ty sobie za dużo wyobrażałaś. Ja za dużo sobie wyobrażałam i dopowiadałam niewypowiedziane. Czasem chciałabym, żeby to był prawdziwie nasz blog, ale prawdą jest, że Piotrek nigdy mi nie obiecywał, że będzie pisał tyle wpisów, co ja. Co więcej, tak naprawdę ja też tego nie chcę! Wolę, żeby założył swój własny blog o zupełnie innej tematyce, do czego zdecydowanie lepiej się nadaje, co da mu dużo więcej frajdy.

Chcę mieć swoje miejsce w sieci, chociaż czasem wydaje mi się inaczej

Kobieta zmienną jest… Są momenty, gdy brakuje mi wspólnego ogarniania mediów społecznościowych czy bardziej męskiego pierwiastka na blogu, ale cieszę się z tego, że blog jest mój. Wiele rzeczy uzgadniam z Piotrkiem, ale to do mnie należy ostatnie decydujące słowo w tej kwestii. Czytelnicy Mocem to w zdecydowanej większości kobiety (zerknijcie na podsumowanie tegorocznej ankiety) i mi jest łatwiej zrozumieć ich oczekiwania niż Piotrkowi. Myślę, że ciężko by nam teraz było zachęcić tylu mężczyzn do czytania mojego bloga, żeby te proporcje się wyrównały.

Od dłuższego czasu ten temat chodził mi po głowie, ale dopiero w zeszły weekend, kiedy na SeeBloggers ktoś zapytał nas, czy prowadzimy razem bloga wydarzyła się rzecz dziwna. Ja odpowiedziałam „tak”, Piotrek – „nie”.

mój czy nasz blog?

Zaczęliśmy się zastanawiać, jak to w końcu jest. Jak wiecie, sama piszę posty. Piotrek do tej pory napisał post o naszych zaręczynach i po połowie relacji z Łódź Bloguje 2015z pierwszego spotkania blogerów ślubnych I DO. Póki co nie zapowiada się, że w najbliższym czasie przeczytacie coś spod jego palców. U góry strony widać zakładkę „O nas”, w panelu bocznym jest nasze wspólne zdjęcie. Ja piszę, Piotrek ogarnia serwer i te wszystkie poważne techniczne kwestie. Razem podejmujemy strategiczne decyzje, ale każde z nas ma swoją oddzielną firmę. Pomysł na materiałowe zaproszenia ślubne był Piotrka, ale w tej chwili nie kojarzy nawet nazw wszystkich wzorów (które notabene też ja projektowałam).

To jak to w końcu jest – blog jest mój czy nasz?

Po powyższym akapicie, patrząc na fakty, można stwierdzić, że blog jest mój. W końcu głównie ja go tworzę. To jest logiczna i dobra odpowiedź. Ale…

No właśnie, jest jeszcze „ale”. To jedno małe i nie tak konkretne „ale”. Gdyby nie Piotrek, nie miałabym o czym pisać. Większość wpisów przedstawia nasze wspólne zdanie na dany temat albo wnioski z niedawno przeprowadzonej rozmowy. Często podsumowuję i nazywam to, czego mój Mąż nie umie wyrazić. Gdyby nie On, nie byłabym żoną, nie byłoby naszego małżeństwa. Nie mogłabym o nim pisać, bo by nie istniało.

Nie umiem jednoznacznie powiedzieć, czy prowadzimy blog razem. Ciężko mi to określić mimo faktów przemawiających na korzyść odpowiedzi „nie”.

Jak Wy to widzicie? Napiszcie w komentarzach, czy mimo tego, że tylko ja piszę teksty, odbieracie Mocem jako blog mój czy jednak nasz? Wasze zdanie jest dla mnie ważne. I mimo wszystko dla Piotrka też. ;)

P.S.
Tak, tak, na fotkach to my. :)

Follow Olborska:

Blogerka i projektantka Mocem

Jestem Ewa, żona Piotra. Piszę o kreatywnych ślubach i późniejszym szczęśliwym życiu. W moim sklepie znajdziesz produkty dla małżonków, koszulki dla par i akcesoria ślubne. Bestsellerem stały się puzzle z pytaniem o świadkowanie.